10.09.2023, 18:46 ✶
Z początku była sztywna, ale znów – nie odrzuciła Brenny. Nie trwało to długo, może parę sekund, zanim dało się odczuć, że się rozluźniła i… oparła głowę na ramieniu siostry. Drobny gest, ale jednak – szukała bliskości.
Mimo że przecież uciekła przed wszystkimi, chcąc zostać sam na sam ze swoimi myślami. Szkoda tylko, że te pozostawały tak samo splątane jak w chwili, gdy rozsiadła się na tym dachu – tyle dobrego, że gwiazdy dawały jakieś niewytłumaczalne ukojenie. Na chwilę wprawdzie, lecz dobre i to.
- Aha – mruknęła. Tyle że tak naprawdę, na dłuższą metę, Alastor nie był aż tak lepszą opcją niż ten ostatni idiota, z którym się związała. Wiecznie nieobecny, niewidzący, że jednak istnieją inne rzeczy niż sama praca. Niepotrafiący nijak zrozumieć, że na pewne aspekty może należałoby spojrzeć inaczej… tak, w pewnym sensie był dobrym człowiekiem. Aurorem. Ale partnerem? Och, toż to osiwieć można; gdyby jeszcze miał na tyle przyzwoitości, żeby dawać znać, że zniknie, to jeszcze… ale nie. Martwiła się godzinami… aż w końcu przestała.
Bo coś się wypaliło.
A przynajmniej wtedy tak uważała – bo znów, pewne kwestie dotarły do niej znacznie później. Że nie zapomniała już o nim tam, jakby tego chciała. Że widząc go, myśląc o nim – nadal drgały w niej jakieś struny. Tyle że jednocześnie towarzyszyło temu przeświadczenie, że podjęty wybór był słusznym, teraz jednak, po Beltane… Ten głos rozsądki był zadeptywany.
Odetchnęła głębiej. Cień człowieka. Tego nie wiedziała, ale jednocześnie… dlaczego jej własne serce ją zdradzało? Dlaczego miała wrażenie, że właśnie wywinęło fikołka? Przecież musiało to oznaczać, że wciąż mu zależy, że wciąż istnieje szansa…
… a potem sobie przypomniała. To dziwne uczucie w szpitalu, kiedy wyszła z pomieszczenia, gdzie leżała Ida.
- Może i umarłam. Nie wiem – mruknęła i znów umilkła. Nie poszło za dobrze? A czy cokolwiek, do cholery, w tej chwili szło dobrze? Jak mogło?! Wujek nie żył, a ona nawet nie miała nikogo, kogo mogłaby wskazać palcem i wpakować do Azkabanu po kres jego dni. Jej serce wyrywało się do mężczyzny, którego zostawiła – i to miało być „dobrze”?!
- W tej chwili nie jestem pewna, czy kiedykolwiek coś „pójdzie dobrze” – stwierdziła w końcu, wymijająco. Niezbyt widziała światło w bezmiarze mroku, ale czy można się było dziwić…? Choć to też stało w sprzeczności z celami, jakie miała. Działanie, nie pogrążanie się w otchłani. Z drugiej strony – co właśnie robiła, jeśli nie spoglądała w ciemność, i to niekoniecznie tą dosłowną?
Gwiazda. Maj nie był miesiącem, kiedy gwiazdy sypały się z nieba – to raczej sierpień szczycił się takimi widowiskami, ale właśnie dlatego, taka pojedyncza smuga zdawała się mieć o wiele większe znaczenie niż wtedy, gdy przecinały niebo raz po raz.
- Może i nie spogląda, ale… Pomyśl życzenie, promyczku – szepnęła, skupiając się na swoim. Tych, tak naprawdę miała wiele. Żeby Voldemort zszedł ze sceny, obojętnie – dobrowolnie czy nie. Żeby Brenna, Erik, tata, Alastor, Patrick… – długo można wymieniać – byli bezpieczni. Tyle życzeń, po jednym dla każdego, nie mówiąc już również o czworonogach, o marzeniach…
Niech wszyscy bliscy będą bezpieczni. Wiele życzeń – splecionych w jedno.
Tylko czy Pani Księżyca pozwoli, by się spełniło…?
Mimo że przecież uciekła przed wszystkimi, chcąc zostać sam na sam ze swoimi myślami. Szkoda tylko, że te pozostawały tak samo splątane jak w chwili, gdy rozsiadła się na tym dachu – tyle dobrego, że gwiazdy dawały jakieś niewytłumaczalne ukojenie. Na chwilę wprawdzie, lecz dobre i to.
- Aha – mruknęła. Tyle że tak naprawdę, na dłuższą metę, Alastor nie był aż tak lepszą opcją niż ten ostatni idiota, z którym się związała. Wiecznie nieobecny, niewidzący, że jednak istnieją inne rzeczy niż sama praca. Niepotrafiący nijak zrozumieć, że na pewne aspekty może należałoby spojrzeć inaczej… tak, w pewnym sensie był dobrym człowiekiem. Aurorem. Ale partnerem? Och, toż to osiwieć można; gdyby jeszcze miał na tyle przyzwoitości, żeby dawać znać, że zniknie, to jeszcze… ale nie. Martwiła się godzinami… aż w końcu przestała.
Bo coś się wypaliło.
A przynajmniej wtedy tak uważała – bo znów, pewne kwestie dotarły do niej znacznie później. Że nie zapomniała już o nim tam, jakby tego chciała. Że widząc go, myśląc o nim – nadal drgały w niej jakieś struny. Tyle że jednocześnie towarzyszyło temu przeświadczenie, że podjęty wybór był słusznym, teraz jednak, po Beltane… Ten głos rozsądki był zadeptywany.
Odetchnęła głębiej. Cień człowieka. Tego nie wiedziała, ale jednocześnie… dlaczego jej własne serce ją zdradzało? Dlaczego miała wrażenie, że właśnie wywinęło fikołka? Przecież musiało to oznaczać, że wciąż mu zależy, że wciąż istnieje szansa…
… a potem sobie przypomniała. To dziwne uczucie w szpitalu, kiedy wyszła z pomieszczenia, gdzie leżała Ida.
- Może i umarłam. Nie wiem – mruknęła i znów umilkła. Nie poszło za dobrze? A czy cokolwiek, do cholery, w tej chwili szło dobrze? Jak mogło?! Wujek nie żył, a ona nawet nie miała nikogo, kogo mogłaby wskazać palcem i wpakować do Azkabanu po kres jego dni. Jej serce wyrywało się do mężczyzny, którego zostawiła – i to miało być „dobrze”?!
- W tej chwili nie jestem pewna, czy kiedykolwiek coś „pójdzie dobrze” – stwierdziła w końcu, wymijająco. Niezbyt widziała światło w bezmiarze mroku, ale czy można się było dziwić…? Choć to też stało w sprzeczności z celami, jakie miała. Działanie, nie pogrążanie się w otchłani. Z drugiej strony – co właśnie robiła, jeśli nie spoglądała w ciemność, i to niekoniecznie tą dosłowną?
Gwiazda. Maj nie był miesiącem, kiedy gwiazdy sypały się z nieba – to raczej sierpień szczycił się takimi widowiskami, ale właśnie dlatego, taka pojedyncza smuga zdawała się mieć o wiele większe znaczenie niż wtedy, gdy przecinały niebo raz po raz.
- Może i nie spogląda, ale… Pomyśl życzenie, promyczku – szepnęła, skupiając się na swoim. Tych, tak naprawdę miała wiele. Żeby Voldemort zszedł ze sceny, obojętnie – dobrowolnie czy nie. Żeby Brenna, Erik, tata, Alastor, Patrick… – długo można wymieniać – byli bezpieczni. Tyle życzeń, po jednym dla każdego, nie mówiąc już również o czworonogach, o marzeniach…
Niech wszyscy bliscy będą bezpieczni. Wiele życzeń – splecionych w jedno.
Tylko czy Pani Księżyca pozwoli, by się spełniło…?