09.09.2023, 12:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2023, 12:26 przez Brenna Longbottom.)
Brenna była zaskoczona… bo zwykle, jeżeli już zdołała wejść w trans, potrafiła znaleźć to, czego potrzebowała…
Tak, była zaskoczona. W pierwszej chwili.
W drugiej w jej głowie zrodziła się pewna teoria. Być może błędna, ale zagnieździła się w umyśle Brenny na dobre. Przeszła się jeszcze po domu, zabrała zdjęcie z ramki, a potem – owinąwszy wcześniej w chusteczkę – miskę, której dotykały widma. Zajrzała i tam, gdzie miał być szal, którego używała Mildred, ale tego… nie było. Czy pani Found źle zapamiętała, gdzie go odłożyła? A może porwały go widma? Tak czy inaczej, Brenna okręciła się jeszcze wokół własnej osi, szepcąc inkantację appare vestigum, a potem, niezależnie od rezultatów czaru, pchnęła drzwi, stając na progu chatki.
– To zdjęcie, pani Found. Nie jestem pewna, czy bezpieczne brać resztę. Jeżeli czuje się pani na siłach… może zajrzeć, czy nic się nie zmieniło – powiedziała Brenna łagodnie do Mildred, a potem skierowała poważne spojrzenie na Stewarda.
Zbliżyła się do niego, by kolejne słowa szepnąć mu na ucho. Nie chciała omawiać takich teorii przy Mildred. W końcu hipotez było sporo, ta Brenny mogła być absolutnie błędna i Brygadzistka nie chciała, by rozeszły się jakieś plotki. Z Victorią była skłonna o tym potem pogadać, ale Lestrange była aurorem i cóż… była w Limbo… A wszystko zdawało się zaczynać i kończyć właśnie tam.
– Nie widzę ich – wyszeptała. – Nie dlatego, że nie działa, ale jakby nigdy ich nie było. Jakby nie istniały. Albo jestem za słaba, albo… może one wcale nie wyszły z limbo, tylko częściowo dalej tam tkwią?
Odsunęła się, wzruszając lekko ramionami, trochę bezradnym gestem. Brzmiało to absurdalnie, ale naprawdę nie rozumiała, dlaczego nie zobaczyła widm, skoro wiedziała, że tam były. Teraz. Nie szukała starych wspomnień, a obecnych.
– Laurent... po prostu patronusa mogłeś spróbować i stąd - westchnęła tylko Brenna, niezbyt mając siłę się na niego teraz denerwować. Nie chciała, żeby narażał się w ten sposób. Żeby ktokolwiek się tak narażał. - Chodźmy za nim – mruknęła, kiedy ten skierował się ścieżką z powrotem. Owszem, chciała dowiedzieć się więcej o widmach, ale w tej chwili priorytetem było dla niej zadbanie o bezpieczeństwo kobiety. I nie chciała puszczać Prewetta samego w las.
Jeżeli szło o nią... mogli wracać.
Kształtowanie, apare vestrigum
Tak, była zaskoczona. W pierwszej chwili.
W drugiej w jej głowie zrodziła się pewna teoria. Być może błędna, ale zagnieździła się w umyśle Brenny na dobre. Przeszła się jeszcze po domu, zabrała zdjęcie z ramki, a potem – owinąwszy wcześniej w chusteczkę – miskę, której dotykały widma. Zajrzała i tam, gdzie miał być szal, którego używała Mildred, ale tego… nie było. Czy pani Found źle zapamiętała, gdzie go odłożyła? A może porwały go widma? Tak czy inaczej, Brenna okręciła się jeszcze wokół własnej osi, szepcąc inkantację appare vestigum, a potem, niezależnie od rezultatów czaru, pchnęła drzwi, stając na progu chatki.
– To zdjęcie, pani Found. Nie jestem pewna, czy bezpieczne brać resztę. Jeżeli czuje się pani na siłach… może zajrzeć, czy nic się nie zmieniło – powiedziała Brenna łagodnie do Mildred, a potem skierowała poważne spojrzenie na Stewarda.
Zbliżyła się do niego, by kolejne słowa szepnąć mu na ucho. Nie chciała omawiać takich teorii przy Mildred. W końcu hipotez było sporo, ta Brenny mogła być absolutnie błędna i Brygadzistka nie chciała, by rozeszły się jakieś plotki. Z Victorią była skłonna o tym potem pogadać, ale Lestrange była aurorem i cóż… była w Limbo… A wszystko zdawało się zaczynać i kończyć właśnie tam.
– Nie widzę ich – wyszeptała. – Nie dlatego, że nie działa, ale jakby nigdy ich nie było. Jakby nie istniały. Albo jestem za słaba, albo… może one wcale nie wyszły z limbo, tylko częściowo dalej tam tkwią?
Odsunęła się, wzruszając lekko ramionami, trochę bezradnym gestem. Brzmiało to absurdalnie, ale naprawdę nie rozumiała, dlaczego nie zobaczyła widm, skoro wiedziała, że tam były. Teraz. Nie szukała starych wspomnień, a obecnych.
– Laurent... po prostu patronusa mogłeś spróbować i stąd - westchnęła tylko Brenna, niezbyt mając siłę się na niego teraz denerwować. Nie chciała, żeby narażał się w ten sposób. Żeby ktokolwiek się tak narażał. - Chodźmy za nim – mruknęła, kiedy ten skierował się ścieżką z powrotem. Owszem, chciała dowiedzieć się więcej o widmach, ale w tej chwili priorytetem było dla niej zadbanie o bezpieczeństwo kobiety. I nie chciała puszczać Prewetta samego w las.
Jeżeli szło o nią... mogli wracać.
Kształtowanie, apare vestrigum
Rzut PO 1d100 - 85
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.