10.09.2023, 16:33 ✶
- W takim razie zostanę, póki się nie zdecydujesz w którąś stronę – powiedziała Brenna po prostu, jedną nogę wyciągając przed siebie, a drugą uginając w kolanie i przyciągając do klatki piersiowej. Nauczyła się, że taka pozycja na dachu zapewnia jej największą stabilność.
Nie obraziłaby się o „nie”. Jak na ekstrawertyczkę doskonale rozumiała, że czasem ktoś może potrzebować odpocząć i od niej, i od wszystkich innych. W gruncie rzeczy i sama czasem potrzebowała – wtedy zwykle wybierała Knieję, ruiny przy wrzosowiskach, które od zawsze kochała lub niemagiczny Londyn. Ale skoro odpowiedź brzmiała „nie wiem”, to Brenna wolała zostać. Jeśli zamieni się w „nie”, zdąży sobie pójść, a gdyby stała się „tak”, a ona by znikła, mogłoby być za późno.
Kiedy Mavelle chciała zrzucić z siebie koc, Brenna po prostu przysunęła się i ułożyła go tak, by częściowo okrywał je obie. Nie mógł wyplenić chłodu z ciała Bones, ale pozbycie się go na pewno nie pomoże.
– Co dokładnie masz na myśli? – spytała powoli, bo to nie brzmiało, jakby mówiła o wujku i walkach, a przynajmniej nie tylko o nich. A chociaż sama wzięła udział w tym rytuale, w tej chwili zupełnie sobie tego nie uświadamiała. Owszem, posłała list do Sebastiana, i tak, martwiła się, czy Bulstrode z tego wyjdzie – tyle że Brenna była Brenną, i martwiłaby się prawdopodobnie, gdyby pod dziwnym drzewem na Polanie Ognia leżał ktokolwiek inny. No dobrze, może poza Christopherem, Williamem i Stanleyem Borginami. O nich by się nie zamartwiała.
Myśli w tej chwili miała zresztą zaprzątnięte śmierciożercami i wujem, Danielle oraz Lucy, nieprzytomną Idą i… nie wpadła zwyczajnie na to, co dzieje się z Mavelle po spotkaniu w klinice. Nie wiedziała, co ta czuła, kiedy wyszła z Sali, zostawiając tam Eden i Alastora.
Nie obraziłaby się o „nie”. Jak na ekstrawertyczkę doskonale rozumiała, że czasem ktoś może potrzebować odpocząć i od niej, i od wszystkich innych. W gruncie rzeczy i sama czasem potrzebowała – wtedy zwykle wybierała Knieję, ruiny przy wrzosowiskach, które od zawsze kochała lub niemagiczny Londyn. Ale skoro odpowiedź brzmiała „nie wiem”, to Brenna wolała zostać. Jeśli zamieni się w „nie”, zdąży sobie pójść, a gdyby stała się „tak”, a ona by znikła, mogłoby być za późno.
Kiedy Mavelle chciała zrzucić z siebie koc, Brenna po prostu przysunęła się i ułożyła go tak, by częściowo okrywał je obie. Nie mógł wyplenić chłodu z ciała Bones, ale pozbycie się go na pewno nie pomoże.
– Co dokładnie masz na myśli? – spytała powoli, bo to nie brzmiało, jakby mówiła o wujku i walkach, a przynajmniej nie tylko o nich. A chociaż sama wzięła udział w tym rytuale, w tej chwili zupełnie sobie tego nie uświadamiała. Owszem, posłała list do Sebastiana, i tak, martwiła się, czy Bulstrode z tego wyjdzie – tyle że Brenna była Brenną, i martwiłaby się prawdopodobnie, gdyby pod dziwnym drzewem na Polanie Ognia leżał ktokolwiek inny. No dobrze, może poza Christopherem, Williamem i Stanleyem Borginami. O nich by się nie zamartwiała.
Myśli w tej chwili miała zresztą zaprzątnięte śmierciożercami i wujem, Danielle oraz Lucy, nieprzytomną Idą i… nie wpadła zwyczajnie na to, co dzieje się z Mavelle po spotkaniu w klinice. Nie wiedziała, co ta czuła, kiedy wyszła z Sali, zostawiając tam Eden i Alastora.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.