Nie miał okazji odwiedzić wcześniej posiadłości McGonagall. Nie było po drodze, nie było znajomości, nie było okazji. Teraz okazja natrafiła się sama. Choć nie, nie sama - została stworzona. A blondyn przecież zaliczał się do osób, które z okazji lubiły korzystać. Dla niektórych osób po prostu chciało się znaleźć czas. Chciało się stworzyć małą przestrzeń, gdzie ta okazja stawałaby się oczywistością, kusiłaby do siebie, przyciągała. Żeby złapać ją za ogon, jak srokę w przysłowiu mugolskim. Co u niej słychać? Czemu się przeprowadziła? Czy zostanie na dłużej? Trywialne pytania chodziły po głowie, mówiąc o jednym: zainteresowaniu. Tkwiło w tym również pewne zobowiązanie. Ponieważ kiedy zameldował się u jej rodziny to pomogli mu się odnaleźć w krótkim pobycie w Egipcie, dlatego on teraz chciał się pomóc odnaleźć jej w Anglii. Nawet jeśli to naprawdę kilka chwil i podejrzewał, że jej łatwiej było tutaj, niż jemu tam. Och nie, wręcz był tego pewien. Jej nie oddzielała tutaj od czarodziei bariera językowa i miała tutaj rodzinę. Wiadomym za to było, że zostanie tutaj na dłużej. Dlatego mając to na uwadze żadne z nich nie rwało na złamanie karku. Nie było potrzeby. To było wręcz całkowicie zdrowe i normalne, bo zgadza się - nic nie było zero-jedynkowe w życiu. I nie chodzi nawet o to, że "brak czasu" to faktycznie latanie od rana do nocy. Nie. Człowiek potrzebował też tego cennego czasu na odpoczynek i regenerację, a ta niekoniecznie była dostarczana przez odnawianie znajomości. I nie było w tym absolutnie niczego złego. Choć oczywiście, jak to Laurent - czuł się winny, że od razu tego czasu nie znalazł na złożenie wizyty. Jego życie jednak ruszyło szalenie do przodu wraz z początkiem maja.
- Bardzo romantyczne, moglibyśmy jak dwójka nastolatków ganiać się pomiędzy białym prześcieradłem, by potem się wśród nich ukryć. - Uśmiechnął się szerzej, cieplej, widząc egzotyczną, piękna twarz Pustynnego Kwiatu, który wyszedł w jego stronę. Dumny, żywy, wyrazisty. Guinevera sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie kobiety i to wrażenie nie zdążyło się rozpłynąć przy tych spotkaniach, jakie ze sobą odbyli. - Ciebie również, Guinevero. Zmiana klimatu pasuje do Ciebie, Twoja uroda kwitnie w chmurnej Anglii. Zupełnie jakbyś przywiozła do nas promienie egipskiego słońca. - Przeszedł przez furtkę i wyciągnął dłoń, by ucałować szarmancko jej paluszki. Tak, pachniały świeżością prania. - Zajmę twoje dłonie czymś innym niż porządkami domowymi, pozwolisz? - Nie był zdolny wybitnie w manualnych rzeczach, natomiast miał zmysł, wyczucie estetyki - transmutacja robiła rzeczy za niego. Tak jak ułożenie zerwanych z ogrodu kwiatów, które teraz wręczył kobiecie. - Ciekawy? Masz równie ciekawe pojęcie tego słowa, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. - Uśmiechnął się, pomimo, że niby nie było do czego. Ale wylewanie łez również do niczego nie prowadziło. Ważne było budowanie chwil takich, jak te, które potem można było przywołać pozytywnym wspomnieniem jak tarczę. Budowanie relacji. Wzmacnianie serca, by było w stanie dźwigać umysł. Dlatego powiedział to w dość zaczepny sposób, z humorem. Nie jako wytknięcie nieodpowiedniego doboru słów, bo to mu nie przeszło przez myśl. - Oooch, nadal nie mogę znaleźć tego jedynego w swoim życiu, ale wycieczek na targi koni arabskich do Egiptu mi wystarczy jeszcze na następny rok. - Mówiąc o "tym jedynym" chodziło mu o konia, rzecz jasna. Gorąco tamtych klimatów go roztapiało, w dzień ledwo funkcjonował i naprawdę nie znosił tego zbyt dobrze. Nie wiedział, czy to kwestia bycia selkie, czy może po prostu jego słabe ciało, albo jeszcze co innego. W każdym razie - ten wyjazd był przyjemny tylko ze względu na obecność tej egipskiej boginki, koło której miał teraz szczęście stąpać. Przez ten rok w Laurencie nic się za bardzo nie zmieniło. Może odrobinę bardziej schudł? Nabrał jeszcze więcej powagi? Ale to były bardzo subtelne różnice. - Proszę, nie przerywaj sobie pracy, nie chciałbym być tym wymagającym i absorbującym gościem. Może mógłbym ci pomóc? Choć, uważaj, nie posiadam ekspertyzy. - Ostrzegł ją żartobliwie, jako że jego doświadczenie w wieszaniu prania wynosiło: ZERO.