10.09.2023, 02:06 ✶
Florence poruszyła różdżką, a przez pomieszczenie przeszedł podmuch wiatru, który nieco rozproszył dym. Bulstrode zdjęła maseczkę i odrzuciła ją, a ta rozpłynęła się w powietrzu, efekt nietrwałego zaklęcia, teraz już do niczego niepotrzebna.
- Wydaje się, że wszystko przebiegło poprawnie, a magia, która państwo otaczała, została rozproszona - poinformowała, obserwując ich z pewnym zamyśleniem, kiedy Sauriel posłał jej pytające spojrzenie. Mogłaby przysiąc, że rytuał zadziałał, ale... w takim niezwykłym wypadku nie była pewna. - Tak naprawdę najlepiej pewnie będzie to dodatkowo przetestować, kiedy jedno z was znajdzie się w niebezpieczeństwie, ale może są państwo powiedzieć, czy czują się inaczej? - dodała rzeczowym tonem. Cała jej wiedza i doświadczenie podpowiadały, że wszystko przebiegło jak powinno, że „klątwa” została zdjęta, mieli jednak do czynienia z czymś absolutnie nowym. Tutaj niczego niczego nie mogła być pewna.
Ale choć tego nie wiedziała… to miała rację i wszystko przebiegło, jak trzeba. Sauriel i Victoria zapewne dalej się lubili, ale nie było już tej nienaturalnej potrzeby, aby koniecznie spędzać czas blisko drugiej osoby.
Cokolwiek zostało, należało już tylko do nich.
Czy odczuwali zmianę? Być może. Jakbyś coś zabrano… ale to jak duża ta zmiana była… czy wielka czy tylko lekka… zależało od ich własnych uczuć.
- Proszę dać mi jeszcze moment… – mruknęła, przekraczając granicę kręgu. Poprosiła Victorię, by ta podała jej rękę (zimną, do licha, kolejna Zimna!) i przez chwilę mruczała zaklęcia, szukając śladów magii, którą nauczyła się już znajdować… ale niczego nie zauważyła. Potem całą procedurę powtórzyła z Saurielem, nim wreszcie się podniosła i wycelowała różdżką tym razem w drzwi, odblokowując je. Nie stanęły wprawdzie otworem, ale uchyliły się nieco, wpuszczając do środka… no może nie świeże powietrze, ale też pozwalając dodatkowo pomieszczenie wywietrzyć.
Nie zamknięto ich, nikt nie chciał się pozbyć i wyglądało na to, że wszystko się udało.
– Według mojej oceny, powinni być państwo wolni od efektów rytuału. Muszę jednak nadmienić, że niektóre naprawdę potężne klątwy miewają tendencje do słabych nawrotów po trzech, siedmiu lub trzynastu dniach – wyrecytowała Florence. – Dotąd spotkałam się z takim przypadkiem tylko dwukrotnie w mojej karierze, ale ze względu na to, jak specyficzna to sytuacja, całkowitą pewność zyskamy, jeżeli efekt nie wystąpi ponownie za dwa tygodnie. Gdyby cokolwiek wskazywało na to, że magia wciąż trwa, proszę o ponowny kontakt, a spróbujemy po raz drugi, bezpłatnie oczywiście. W międzyczasie mam umówione kolejne osoby z tym samym problemem, poznam więc całą sprawę lepiej.
Nie sądziła, żeby to był ten przypadek, gdy cokolwiek miałoby wrócić, ale wolała przedstawić pełne informacje. Bo jeżeli byliby tą sytuacją, jedną na tysiąc, mogliby zapragnąć oskarżać Florence o oszustwo, a ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzyła, były takie oszczerstwa. Większość klątwołamaczy zapewne ograniczyłaby się do zapewnienia, że wszystko jest w porządku, tajenie czegokolwiek nie leżało jednak w naturze Florence. Nie, kiedy chodziło o pracę.
- Wydaje się, że wszystko przebiegło poprawnie, a magia, która państwo otaczała, została rozproszona - poinformowała, obserwując ich z pewnym zamyśleniem, kiedy Sauriel posłał jej pytające spojrzenie. Mogłaby przysiąc, że rytuał zadziałał, ale... w takim niezwykłym wypadku nie była pewna. - Tak naprawdę najlepiej pewnie będzie to dodatkowo przetestować, kiedy jedno z was znajdzie się w niebezpieczeństwie, ale może są państwo powiedzieć, czy czują się inaczej? - dodała rzeczowym tonem. Cała jej wiedza i doświadczenie podpowiadały, że wszystko przebiegło jak powinno, że „klątwa” została zdjęta, mieli jednak do czynienia z czymś absolutnie nowym. Tutaj niczego niczego nie mogła być pewna.
Ale choć tego nie wiedziała… to miała rację i wszystko przebiegło, jak trzeba. Sauriel i Victoria zapewne dalej się lubili, ale nie było już tej nienaturalnej potrzeby, aby koniecznie spędzać czas blisko drugiej osoby.
Cokolwiek zostało, należało już tylko do nich.
Czy odczuwali zmianę? Być może. Jakbyś coś zabrano… ale to jak duża ta zmiana była… czy wielka czy tylko lekka… zależało od ich własnych uczuć.
- Proszę dać mi jeszcze moment… – mruknęła, przekraczając granicę kręgu. Poprosiła Victorię, by ta podała jej rękę (zimną, do licha, kolejna Zimna!) i przez chwilę mruczała zaklęcia, szukając śladów magii, którą nauczyła się już znajdować… ale niczego nie zauważyła. Potem całą procedurę powtórzyła z Saurielem, nim wreszcie się podniosła i wycelowała różdżką tym razem w drzwi, odblokowując je. Nie stanęły wprawdzie otworem, ale uchyliły się nieco, wpuszczając do środka… no może nie świeże powietrze, ale też pozwalając dodatkowo pomieszczenie wywietrzyć.
Nie zamknięto ich, nikt nie chciał się pozbyć i wyglądało na to, że wszystko się udało.
– Według mojej oceny, powinni być państwo wolni od efektów rytuału. Muszę jednak nadmienić, że niektóre naprawdę potężne klątwy miewają tendencje do słabych nawrotów po trzech, siedmiu lub trzynastu dniach – wyrecytowała Florence. – Dotąd spotkałam się z takim przypadkiem tylko dwukrotnie w mojej karierze, ale ze względu na to, jak specyficzna to sytuacja, całkowitą pewność zyskamy, jeżeli efekt nie wystąpi ponownie za dwa tygodnie. Gdyby cokolwiek wskazywało na to, że magia wciąż trwa, proszę o ponowny kontakt, a spróbujemy po raz drugi, bezpłatnie oczywiście. W międzyczasie mam umówione kolejne osoby z tym samym problemem, poznam więc całą sprawę lepiej.
Nie sądziła, żeby to był ten przypadek, gdy cokolwiek miałoby wrócić, ale wolała przedstawić pełne informacje. Bo jeżeli byliby tą sytuacją, jedną na tysiąc, mogliby zapragnąć oskarżać Florence o oszustwo, a ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzyła, były takie oszczerstwa. Większość klątwołamaczy zapewne ograniczyłaby się do zapewnienia, że wszystko jest w porządku, tajenie czegokolwiek nie leżało jednak w naturze Florence. Nie, kiedy chodziło o pracę.