09.09.2023, 23:43 ✶
Brenna była zirytowana.
Biuro prawie opustoszało, bo miało miejsce aresztowanie, w którym powinna wziąć udział, ale – jak nie ona – wymówiła się górą papierów, narastającą faktycznie, bo nie miała już Heather do pomocy. Nikt nic nie powiedział, może dlatego, że Brenna ostatnio niemal cały czas spędzała w terenie, ale i tak czuła się z tym źle. Przekopywała się więc przez papiery błyskawicznie, mimo tego, że dyżur skończyła trzy minuty temu. Ostatecznie, skoro wymówiła się papierami, powinna zrobić z nimi porządek, a spotkanie w Londynie miała i tak dopiero za jakiś czas. Co chwila sięgała też po kubek kawy. Wypiła ich już dzisiaj chyba z sześć, ale ostatnio bardzo potrzebowała kofeiny.
Od pracy odciągnął ją znajomy głos.
- Dzień dobry, panie Borgin – przywitała Anthonyego, bo bardzo pilnowała, by mówić Borginom dzień dobry, nawet jeżeli na ich widok miała zwykle ochotę zrobić w tył zwrot albo sięgnąć po różdżkę. I nie chodził o to, że nienawidziła Anthony’ego jako Anthony’ego. Pamiętała go z Hogwartu jako przemiłego chłopaka, którego ciężko było nie lubić. Nawet tuż po Hogwarcie miała na niego słabość. Ale teraz? Po tym, co spotkało Dorę w Mungu, po tym, jak wybuchła wojna? Był dziedzicem Borginów, zagrożeniem dla jej przyjaciół, dla jej rodziny. Dlatego zesztywniała nieco na jego gest, jakiego ludzie zdecydowanie wobec niej nie stosowali, i z pewnym trudem powstrzymała się przed wyrwaniem ręki.
Zmarszczyła lekko brwi, kiedy zaczął opowiadać o opinii w ministerstwie i tym podobnych.
– Nie bardzo rozumiem, o czym mowa, poza tym oczywiście, że jeśli masz jakąś sprawę, możemy ją omówić – powiedziała dość łagodnie, przy okazji trochę zaskoczona stwierdzeniem, że nie lubi go widzieć i aż boi się do niej przyjść, przecież starała się tego antyborginowego nastawienia nie okazywać. Objawiało się w drobiazgach, których jak sądziła nie dało się zauważyć i których dotąd na pewno nikt nie wyłapał. Jak to, że choć zawsze mówiła dzień dobry i zawsze odpowiadała na wypowiedź w jej stronę, nigdy nie zagadywała pierwsza, a w kafeterii przysiadała się do stażystów, kierowników departamentów i sprzątaczek, ale nigdy do niego. – Obawiam się, że przekupstwo w Ministerstwie jest źle widziane, ale dziękuję za chęci. To miło z twojej strony – zapewniła, oczywiście nie sięgając po żabę, chociaż na jej biurku wciąż leżał papierek od takiej, którą dziś dostała od Oriona. Może te były zatrute…? Ale nie, przecież Borginowie nie wiedzieli o jej związkach z Crawleyami… Nie wiedzieli… Prawda?
– Może przejdziemy do rzeczy? Chcesz usiąść? – spytała uprzejmie, sięgając po kubek, żeby upić jeszcze łyk kawy.
Biuro prawie opustoszało, bo miało miejsce aresztowanie, w którym powinna wziąć udział, ale – jak nie ona – wymówiła się górą papierów, narastającą faktycznie, bo nie miała już Heather do pomocy. Nikt nic nie powiedział, może dlatego, że Brenna ostatnio niemal cały czas spędzała w terenie, ale i tak czuła się z tym źle. Przekopywała się więc przez papiery błyskawicznie, mimo tego, że dyżur skończyła trzy minuty temu. Ostatecznie, skoro wymówiła się papierami, powinna zrobić z nimi porządek, a spotkanie w Londynie miała i tak dopiero za jakiś czas. Co chwila sięgała też po kubek kawy. Wypiła ich już dzisiaj chyba z sześć, ale ostatnio bardzo potrzebowała kofeiny.
Od pracy odciągnął ją znajomy głos.
- Dzień dobry, panie Borgin – przywitała Anthonyego, bo bardzo pilnowała, by mówić Borginom dzień dobry, nawet jeżeli na ich widok miała zwykle ochotę zrobić w tył zwrot albo sięgnąć po różdżkę. I nie chodził o to, że nienawidziła Anthony’ego jako Anthony’ego. Pamiętała go z Hogwartu jako przemiłego chłopaka, którego ciężko było nie lubić. Nawet tuż po Hogwarcie miała na niego słabość. Ale teraz? Po tym, co spotkało Dorę w Mungu, po tym, jak wybuchła wojna? Był dziedzicem Borginów, zagrożeniem dla jej przyjaciół, dla jej rodziny. Dlatego zesztywniała nieco na jego gest, jakiego ludzie zdecydowanie wobec niej nie stosowali, i z pewnym trudem powstrzymała się przed wyrwaniem ręki.
Zmarszczyła lekko brwi, kiedy zaczął opowiadać o opinii w ministerstwie i tym podobnych.
– Nie bardzo rozumiem, o czym mowa, poza tym oczywiście, że jeśli masz jakąś sprawę, możemy ją omówić – powiedziała dość łagodnie, przy okazji trochę zaskoczona stwierdzeniem, że nie lubi go widzieć i aż boi się do niej przyjść, przecież starała się tego antyborginowego nastawienia nie okazywać. Objawiało się w drobiazgach, których jak sądziła nie dało się zauważyć i których dotąd na pewno nikt nie wyłapał. Jak to, że choć zawsze mówiła dzień dobry i zawsze odpowiadała na wypowiedź w jej stronę, nigdy nie zagadywała pierwsza, a w kafeterii przysiadała się do stażystów, kierowników departamentów i sprzątaczek, ale nigdy do niego. – Obawiam się, że przekupstwo w Ministerstwie jest źle widziane, ale dziękuję za chęci. To miło z twojej strony – zapewniła, oczywiście nie sięgając po żabę, chociaż na jej biurku wciąż leżał papierek od takiej, którą dziś dostała od Oriona. Może te były zatrute…? Ale nie, przecież Borginowie nie wiedzieli o jej związkach z Crawleyami… Nie wiedzieli… Prawda?
– Może przejdziemy do rzeczy? Chcesz usiąść? – spytała uprzejmie, sięgając po kubek, żeby upić jeszcze łyk kawy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.