W żadnym wypadku nie chciał być wścibski, tak jak nie chciał wyjść na nieuprzejmego sugerując swoim pytaniem, że kobieta popełnia błąd. Bo i zresztą nie taki był przekaz pytania - nie było żadnego ukrytego dna. Niuchacze potrafiły się wkradać do domu, a latem? W ogóle nie było to problemem ani wyzwaniem. Otwarte okna, pootwierane drzwi - obce koty potrafiły włazić do mieszkania i różne inne zwierzęta. Laurent tego nie doświadczał, ale domu Laurenta pilnował demon, którego ludzie pieszczotliwie nazywali "pies". Co prawda miał chronić przed ludźmi, nie przed niuchaczami czy kotami, ale rozumiało się samo przez się, że żadne zwierzęta nie podchodziły do jego posesji. A nawet jak podchodziły to raczej spieprzały szybciej niż się zbliżyły.
- Naprawdę? - Czyli stado niuchaczy sobie tutaj po prostu mieszkało, a Brylancik najwyraźniej szukał być może nawet więcej niż złota. Towarzystwa - ot co. Towarzystwa ludzkiego, bo przecież niuchacze potrafiły się bardzo łatwo przywiązać do człowieka. Nawet jeśli cała reszta jego rodzeństwa była dzika i ludzi wolała unikać. Przez moment aż kusiło go zapytanie, czy nie mógłby go zabrać do siebie, ale nie był nawet pewien, czy to dobry pomysł. Głównie dlatego, że jego czas był naprawdę ograniczony, a niuchacz by go wcale nie rozszerzył. Zresztą stworzenie wyglądało, jakby bardzo lubiło mieszkańców tego domu. Nawet jeśli sprawiało im problemy przy tym. - Wygląda, jakby bardzo polubił nawet bardzo wasze towarzystwo. - Tak po prostu. Błyskotki - o, to na pewno. Ale oprócz tego właśnie ich towarzystwo. Więź, o której było wspomniane, mogła dotyczyć przecież nie tylko ludzi. Tworzona między stworzeniami magicznymi i zwierzętami potrafiła rozkwitać i nabierać kolorów, aż w końcu tworzyło się coś niesamowitego. Unikalnego. Między Brylancikiem a tymi kobietami też ta nić istniała. Więc tak, zgadzał się z tym, co powiedziała kobieta. - Laurent Prewett, miło mi panią poznać. - Ujął dłoń kobiety i ucałował ją. - Dziękuję za miłe powitanie. - I oby więcej kłopotów nie było! Choć to rzeczywiście było przezabawne, to trochę kobiecie krwi napsuło, było widać. Teraz Brylancik będzie musiał bronić swoich cennych skarbów przed innymi niuchaczami, to będzie dopiero dla niego wyzwanie!
- Musi wam często sprawiać problemy. - Wspomniał, kiedy już zostali sami. - Niewiele osób wie, jak sobie z nimi skutecznie radzić. - Ze względu na to, jakie zamieszanie robiły nie cieszyły się ani popularnością, ani chęcią do tego, żeby były przygarniane do domów. Więc o tym, jak sobie z nimi radzić wiedziały osoby już po prostu znające się na rzeczy. Lub właśnie takie, które były zmuszone sobie z nimi radzić na co dzień. Tym nie mniej chyba w Egipcie nie miała z nimi problemów, więc może babcia ją nauczyła? Zamiłowanie do zwierząt było od kobiety wyczuwalne wręcz na kilometr i widoczne gołym okiem. - Oczywiście, tyle czasu, ile potrzebujesz. Zajmę się małym złodziejaszkiem. Bez obaw, poradzę sobie. - Zapewnił, wyciągając dłonie po słodkiego włamywacza do posiadłości McGonagall. Może i Guinevere pochodziła z Egiptu, może i jej uroda się wyróżniała, ale idealnie pasowała nagle do tego miejsca. Do tej zieleni, sów zamieszkujących las, koni biegających po łąkach i niuchaczy ryjących w ziemi swoje norki. Brakowało tylko jej kociej formy i dzwoneczka na szyi, kiedy siedząc na słońcu na ławce myłaby sobie łepek.