08.11.2022, 04:59 ✶
- Jak zawsze - mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do niej, z kwaśną minął. Nie zamierzał ani bawić się do białego rana, ani też nie oczekiwał od niej, że będzie mu w tym towarzyszyć. Oczywiście, o tyle o ile pierwsza kwestia nie była w pełni postanowiona i zależała od pewnych zmiennych, a także obecności niektórych sprzyjających jednostek, to ta druga wydawała się absolutnie niezmienna. Nie zamierzał jej do tego zmuszać, bo tylko dodatkowo psułaby mu humor niezadowoloną miną i postawą, co kompletnie mijałoby się z celem całonocnych libacji.
Na widok Seraphiny, uśmiechnął się lekko, a grymas ten tylko się pogłębił i przybrał zawadiackiego wyrazu, kiedy ta się odezwała. Wieczór od razu stał się dla niego lepszy, kiedy wiedział że kuzynka czai się gdzieś w pobliżu, w pełni gotowa na prawdziwą zabawę, a nie smęty upstrzone grzecznymi uśmiechami, paplaniną gospodarzy i pokładami sztucznej uwagi, którą obdarzało się innych.
Bulstrode nie był świadomy, jakie skojarzenia wywołuje w jego narzeczonej nazwisko Longbottom. Przynajmniej w teorii też, nie zamierzał jej w jakikolwiek sposób rozliczać z poprzednich miłostek i uniesień. teraz, przynajmniej dla opinii publicznej, była jego narzeczoną i była przypisana do jego osoby, póki stan ten nie zostanie w jakiś nieprzyjemny sposób zakończony. Oczywiście, absolutnie nie było to w interesie mężczyzny, bo ucierpiało by na tym jego dobre imię, a o to lubił przynajmniej pozornie dbać.
Rozejrzał się po sali, powoli odciągając narzeczoną od gospodarzy i pozwalając im zająć się innymi gośćmi, którzy chcieli się z nimi przywitać. W tym wszystkim zauważył znajomą sylwetkę siostry, na chwilę też podejmując jej spojrzenie. Nie skierował się jednak w jej stronę, prowadząc Elaine raczej w tę przeciwną, jakby czując myśli, które krążyły po głowie Florence.
Z widocznym zadowoleniem przyjął szampana, którego zaserwowała służba, jeden z kieliszków podając Elaine i samemu upijając łyk ze swojego naczynia. Przez chwilę milczał, patrząc w przestrzeń i zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jeśli mam być szczery, najbardziej chyba kusi mnie najnowszy model miotły - wzruszył ramionami, zerkając na jej twarz. - Można by powiedzieć, że to wynik dawnych pasji, w końcu zawsze miło wybrać się na krótką przejażdżkę. - może i nie był już w reprezentacji, ani nie spędzał czasu grając w quidditcha, ale upodobanie do mioteł pozostało w nim. Nie wspomniał jednak o tym, że będzie się świetnie bawił, kiedy pokaże Orionowi miotłę, a ten pewnie zzielenieje na samą myśl tylko o tym, że można było na tym latać. - Nie mogę się też zdecydować, czy bratu bardziej spodobałby się stary zegar, czy może stara waza - zamieszał zawartością swojego kieliszka, patrząc na ulatniające się bąbelki. Tak na prawdę po głowie chodziła mu jeszcze wystawiona na licytację suknia, jednak nie był pewien, czy chciał o tym wspominać. Po pierwsze, nie był pewien, czy Elaine od razu nie zwietrzy, że kreacja mogłaby być dla niej, a po drugie, czy aby się nie obrazi, że próbuje ją ubierać. Nie potrzebował żadnych tego typu grymasów, kiedy noc była jeszcze młoda.
Przez chwilę wyglądał, jakby nad czymś się zastanawiał, zbierał w sobie, aż wreszcie doznał jakiegoś olśnienia, bo najpierw ściągnął brwi, a zaraz potem twarz mu się wyraźnie rozjaśniła. Wypił zawartość kieliszka jednym haustem, odstawiając go na akurat dryfującą obok tacę.
- Daj mi chwilę. Obiecuję, że zaraz wrócę - rzucił do niej, już rozglądając się dookoła i szukając kogoś wzrokiem. Nie czekał zbytnio na jej odpowiedź i zaraz też ruszył przed siebie, zatapiając się w masie gości. Z tego co pamiętał, Florence szła w stronę środka sali. Na szczęście jednak krótka przemowa Longbottomów wystarczyła, by ją odnalazł.
- Moja najdroższa siostro - bo jedyna. - Czy mogłabyś wyświadczyć mi tę jedną maleńką przysługę? - uśmiechnął się do niej przymilnie. - Chodzi o moje szczęście, a wierzę gorliwie, że ci na nim zależy. Czy mogłabyś zlicytować dla mnie suknię? Odwdzięczę się po stokroć - mówił szybko i cicho, nie chcąc przeszkadzać temu, co działo się na scenie, ale chcąc też zdążyć przed rozpoczęciem licytacji. Longbottomowie bowiem zdawali się nie grzeszyć krasomówstwem.
Na widok Seraphiny, uśmiechnął się lekko, a grymas ten tylko się pogłębił i przybrał zawadiackiego wyrazu, kiedy ta się odezwała. Wieczór od razu stał się dla niego lepszy, kiedy wiedział że kuzynka czai się gdzieś w pobliżu, w pełni gotowa na prawdziwą zabawę, a nie smęty upstrzone grzecznymi uśmiechami, paplaniną gospodarzy i pokładami sztucznej uwagi, którą obdarzało się innych.
Bulstrode nie był świadomy, jakie skojarzenia wywołuje w jego narzeczonej nazwisko Longbottom. Przynajmniej w teorii też, nie zamierzał jej w jakikolwiek sposób rozliczać z poprzednich miłostek i uniesień. teraz, przynajmniej dla opinii publicznej, była jego narzeczoną i była przypisana do jego osoby, póki stan ten nie zostanie w jakiś nieprzyjemny sposób zakończony. Oczywiście, absolutnie nie było to w interesie mężczyzny, bo ucierpiało by na tym jego dobre imię, a o to lubił przynajmniej pozornie dbać.
Rozejrzał się po sali, powoli odciągając narzeczoną od gospodarzy i pozwalając im zająć się innymi gośćmi, którzy chcieli się z nimi przywitać. W tym wszystkim zauważył znajomą sylwetkę siostry, na chwilę też podejmując jej spojrzenie. Nie skierował się jednak w jej stronę, prowadząc Elaine raczej w tę przeciwną, jakby czując myśli, które krążyły po głowie Florence.
Z widocznym zadowoleniem przyjął szampana, którego zaserwowała służba, jeden z kieliszków podając Elaine i samemu upijając łyk ze swojego naczynia. Przez chwilę milczał, patrząc w przestrzeń i zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jeśli mam być szczery, najbardziej chyba kusi mnie najnowszy model miotły - wzruszył ramionami, zerkając na jej twarz. - Można by powiedzieć, że to wynik dawnych pasji, w końcu zawsze miło wybrać się na krótką przejażdżkę. - może i nie był już w reprezentacji, ani nie spędzał czasu grając w quidditcha, ale upodobanie do mioteł pozostało w nim. Nie wspomniał jednak o tym, że będzie się świetnie bawił, kiedy pokaże Orionowi miotłę, a ten pewnie zzielenieje na samą myśl tylko o tym, że można było na tym latać. - Nie mogę się też zdecydować, czy bratu bardziej spodobałby się stary zegar, czy może stara waza - zamieszał zawartością swojego kieliszka, patrząc na ulatniające się bąbelki. Tak na prawdę po głowie chodziła mu jeszcze wystawiona na licytację suknia, jednak nie był pewien, czy chciał o tym wspominać. Po pierwsze, nie był pewien, czy Elaine od razu nie zwietrzy, że kreacja mogłaby być dla niej, a po drugie, czy aby się nie obrazi, że próbuje ją ubierać. Nie potrzebował żadnych tego typu grymasów, kiedy noc była jeszcze młoda.
Przez chwilę wyglądał, jakby nad czymś się zastanawiał, zbierał w sobie, aż wreszcie doznał jakiegoś olśnienia, bo najpierw ściągnął brwi, a zaraz potem twarz mu się wyraźnie rozjaśniła. Wypił zawartość kieliszka jednym haustem, odstawiając go na akurat dryfującą obok tacę.
- Daj mi chwilę. Obiecuję, że zaraz wrócę - rzucił do niej, już rozglądając się dookoła i szukając kogoś wzrokiem. Nie czekał zbytnio na jej odpowiedź i zaraz też ruszył przed siebie, zatapiając się w masie gości. Z tego co pamiętał, Florence szła w stronę środka sali. Na szczęście jednak krótka przemowa Longbottomów wystarczyła, by ją odnalazł.
- Moja najdroższa siostro - bo jedyna. - Czy mogłabyś wyświadczyć mi tę jedną maleńką przysługę? - uśmiechnął się do niej przymilnie. - Chodzi o moje szczęście, a wierzę gorliwie, że ci na nim zależy. Czy mogłabyś zlicytować dla mnie suknię? Odwdzięczę się po stokroć - mówił szybko i cicho, nie chcąc przeszkadzać temu, co działo się na scenie, ale chcąc też zdążyć przed rozpoczęciem licytacji. Longbottomowie bowiem zdawali się nie grzeszyć krasomówstwem.