10.09.2023, 18:31 ✶
Florence kiwnęła głową, nawet nie kryjąc swojego zadowolenia, gdy Sauriel i Victoria potwierdzili, że nie było tego dziwnego przymusu. To dobrze wróżyło na przyszłość, bo nie byli jedynymi osobami, które skontaktowały się z nią w ostatnich dniach. A Florence wiedziała, że przyjdzie jej wkrótce łamać ten rytuał także w stosunku do samej siebie. Nie chciała zaczynać od tego, bo jeżeli zamierzała złamać magię ciążącą na niej… to było znacznie bardziej skomplikowane niż złamanie czaru na kimś innym.
A potem Sauriel Rookwood dosłownie wybuchł entuzjazmem i miłością do świata. Przed dotąd raczej obojętną twarz Bulstrode przebiegł uśmiech. Jego też nie próbowała kryć, chociaż w pracy zwykle jeżeli się uśmiechała, to wielu pracowników traktowało raczej jako zły znak niż dobry.
– Będę wdzięczna za wiadomość za dwa tygodnie – odparła Victorii, nie komentując jednak nijak tego, co działo się na jej oczach. A dla Florence wyglądało to tak, że ta dwójka nie potrzebowała żadnego rytuału Beltane, aby ich do siebie nawzajem ciągnęło. – Chętnie też odkupię te świece, mogą być przydatne do dalszych eksperymentów – dodała, sięgając po sakiewkę, gotowa odliczyć odpowiednią kwotę. Mijała się odrobinę z prawdą, bo zamierzała użyć ich sama, na własne potrzeby, ale w końcu Victoria oraz Sauriel nie musieli o tym wiedzieć.
Uśmiech jednak dość szybko znikł.
– Obawiam się, że to bardzo prawdopodobne. Rytuał u wielu osób wywołał skrajne przygnębienie. U innych ataki zazdrości. W zeszłym tygodniu pojawił się tutaj mężczyzna, który zaatakował jedną z pacjentek, krzycząc, że go zdradza. Jak sądzę, emocje odczuwane przez więź doprowadziły go do skrajności. W dodatku miałam dwa przypadki przedziwnej choroby, zapewne związanej z tym rytuałem, więc… cieszę się, że nam się udało, bo w kolejnych tygodniach będzie czekało mnie dużo pracy – poinformowała, już z tą samą powagą, jaka objawiała się w jej zachowaniu wcześniej. Mogło się wydawać, że taka miłość to coś pięknego. I Florence podejrzewała, że owszem, tegoroczny rytuał stworzy przynajmniej kilkanaście nowych par.
Tyle że równie wielu zrujnował życie.
– W każdym razie, to wszystko. Życzę miłej zabawy z gęsiami. I uwaga. One boleśnie dziobią – dodała jeszcze, z poważną miną, wskazując im drzwi. Sama musiała tutaj jeszcze posprzątać.
A potem Sauriel Rookwood dosłownie wybuchł entuzjazmem i miłością do świata. Przed dotąd raczej obojętną twarz Bulstrode przebiegł uśmiech. Jego też nie próbowała kryć, chociaż w pracy zwykle jeżeli się uśmiechała, to wielu pracowników traktowało raczej jako zły znak niż dobry.
– Będę wdzięczna za wiadomość za dwa tygodnie – odparła Victorii, nie komentując jednak nijak tego, co działo się na jej oczach. A dla Florence wyglądało to tak, że ta dwójka nie potrzebowała żadnego rytuału Beltane, aby ich do siebie nawzajem ciągnęło. – Chętnie też odkupię te świece, mogą być przydatne do dalszych eksperymentów – dodała, sięgając po sakiewkę, gotowa odliczyć odpowiednią kwotę. Mijała się odrobinę z prawdą, bo zamierzała użyć ich sama, na własne potrzeby, ale w końcu Victoria oraz Sauriel nie musieli o tym wiedzieć.
Uśmiech jednak dość szybko znikł.
– Obawiam się, że to bardzo prawdopodobne. Rytuał u wielu osób wywołał skrajne przygnębienie. U innych ataki zazdrości. W zeszłym tygodniu pojawił się tutaj mężczyzna, który zaatakował jedną z pacjentek, krzycząc, że go zdradza. Jak sądzę, emocje odczuwane przez więź doprowadziły go do skrajności. W dodatku miałam dwa przypadki przedziwnej choroby, zapewne związanej z tym rytuałem, więc… cieszę się, że nam się udało, bo w kolejnych tygodniach będzie czekało mnie dużo pracy – poinformowała, już z tą samą powagą, jaka objawiała się w jej zachowaniu wcześniej. Mogło się wydawać, że taka miłość to coś pięknego. I Florence podejrzewała, że owszem, tegoroczny rytuał stworzy przynajmniej kilkanaście nowych par.
Tyle że równie wielu zrujnował życie.
– W każdym razie, to wszystko. Życzę miłej zabawy z gęsiami. I uwaga. One boleśnie dziobią – dodała jeszcze, z poważną miną, wskazując im drzwi. Sama musiała tutaj jeszcze posprzątać.