10.09.2023, 17:26 ✶
- Brennie, złotko, jestem pewna, że podpalilibyśmy ją we trójkę, gdyby odważyła się przydzielić cię do innego domu – oświadczyła z całą powagą, na jaką ją było w tej chwili stać. Lonbgottomowie byli Gryfonami i koniec, kropka, tak jak Malfoye Ślizgonami. Tej tradycji musiało stać się zadość, choć nawet nie o to chodziło – po prostu… kryła się za tym jakaś szczeniacka duma, że oto cała trójka – młode pokolenie Długozadków, nawet jeśli jedno z nich nosiło inne nazwisko – znajdowało się w tym samym domu.
I znacznie łatwiej w ten sposób było grasować po Hogwarcie i ładować się w różne rzeczy – od których nauczyciele mogliby osowieć. Bo przecież nie wszystkiego byli świadomi, prawda…?
Kuzynka się roześmiała, aż Mav spojrzała na nią z pewnym zdziwieniem, przynajmniej początkowo. No bo… dlaczego w zasadzie? Tu jakieś durne ploty wymyślają, ciągle jest na świeczniku – i tak już musiała znosić spojrzenia w Ministerstwie, zwłaszcza po ostatnim wypadku, gdy spojrzenie uderzyło w nią z taką siłą.
Gdyby to miało miejsce w osobnym pomieszczeniu… ale nie, byłoby wtedy chyba za dobrze – bo jak wtedy pojawiłoby się z milion nowych plotek? No właśnie.
Ale w końcu… w końcu i sama zachichotała i parsknęła, dostrzegając absurd całej tej sytuacji. Kupowała regał, a ten został, nie wiedzieć dlaczego, pomylony z trumną. Ewentualnie była to po prostu kwestia złej woli i siania plotek dla samego ich siania, żeby gadać cokolwiek, co wyda się choć trochę interesujące i skupić tym samym na sobie choć odrobinę uwagi.
Niektórzy zdawali się lubić bycie w centrum, więc…
Nie broniła się, wręcz sama powtórzyła ten gest, przytulając do siebie Brennę. Przez ten miesiąc opór przed dotykaniem jej jakoś zdążył zaniknąć, choć może nie całkowicie – w każdym razie, nie bała się już aż tak dotykać siostry, żeby tylko nie zmarzła. Nie była wszak malutkim dzieckiem…
- Trzyosobową, jeszcze Gałgan musi się tam zmieścić – stwierdziła dość lekkim tonem – I koniecznie na piedestale w piwnicy, bo inaczej co to będzie za trumna? Żadna – zachichotała, widząc to oczyma wyobraźni.
I znacznie łatwiej w ten sposób było grasować po Hogwarcie i ładować się w różne rzeczy – od których nauczyciele mogliby osowieć. Bo przecież nie wszystkiego byli świadomi, prawda…?
Kuzynka się roześmiała, aż Mav spojrzała na nią z pewnym zdziwieniem, przynajmniej początkowo. No bo… dlaczego w zasadzie? Tu jakieś durne ploty wymyślają, ciągle jest na świeczniku – i tak już musiała znosić spojrzenia w Ministerstwie, zwłaszcza po ostatnim wypadku, gdy spojrzenie uderzyło w nią z taką siłą.
Gdyby to miało miejsce w osobnym pomieszczeniu… ale nie, byłoby wtedy chyba za dobrze – bo jak wtedy pojawiłoby się z milion nowych plotek? No właśnie.
Ale w końcu… w końcu i sama zachichotała i parsknęła, dostrzegając absurd całej tej sytuacji. Kupowała regał, a ten został, nie wiedzieć dlaczego, pomylony z trumną. Ewentualnie była to po prostu kwestia złej woli i siania plotek dla samego ich siania, żeby gadać cokolwiek, co wyda się choć trochę interesujące i skupić tym samym na sobie choć odrobinę uwagi.
Niektórzy zdawali się lubić bycie w centrum, więc…
Nie broniła się, wręcz sama powtórzyła ten gest, przytulając do siebie Brennę. Przez ten miesiąc opór przed dotykaniem jej jakoś zdążył zaniknąć, choć może nie całkowicie – w każdym razie, nie bała się już aż tak dotykać siostry, żeby tylko nie zmarzła. Nie była wszak malutkim dzieckiem…
- Trzyosobową, jeszcze Gałgan musi się tam zmieścić – stwierdziła dość lekkim tonem – I koniecznie na piedestale w piwnicy, bo inaczej co to będzie za trumna? Żadna – zachichotała, widząc to oczyma wyobraźni.