Niewyrównana walka, gdzie czarodzieje konserwatywni mieli większe szanse działania, niżeli grupa organizująca dzisiejszy marsz. Mimo iż wśród uczestników wspierających charłaków byli czarodzieje, to jednak w mniejszej ilości. Najgorsze w tym wszystkim, że ma to miejsce na ulicach miasta. Gdzie nieświadomie mogą w wir niebezpieczeństwa zostać wciągnięte osoby pobliskie. Nic dziwnego, że wielu z nich zaczęło uciekać do swoich domów lub miejsc pracy, aby być jak najdalej od zamieszek. Dwa departamenty Ministerstwa musiały ze sobą współpracować. Wysłani tutaj aurorzy musieli wspomóc policję uspokojeniem tłumu. Uzdrowiciele z kolei zająć się rannymi, wyciągnąć z tego tłumu poszkodowanych i zagubionych, w tym dzieci. Kto by pomyślał, że rodzice zdecydują się je zabrać. A może to sieroty, wyrzucone ze swoich rodzin?
Laurence udzielił pomocy kolejnej osobie, opatrując rany na głowie. Gdzie się nie obejrzysz, uzdrowiciel jest potrzebny. Gdzieś w tłumie ktoś wołał kolejnego z nich. Czerwone iskry dostrzegł asystujący Lestrange’owi młodszy od niego uzdrowiciel.
- Panie Lestrange. Tam ktoś potrzebuje pomocy.Wskazał wolną ręką kierunek, gdzie widział istry wystrzelone z różdżki. Bardzo możliwe, że w tym chaosie można było nie usłyszeć wołania. Laurence, jako że był plecami ustawiony do miejsca, gdzie wołano o pomoc, obejrzał się za wskazanym kierunkiem przez swojego asystenta.
- Zaraz tam pójdę
Zapewnił, upewniwszy się, że bandaż na głowie kobiety się trzyma.
- Zabierz panią w bezpieczne miejsce.
Polecił chłopakowi i dopilnował, aby znaleźli się w miarę daleko. Musiał oczy mieć wszędzie, gdyż zaklęcia w niektórych miejscach wędrowały w różne strony. Nie jednokrotnie je odbijał, bardziej w górę lub w ziemię. Mając świadomość tego, że wokół ma istoty ludzkie.
Natychmiast skierował się we wskazanym kierunku, mając nadzieję, że zdąży. Chyba że ktoś inny zdołał dostrzec wołanie o pomoc. Jak dotarł na miejsce, nie było innego uzdrowiciela.
- Jestem uzdrowicielem.
Rzucił od razu, aby mężczyzna, który zaopiekował się starszym, wiedział, że pomoc nadeszła.
- Co się dzieje?
Zapytał, kucnąwszy i spojrzawszy na starszego mężczyznę, który na pierwszy rzut oka wydawał się nieobecny. Nieprzytomny? Sprawdził jego oczy, otwierając powieki.
- Z Panem wszystko w porządku?
Skierował spojrzenie na czarodzieja, który najprawdopodobniej wzywał uzdrowiciela. Nie miał pojęcia, czy był uczestnikiem marszu, czy przechodził obok. Nie miało to teraz znaczenia.