10.09.2023, 14:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2023, 14:31 przez Brenna Longbottom.)
Zachowała się trochę jak dziecko, które na złość mamie odmrozi sobie uszy, i wiedziała o tym. Inna sprawa, że z dużym prawdopodobieństwem normalnie i tak zaoferowałaby Rhyndzie, że te patrole weźmie – może niekoniecznie dzisiejszy, ale kolejny już tak – i powstrzymało ją tylko to, że początkowo naprawdę nie chciała robić nikomu na złość.
A potem wkurzyła się na tyle, że ten opór zupełnie znikł. Teraz prawie tego żałowała, ale nie wystawiłaby współpracowników w ostatniej chwili. To nie było w stylu Brenny.
Wycieczka na Nokturn w urodziny jednak była, zwłaszcza że Mavelle zaakceptowała to tak łatwo. Jak wiele innych rzeczy. I oto szły razem przez Nokturn, pogrążony w ciemnościach i ciszy. Nie pierwszy raz wchodząc razem w mrok.
Zerknęła na swój wiekowy zegarek, ale na całe szczęście miały jeszcze spory zapas czasu, do momentu, w którym powinny się stawić we właściwym miejscu. Brenna uniosła głowę i rozejrzała się, jak zwykle na Nokturnie z podwójną czujnością. Chociaż z nosem Bones nie musiały się obawiać, że nagle zajdzie je dziesięć osób.
- Wahała się przez moment. Zagroziłam chyba, że ją podpalę, jeśli spróbuje zrobić mi taki numer – stwierdziła Brenna, a kąciki jej ust zadrżały w tłumionym uśmiechu. Który zamienił się już w prawdziwy śmiech, który wyrwał się z ust Brenny – dźwięk tak nie pasujący nocą do Nokturnu, bo ani nie był pijacki, ani złośliwy, a wokół słychać było wyłącznie dźwięk ich kroków – kiedy Mavelle zaczęła się oburzać i wreszcie stwierdziła, że właściwie to kupowała regał.
Czyli widziano ją z regałem, a ktoś uznał, że była to trumna.
– Wiesz, Mavy, gdybyś potrzebowała, sprawię ci taką dużą, dwuosobową trumnę, z miękką wyściółką – obiecała, sięgając lewą ręką, by na moment objąć kuzynkę w pasie. Bo prawa wciąż znajdowała się tuż przy kieszeni, by w razie czego błyskawicznie chwycić za różdżkę. Tak, kpiła. Po początkowym przerażeniu i gorączkowym przestrachu, uznała, że lepiej niż ignorować ten temat… po prostu traktować go normalnie i tak, także pozwalać sobie na żarty z tej sprawy. Co nie oznaczało, że nie wysłała listów do specjalistów z Bułgarii, Francji oraz USA…
A potem wkurzyła się na tyle, że ten opór zupełnie znikł. Teraz prawie tego żałowała, ale nie wystawiłaby współpracowników w ostatniej chwili. To nie było w stylu Brenny.
Wycieczka na Nokturn w urodziny jednak była, zwłaszcza że Mavelle zaakceptowała to tak łatwo. Jak wiele innych rzeczy. I oto szły razem przez Nokturn, pogrążony w ciemnościach i ciszy. Nie pierwszy raz wchodząc razem w mrok.
Zerknęła na swój wiekowy zegarek, ale na całe szczęście miały jeszcze spory zapas czasu, do momentu, w którym powinny się stawić we właściwym miejscu. Brenna uniosła głowę i rozejrzała się, jak zwykle na Nokturnie z podwójną czujnością. Chociaż z nosem Bones nie musiały się obawiać, że nagle zajdzie je dziesięć osób.
- Wahała się przez moment. Zagroziłam chyba, że ją podpalę, jeśli spróbuje zrobić mi taki numer – stwierdziła Brenna, a kąciki jej ust zadrżały w tłumionym uśmiechu. Który zamienił się już w prawdziwy śmiech, który wyrwał się z ust Brenny – dźwięk tak nie pasujący nocą do Nokturnu, bo ani nie był pijacki, ani złośliwy, a wokół słychać było wyłącznie dźwięk ich kroków – kiedy Mavelle zaczęła się oburzać i wreszcie stwierdziła, że właściwie to kupowała regał.
Czyli widziano ją z regałem, a ktoś uznał, że była to trumna.
– Wiesz, Mavy, gdybyś potrzebowała, sprawię ci taką dużą, dwuosobową trumnę, z miękką wyściółką – obiecała, sięgając lewą ręką, by na moment objąć kuzynkę w pasie. Bo prawa wciąż znajdowała się tuż przy kieszeni, by w razie czego błyskawicznie chwycić za różdżkę. Tak, kpiła. Po początkowym przerażeniu i gorączkowym przestrachu, uznała, że lepiej niż ignorować ten temat… po prostu traktować go normalnie i tak, także pozwalać sobie na żarty z tej sprawy. Co nie oznaczało, że nie wysłała listów do specjalistów z Bułgarii, Francji oraz USA…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.