10.09.2023, 14:21 ✶
Liścik Brenny trochę zaskoczył Mavelle, ale tylko trochę – w końcu byłoby miło, gdyby w dzień swoich urodzin choć trochę odsapnęła, prawda? Ale nie, Longbottom była w gorącej wodzie kąpana i oczywiście że musiała pognać na Nokturn.
Stąd też jedyną reakcją tak naprawdę było tylko uniesienie brwi, a następnie westchnięcie. Typowa Brenna. Miała tak od najmłodszych lat – wiecznie w pędzie, wiecznie gdzieś gnała, chcąc sprawdzić, zbadać, zobaczyć, wcisnąć się gdzieś, gdzie nie powinno być to możliwe, a jak dorosła – to jej w zasadzie zostało.
Tak, Bones miała ponad 20 lat na przyzwyczajenie się do wybryków Brenny na tyle, żeby nawet już nie zadawać pytań. Po prostu: kuzynka była w potrzebie. A siostrze się nie odmawiało i koniec, kropka, zresztą w jakiś sposób nadal czuła się za nią odpowiedzialna; no bo hej, była od niej młodsza jakieś dwa lata, nawet jeśli w szkole tak naprawdę dzielił je jedynie rok.
- Cóż, udowadniasz tylko, że Tiara mała rację, przydzielając ciebie do Gryffindoru – stwierdziła z pewnym rozbawieniem w głosie. Choć może to nie powinno być takie zabawne; Nokturn nie należał do bezpiecznych miejsc, niedawno mało co nie postradały tu życia, a teraz, teraz… teraz poruszały się po nim nocą. I choć znały tę ulicę, to jako Brygadzistki – były tu obce. Niepożądane. Ulica ich tu nie chciała i koniec, kropka, tyle że na to nie zważały. Oczywiście, jakby inaczej? Zerknęła gdzieś w bok. Kolejne cienie, potencjalne zagrożenia; w teorii wtapiały się w ten krajobraz, ale czy to oznaczało, że na pewno zostaną pozostawione w spokoju, a nie uznane za potencjalne ofiary? Z drugiej strony – nie należały do niskich i wydelikaconych panienek, to też niektórym, zapewne, mogło dać do myślenia…
- Znudzi im się pewnie wtedy, jak jebnie coś na tyle, że oni wszyscy zajmą się tym czymś – stwierdziła dość ponurym tonem. Drażniło ją to – ta nagła popularność, niemożność zniknięcia gdzieś w tłumie. Nie dało się otworzyć gazety, żeby nie natknąć się na własną twarz i zaczynała podejrzewać, że zaraz otworzy lodówkę i odkryje, że z niej wyskakuje. Po prostu… no ile można? - Trumna, też mi coś, wymyślił – parsknęła, kręcąc głową – Przecież to małe, drewniane, niewygodne, nikogo do niej nie zaproszę, bo się nie pomieścimy, a nie piję krwi, żeby spać w czymś takim, jak te wampiry z mugolskich filmów – oburzyła się zaraz. A potem… westchnęła, przypominając sobie, że przecież… no, mogła być widziana z czymś mocno większym. Ale żeby zaraz trumna? Gdzie ma oczy?! - Niektórzy muszą najwyraźniej zaopatrzyć się w porządne okulary. Regał. Kupowałam regał, bo tata nie miał czasu, a ten w domu najwyraźniej postanowił dokonać swojego żywota – burknęła jeszcze, nadal podirytowana samym takim konceptem.
Stąd też jedyną reakcją tak naprawdę było tylko uniesienie brwi, a następnie westchnięcie. Typowa Brenna. Miała tak od najmłodszych lat – wiecznie w pędzie, wiecznie gdzieś gnała, chcąc sprawdzić, zbadać, zobaczyć, wcisnąć się gdzieś, gdzie nie powinno być to możliwe, a jak dorosła – to jej w zasadzie zostało.
Tak, Bones miała ponad 20 lat na przyzwyczajenie się do wybryków Brenny na tyle, żeby nawet już nie zadawać pytań. Po prostu: kuzynka była w potrzebie. A siostrze się nie odmawiało i koniec, kropka, zresztą w jakiś sposób nadal czuła się za nią odpowiedzialna; no bo hej, była od niej młodsza jakieś dwa lata, nawet jeśli w szkole tak naprawdę dzielił je jedynie rok.
- Cóż, udowadniasz tylko, że Tiara mała rację, przydzielając ciebie do Gryffindoru – stwierdziła z pewnym rozbawieniem w głosie. Choć może to nie powinno być takie zabawne; Nokturn nie należał do bezpiecznych miejsc, niedawno mało co nie postradały tu życia, a teraz, teraz… teraz poruszały się po nim nocą. I choć znały tę ulicę, to jako Brygadzistki – były tu obce. Niepożądane. Ulica ich tu nie chciała i koniec, kropka, tyle że na to nie zważały. Oczywiście, jakby inaczej? Zerknęła gdzieś w bok. Kolejne cienie, potencjalne zagrożenia; w teorii wtapiały się w ten krajobraz, ale czy to oznaczało, że na pewno zostaną pozostawione w spokoju, a nie uznane za potencjalne ofiary? Z drugiej strony – nie należały do niskich i wydelikaconych panienek, to też niektórym, zapewne, mogło dać do myślenia…
- Znudzi im się pewnie wtedy, jak jebnie coś na tyle, że oni wszyscy zajmą się tym czymś – stwierdziła dość ponurym tonem. Drażniło ją to – ta nagła popularność, niemożność zniknięcia gdzieś w tłumie. Nie dało się otworzyć gazety, żeby nie natknąć się na własną twarz i zaczynała podejrzewać, że zaraz otworzy lodówkę i odkryje, że z niej wyskakuje. Po prostu… no ile można? - Trumna, też mi coś, wymyślił – parsknęła, kręcąc głową – Przecież to małe, drewniane, niewygodne, nikogo do niej nie zaproszę, bo się nie pomieścimy, a nie piję krwi, żeby spać w czymś takim, jak te wampiry z mugolskich filmów – oburzyła się zaraz. A potem… westchnęła, przypominając sobie, że przecież… no, mogła być widziana z czymś mocno większym. Ale żeby zaraz trumna? Gdzie ma oczy?! - Niektórzy muszą najwyraźniej zaopatrzyć się w porządne okulary. Regał. Kupowałam regał, bo tata nie miał czasu, a ten w domu najwyraźniej postanowił dokonać swojego żywota – burknęła jeszcze, nadal podirytowana samym takim konceptem.