09.09.2023, 11:34 ✶
rzut na obronę
Mavelle wpadła do wnętrza domu - niezbyt czystego, nieco zagraconego, widać było od razu, że mieszka tutaj ktoś, kto nie sprząta zbyt często i od dawna nie wymieniła mebli - jako pierwsza. Brenna została w tyle, bo musiała najpierw poderwał się z ziemi, a dopiero potem wbiegła do środka. Te sześćdziesiąt sekund sprawiło, że Elijah zdążył przebiec przez przedsionek i salon, kierując się na tyły. Nie mógł wiedzieć, że za domem czeka dwóch innych Brygadzistów. W ten sposób Brenna, przeklinająca w duchu, nie widziała samego Elijaha i nie mogła zaatakować. Przed sobą miała tylko plecy kuzynki, ścigającej Fraya.
Czar Mavelle podziałał - liny zawirowały w powietrzu, frunąc prosto do Fraya. Ten zdążył wykonać częściowy unik, przez co nie został całkowicie unieruchomiony. Spowiły jednak jego nogi, a on sam zderzył się z kanapą, boleśnie się o nią obijając, ale też dzięki niej nie upadając na podłogę. Tak czy inaczej nie mógł już uciekać.
Ale mógł atakować.
Uniósł różdżkę i wyleciał z niej promień zielonego światła. Twarz mężczyzny była wykrzywiona w paskudnym grymasie wściekłości i nienawiści.
Czar nie trafił, na całe szczęście. Minął głowę Mavelle o włos, a potem rozbił się o framugę w pobliżu Brenny, z której ust mimowolnie wyrwał się cichy krzyk, bo rozpoznała to zaklęcie i zrozumiała, jak blisko było tego, aby jej siostra padła martwa na podłodze. Przyszły tu z myślą o przekazaniu informacji o znalezieniu jego córki i może wstępnym przesłuchaniu, a tymczasem... Elijah Fray nie bez powodu od razu wydał się im nieco odrażający. Zabójstwo córki było zapewne tylko jedną z wielu jego zbrodni, on sam zszedł zaś na poziomie spaczenia tak daleko, że opanował czarnomagiczne zaklęcie.
Mavelle wpadła do wnętrza domu - niezbyt czystego, nieco zagraconego, widać było od razu, że mieszka tutaj ktoś, kto nie sprząta zbyt często i od dawna nie wymieniła mebli - jako pierwsza. Brenna została w tyle, bo musiała najpierw poderwał się z ziemi, a dopiero potem wbiegła do środka. Te sześćdziesiąt sekund sprawiło, że Elijah zdążył przebiec przez przedsionek i salon, kierując się na tyły. Nie mógł wiedzieć, że za domem czeka dwóch innych Brygadzistów. W ten sposób Brenna, przeklinająca w duchu, nie widziała samego Elijaha i nie mogła zaatakować. Przed sobą miała tylko plecy kuzynki, ścigającej Fraya.
Czar Mavelle podziałał - liny zawirowały w powietrzu, frunąc prosto do Fraya. Ten zdążył wykonać częściowy unik, przez co nie został całkowicie unieruchomiony. Spowiły jednak jego nogi, a on sam zderzył się z kanapą, boleśnie się o nią obijając, ale też dzięki niej nie upadając na podłogę. Tak czy inaczej nie mógł już uciekać.
Ale mógł atakować.
Uniósł różdżkę i wyleciał z niej promień zielonego światła. Twarz mężczyzny była wykrzywiona w paskudnym grymasie wściekłości i nienawiści.
Czar nie trafił, na całe szczęście. Minął głowę Mavelle o włos, a potem rozbił się o framugę w pobliżu Brenny, z której ust mimowolnie wyrwał się cichy krzyk, bo rozpoznała to zaklęcie i zrozumiała, jak blisko było tego, aby jej siostra padła martwa na podłodze. Przyszły tu z myślą o przekazaniu informacji o znalezieniu jego córki i może wstępnym przesłuchaniu, a tymczasem... Elijah Fray nie bez powodu od razu wydał się im nieco odrażający. Zabójstwo córki było zapewne tylko jedną z wielu jego zbrodni, on sam zszedł zaś na poziomie spaczenia tak daleko, że opanował czarnomagiczne zaklęcie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.