10.09.2023, 10:28 ✶
Och tak.
Brenna bardzo by chciała, aby Fray jeszcze spróbował się szarpać. Wtedy mogłaby walnąć nogą w tę dłoń jeszcze raz, tym razem z zamiarem nie upewnienia się, że nie użyje różdżki ani pięści, ale by połamać mu palce. Gdyby dalej stawiał opór, mogłaby wyładować tkwiącą w niej wściekłość. Ale nie ruszał się już, przeklinał je tylko, a były drogi, na które Brenna nie chciała zawędrować zbyt szybko - chociaż jakaś jej część przeczuwała, że prędzej czy później zaprowadzi ją na nie los. Każde morderstwo dokonane przez śmierciożerców, każda wizja, w jaką się osuwała, przybliżały ją do tego powoli, ale nieubłagalnie, a od czasu Beltane miała wrażenie, że spaceruje po samej krawędzi przepaści.
Dlatego jedynie podała Mavelle kajdanki, a potem pochyliła się, by pomóc jej postawić go na nogi. Czar krępujący już znikł, zdołały więc zrobić to bez większego problemu.
Jeszcze nie mogła spać.
- Apollo, zgarniesz go? Ja teleportuję się przed tobą i będę czekać, Mav za nami. A potem cała procedura...
Wiedziała, że dziś nie wrócą szybko do domu. Na pewno nie w godzinach, w jakich powinni. Ktoś musiał przesłuchać Fraya, ktoś uzupełnić papierki i puścić wnioski, ktoś wrócić tutaj z ekipą, a przecież były jeszcze sprawy związane z Knieją, czekające na uwagę. Brenna miała ten problem, że najchętniej zrobiłaby wszystko: w takich momentach naprawdę rozpaczliwie pragnęła być posiadaczką zmieniacza czasu.
Pomyślała, że pewnie przesłuchaniem powinna zająć się Mavelle. Lepiej radziła sobie ze straszeniem. Brenna była tą, która wkraczała, kiedy potrzeba było łagodniejszego podejścia, a nie miała nastroju na bycie łagodną wobec Elijaha Fraya. Jej zapewne więc przypadną przeszukanie domu albo papierki.
Claudia Fray doczeka się przynajmniej swojej sprawiedliwości. Może tam, po drugiej stronie, nie miało to już znaczenia... ale miało je tutaj.
- Gotowi? - spytała jeszcze, kiedy Fray został przekazany w czułe ręce Brygadzistki, który znał zasady teleportacji łącznej.
A potem aportowała się z trzaskiem.
Brenna bardzo by chciała, aby Fray jeszcze spróbował się szarpać. Wtedy mogłaby walnąć nogą w tę dłoń jeszcze raz, tym razem z zamiarem nie upewnienia się, że nie użyje różdżki ani pięści, ale by połamać mu palce. Gdyby dalej stawiał opór, mogłaby wyładować tkwiącą w niej wściekłość. Ale nie ruszał się już, przeklinał je tylko, a były drogi, na które Brenna nie chciała zawędrować zbyt szybko - chociaż jakaś jej część przeczuwała, że prędzej czy później zaprowadzi ją na nie los. Każde morderstwo dokonane przez śmierciożerców, każda wizja, w jaką się osuwała, przybliżały ją do tego powoli, ale nieubłagalnie, a od czasu Beltane miała wrażenie, że spaceruje po samej krawędzi przepaści.
Dlatego jedynie podała Mavelle kajdanki, a potem pochyliła się, by pomóc jej postawić go na nogi. Czar krępujący już znikł, zdołały więc zrobić to bez większego problemu.
Jeszcze nie mogła spać.
- Apollo, zgarniesz go? Ja teleportuję się przed tobą i będę czekać, Mav za nami. A potem cała procedura...
Wiedziała, że dziś nie wrócą szybko do domu. Na pewno nie w godzinach, w jakich powinni. Ktoś musiał przesłuchać Fraya, ktoś uzupełnić papierki i puścić wnioski, ktoś wrócić tutaj z ekipą, a przecież były jeszcze sprawy związane z Knieją, czekające na uwagę. Brenna miała ten problem, że najchętniej zrobiłaby wszystko: w takich momentach naprawdę rozpaczliwie pragnęła być posiadaczką zmieniacza czasu.
Pomyślała, że pewnie przesłuchaniem powinna zająć się Mavelle. Lepiej radziła sobie ze straszeniem. Brenna była tą, która wkraczała, kiedy potrzeba było łagodniejszego podejścia, a nie miała nastroju na bycie łagodną wobec Elijaha Fraya. Jej zapewne więc przypadną przeszukanie domu albo papierki.
Claudia Fray doczeka się przynajmniej swojej sprawiedliwości. Może tam, po drugiej stronie, nie miało to już znaczenia... ale miało je tutaj.
- Gotowi? - spytała jeszcze, kiedy Fray został przekazany w czułe ręce Brygadzistki, który znał zasady teleportacji łącznej.
A potem aportowała się z trzaskiem.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.