Stanley w standardowy dla siebie sposób był ubrany w białą koszulę, spodnie w kant oraz eleganckie pantofle. Do tego wszystkiego - tak jak zawsze - miał płaszcz z którym się nie rozstawał chyba nigdy. Z wielkim entuzjazmem przyjął list od Elaine, chociaż jego pewna część pozostawała jedną, wielką niewiadomą. Bo o ile rysunek placka był całkiem logiczny i zrozumiały (zapewne chodziło o ten przepyszny jabłecznik!), tak pozostała reszta była niepewna.
Wszystko, a raczej większość, zaczęła się wyjaśniać kiedy Bell wspomniała o tym kimś. Tym o którym wspominała mu Brenna. Od razu zrobiło mu się gorzej. I to nie dlatego, że to kolejna osoba, która miała styczność z tym dziwnym przypadkiem, a fakt, że będzie musiał o tym napisać do Longbottom, wszak ta zdawała się być bardzo przejęta tą całą sprawą. Borginowi też co prawda zależało, aby to wyjaśnić czy zaprzestać - życie jego najbliższych też było przecież zagrożone.
- Dobrze... Zacznijmy od początku Elaine - odparł, rozglądając się po pomieszczeniu - Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale czy nikt nie próbował Cię wcześniej zabić we śnie? I ktoś inny nie przychodził Ci z ratunkiem? Nic takiego nie kojarzysz? - dopytał, spoglądając na dziewczynę z zaciekawieniem. Nadal nie znali wszystkich elementów układanki i brakowało im pewnych tropów, aby to rozgryźć - Tutaj spałaś, a tędy uciekł, tak? - wskazał wpierw na łóżko, a później na okno. Stanley wolał się upewnić, że wszystko dobrze rozumie. Nie omieszkał również wyciągnąć notatnika z wewnętrznej kieszeni płaszcza i zanotować pierwszych spostrzeżeń - Nie bój się. Z tego co udało nam się ustalić do tej pory, ten który Cię odwiedził jest raczej tym dobrym z dwójki. Tak nam się przynajmniej wydaje. Chociaż mamy jeszcze dużo nie wiadomych do ustalenia... - pokiwał przecząco głową. Z tego co wiedział, nikt chyba nadal nie zajmował się tą sprawą w Ministerstwie, a przypadki rosły. Nie dobrze.
- Kawy mógłbym poprosić - odpowiedział spokojnie, zaciągając się zapachem placka - No ciastem też nie pogardzę, wiadomo, nie? - uniósł kącik ust - Można tu palić? - zapytał właścicielki, wystawiając paczkę w jej kierunku. Chwilę później usiadł przy stole, podpierając głowę dłonią - Czy ktoś z domowników coś widział? Może ktoś się kręcił wokół waszego domostwa, okolicy? Cokolwiek? - zapytał, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972