Philip dostrzegał wyraźną konotację pomiędzy Prewettami a własną rodziną, która - podobnie jak ci pierwsi - była wpływowa i obrzydliwie bogata przez to, że siedziała na żyle złota, którą był Quidditch. W jego przypadku niedaleko padało jabłko od jabłoni. Nie było to dalekie od prawdy, że uwielbiał znajdować się w centrum zainteresowania, czego nie należało mylić we wścibstwem. Pomimo tego, jaki obraz siebie ukazywał światu, jego życie nie było tak idealne jakby się mogło wydawać. Z tym się nie zamierzał obnosić. W ostatnim czasie przez to właśnie nieco skomplikowała się jego relacja z bratem Pandory. Nie posiadał zmieniacza czasu, aby móc to cofnąć. To jednak była ich prywatna sprawa.
— To bardzo miło z Twojej strony i bardzo chętnie skorzystam z Twojej propozycji. Przyda się im dodatkowa dawka ruchu i zabawy. Przyjdź do mnie, jeśli będziesz chciała się zaopiekować Taffy i Nuggetsem. Polubiły Cię. — Odpowiedział szczerze, uśmiechając się do niej z wdzięcznością. W godzinach wieczornych albo nawet nocnych pomoc Pandory może okazać się nieoceniona, bo wtedy może chcieć korzystać z nocnych atrakcji. Nie miałby oporów przed powierzeniem swoich pupilów Pandorze, która naprawdę miała rękę do zwierząt.
Nie przysłuchiwał się poufnym rozmowom rodzeństwa, pomimo tego, że siedział z nimi przy stole. Pandorze poradziłby jedynie aby starała się dobrze bawić. Nie uszło to jego uwadze, że Laurent dłubał w swoim talerzu zamiast rzeczywiście zajadać się ze smakiem podawanymi daniami. Za wyjątkiem przystawki, te które sam spożywał, były bardzo smaczne.
— Twoja siostra ma rację, powinieneś coś zjeść. — Zasugerował młodszemu mężczyźnie, nie zamierzając jednak go do tego przymuszać. Laurent jest przecież dorosły i wystarczała mu w zupełności nadopiekuńcza siostra.
— Też wziąłem ze sobą swój aparat. Nie mam nic przeciwko temu, tylko chciałbym otrzymać własny egzemplarz tego zdjęcia. — Przypadła mu do gustu ta propozycja, gdyż w ten sposób zyska pamiątkę z tego rejsu. Fotografia stanowiła jedną z jego pasji i podczas każdych swoich podróży nie rozstawał się z aparatem fotograficznym. Gromadził zdjęcia krajobrazów i fotografie ludzi, z którym stanął do zdjęcia.
— Ja już pogratulowałem Twojej siostrze. Była to zasłużona wygrana. — Zwrócił się do Laurenta w sprawie zwycięstwa Pandory w tym rankingu. Nieznacznie zadrgała mu brew na słowa Laurenta, uderzającego w czuły punkt. W tym rankingu znalazł się na SIÓDMYM miejscu i to było niedopuszczalne, tym bardziej, że nawet znienawidzony przez niego Louvain Lestrange znalazł się dwa miejsca wyżej od niego. I tak, zadowalało go tylko pierwsze miejsce. Zasługiwał na wszystko to, co najlepsze. Sięgnął po kieliszek z zamiarem napicia się czerwonego wina.
— Jestem zadowolony, jedynie mam wątpliwości co do swojego miejsca w tym rankingu. Rozważam napisanie do redakcji Czarownicy w tej sprawie. — W ten sposób przyznał Laurentowi rację, ubierając to w znacznie bardziej wyważone słowa. Znajdowali się w miejscu publicznym, wśród śmietanki towarzyskiej świata czarodziejów i niewskazane było wyrażanie swojego niezadowolenia w prostacki sposób.
Przygotowany przez Norę Figg tort zaintrygował go na samym poziomie zapowiedzi, a po spróbowaniu wyczuwał słodki smak truskawek i między innymi słońca, z którego zawsze chętnie korzystał w miesiącach letnich, najlepiej na plaży pełnej złotego piasku z widokiem na lazurowe morze w jakimś ciepłym kraju.
— Zdjęcie zawsze możemy zrobić potem. — Zdaniem Philipa nie było co się z tym śpieszyć. Rejs dopiero co się zaczął i miał trwać trzy dni. Zdecydowanie okazji im nie zabraknie.
— W szczególności deser. Bardzo ciekawe doświadczenie, tort smakujący jak smak lata. A Tobie? Pandoro... nie musimy rozmawiać o obiedzie. wybierasz się na koncert Rhiannon Pettigrew? Albo masz inne plany? — Philip rzadko kiedy unikał prowadzenia rozmów, jednak nie uważał aby było konieczne prowadzenie rozmowy o jedzeniu. Istniało znacznie więcej tematów, które mogliby poruszyć.