10.09.2023, 13:11 ✶
Dach stanowił swego rodzaju bezpieczne miejsce – choć przecież w pełni bezpiecznym być nie mógł. Zły krok – można było skończyć na ziemi, jeśli nie w formie mokrej plamy, to przynajmniej ze złamaną nogą czy ręką. Ale nie chodziło o bezpieczeństwo fizyczne – po prostu…
… wydawał się być dość daleki od świata, a jednocześnie mogła obserwować, co się dzieje na dole. Tyle że „na dole” niezbyt ją teraz obchodziło, spojrzenie wbijała w rozgwieżdżone niebo. Tak odległe, tak… piękne, wypełnione miriadami migoczących punkcików, jakby chciały przekazać jakąś wiadomość. Niektórzy mogli twierdzić, że w istocie tak było – że w gwiazdach został zapisany los. A Mav? Dla niej te punkty były zbyt odległe, zbyt zimne, żeby faktycznie mogły chcieć przejmować się czyimkolwiek losem.
Zresztą, cała koncepcja wróżbiarstwa była czymś, do czego podchodziła dość sceptycznie. Ale nocne niebo w pewnym sensie z nią korespondowało – tyle że nie chodziło o żaden ukryty przekaz, a nieuchwytne piękno, nieokreśloną tęsknotę - wszystko to, co kryło się głęboko w duszy i znajdowało właśnie odbicie w nieboskłonie.
Zaskoczeniem dla Brenny mogła być woń papierosów. Bones nie paliła od paru ładnych lat – wcześniej zastanie kuzynki z papierosem w ręku, pochyloną nad papierami danej sprawy nie było czymś nadzwyczajnym. W biurze palili niemal wszyscy, włącznie z jej ojcem – a jednak pewnego pięknego dnia doszła do wniosku, że może choć trochę zadbać o swój nos i odpuścić mu samodzielne dobijanie własnego węchu. Dość, że i tak już sporo wdychała; nie musiała jeszcze więcej, prawda?
A jednak – siedziała na dachu, z dawno wystygniętym kubkiem kawy przy sobie, kocem narzuconym na siebie, papierosem w dłoni i wpatrzona w roziskrzony mrok; próbująca sobie poradzić z natłokiem wszystkiego. Wspomnienia, jakie się pojawiły w jej umyśle. Uczucia, dławiące gardło. Żałoba, złość, cały wrzący kocioł emocji.
Powiał wiatr.
- Też szukasz spokoju? – mruknęła cicho, nie odwracając głowy. Nie musiała – nos podpowiadał, co i jak, a wiatr w tym pomagał, niosąc woń w odpowiednim kierunku.
… wydawał się być dość daleki od świata, a jednocześnie mogła obserwować, co się dzieje na dole. Tyle że „na dole” niezbyt ją teraz obchodziło, spojrzenie wbijała w rozgwieżdżone niebo. Tak odległe, tak… piękne, wypełnione miriadami migoczących punkcików, jakby chciały przekazać jakąś wiadomość. Niektórzy mogli twierdzić, że w istocie tak było – że w gwiazdach został zapisany los. A Mav? Dla niej te punkty były zbyt odległe, zbyt zimne, żeby faktycznie mogły chcieć przejmować się czyimkolwiek losem.
Zresztą, cała koncepcja wróżbiarstwa była czymś, do czego podchodziła dość sceptycznie. Ale nocne niebo w pewnym sensie z nią korespondowało – tyle że nie chodziło o żaden ukryty przekaz, a nieuchwytne piękno, nieokreśloną tęsknotę - wszystko to, co kryło się głęboko w duszy i znajdowało właśnie odbicie w nieboskłonie.
Zaskoczeniem dla Brenny mogła być woń papierosów. Bones nie paliła od paru ładnych lat – wcześniej zastanie kuzynki z papierosem w ręku, pochyloną nad papierami danej sprawy nie było czymś nadzwyczajnym. W biurze palili niemal wszyscy, włącznie z jej ojcem – a jednak pewnego pięknego dnia doszła do wniosku, że może choć trochę zadbać o swój nos i odpuścić mu samodzielne dobijanie własnego węchu. Dość, że i tak już sporo wdychała; nie musiała jeszcze więcej, prawda?
A jednak – siedziała na dachu, z dawno wystygniętym kubkiem kawy przy sobie, kocem narzuconym na siebie, papierosem w dłoni i wpatrzona w roziskrzony mrok; próbująca sobie poradzić z natłokiem wszystkiego. Wspomnienia, jakie się pojawiły w jej umyśle. Uczucia, dławiące gardło. Żałoba, złość, cały wrzący kocioł emocji.
Powiał wiatr.
- Też szukasz spokoju? – mruknęła cicho, nie odwracając głowy. Nie musiała – nos podpowiadał, co i jak, a wiatr w tym pomagał, niosąc woń w odpowiednim kierunku.