10.09.2023, 18:07 ✶
Brenna z całego serca i duszy pragnęła pomóc Mavelle. Ale nie mogła. Nie wiedziała jak i zdawało się jej, że nie ma sposobu, by to zrobić. Nie dało się przejąć na siebie cudzego bólu. Wszyscy w tym domu cierpieli po śmierci Derwina.
A w głowie Mavelle mieszkały jego wspomnienia.
Brenna sięgnęła ręką, by na chwilę objąć kuzynkę. Nic nie mówiła, bo brakowało jej słów. Widywała cudze wspomnienia, patrzyła na życie poprzednich pokoleń Longbottomów. Obserwowała krwawe zbrodnie. Ale tym, co jej towarzyszyło, co zostawało później, były obrazy, dźwięki i własne emocje. Nie cudze, które zdawały się należeć do niej.
– Masz na myśli Alka? – spytała ostrożnie, w duchu modląc się, aby nie chodziło o tego szalonego idiotę, który nachodził Mavelle w jej mieszkaniu i przez którego namówiła kuzynkę, by ta zamieszkała z powrotem w posiadłości Longbottomów. Bo jeżeli mówiłaby o nim, Brenna zaczęłaby się zastanawiać, czy sama zeskoczyć z tego dachu, czy zepchnąć z niego Mavelle, z nadzieją, że taki upadek trochę ją otrzeźwi. – Kiedy… kiedy cię znaleźliśmy po Beltane… wyglądał jak cień człowieka. Chyba sądził, że umarłaś – mruknęła, bardzo powoli. Nigdy by tego nie powiedziała, gdyby choćby podejrzewała, że jego zachowaniem mogła kierować magia, nie prawdziwe uczucie. Bo to tylko wszystko komplikowało. Tak bardzo.
Normalnie zasugerowałaby im może rozmowę, ale teraz nie była pewna. Nie, kiedy w szpitalu działy się jakieś dziwne rzeczy, jak wpadające kolejne osoby czy Danielle, taka skulona i zdenerwowana, gdy wypadła z tej Sali.
– Rozumiem, że dziś nie poszło za dobrze? – dodała jeszcze, zadzierając głowę, by spojrzeć w górę, na ciemno niebo, usiane milionami gwiazd. Tak inne niż to, jakie oglądało się nad Londynem. Było to po trochu pytanie, po trochu stwierdzenie. Mavelle sama mogła zdecydować, czy chce odpowiadać. – Patrz. Spadająca gwiazda – rzuciła, obserwując złoty ślad, przemieszczający się po niebie. Nie znała się na astronomii dość, by wiedzieć, że to nie żadna gwiazda. Że to coś zupełnie innego. – Babcia mówiła, że gwiazdy spadają, kiedy bogini odchyla niebo, by spojrzeć na ziemię – mruknęła. Kiedyś Brenna w to wierzyła. Teraz wiedziała, że to tylko… bajka.
A w głowie Mavelle mieszkały jego wspomnienia.
Brenna sięgnęła ręką, by na chwilę objąć kuzynkę. Nic nie mówiła, bo brakowało jej słów. Widywała cudze wspomnienia, patrzyła na życie poprzednich pokoleń Longbottomów. Obserwowała krwawe zbrodnie. Ale tym, co jej towarzyszyło, co zostawało później, były obrazy, dźwięki i własne emocje. Nie cudze, które zdawały się należeć do niej.
– Masz na myśli Alka? – spytała ostrożnie, w duchu modląc się, aby nie chodziło o tego szalonego idiotę, który nachodził Mavelle w jej mieszkaniu i przez którego namówiła kuzynkę, by ta zamieszkała z powrotem w posiadłości Longbottomów. Bo jeżeli mówiłaby o nim, Brenna zaczęłaby się zastanawiać, czy sama zeskoczyć z tego dachu, czy zepchnąć z niego Mavelle, z nadzieją, że taki upadek trochę ją otrzeźwi. – Kiedy… kiedy cię znaleźliśmy po Beltane… wyglądał jak cień człowieka. Chyba sądził, że umarłaś – mruknęła, bardzo powoli. Nigdy by tego nie powiedziała, gdyby choćby podejrzewała, że jego zachowaniem mogła kierować magia, nie prawdziwe uczucie. Bo to tylko wszystko komplikowało. Tak bardzo.
Normalnie zasugerowałaby im może rozmowę, ale teraz nie była pewna. Nie, kiedy w szpitalu działy się jakieś dziwne rzeczy, jak wpadające kolejne osoby czy Danielle, taka skulona i zdenerwowana, gdy wypadła z tej Sali.
– Rozumiem, że dziś nie poszło za dobrze? – dodała jeszcze, zadzierając głowę, by spojrzeć w górę, na ciemno niebo, usiane milionami gwiazd. Tak inne niż to, jakie oglądało się nad Londynem. Było to po trochu pytanie, po trochu stwierdzenie. Mavelle sama mogła zdecydować, czy chce odpowiadać. – Patrz. Spadająca gwiazda – rzuciła, obserwując złoty ślad, przemieszczający się po niebie. Nie znała się na astronomii dość, by wiedzieć, że to nie żadna gwiazda. Że to coś zupełnie innego. – Babcia mówiła, że gwiazdy spadają, kiedy bogini odchyla niebo, by spojrzeć na ziemię – mruknęła. Kiedyś Brenna w to wierzyła. Teraz wiedziała, że to tylko… bajka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.