10.09.2023, 18:46 ✶
Brenna mimowolnie zerknęła na sakiewkę. A potem machnęła różdżką, za pomocą accio przywołując do siebie swoją własną sakiewkę. Poznawała Daisy – ta mignęła jej na balu, pamiętała ją z zaułka na Pokątnej, gdzie zaatakował ją kot, ale nie mogła przypomnieć sobie jej nazwiska. I bardziej niż spotkanie z nią, zaskoczyło ją raczej kolejne już spotkanie z Edgarem. Bo naprawdę… chłopak ciągle na nią wpadał. Albo na Patricka, który też zetknął się z nim przecież dwa razy.
– Jeżeli sprawdzę ci kieszenie, znajdę kolejne sakiewki? – spytała, niemalże łagodnym tonem.
– Nie!
– Wiesz, że i tak je potem sprawdzę, prawda?
Edgar jakby oklapł.
– Nie. Były tylko te dwie – wymamrotał, a Brenna odetchnęła. Po prostu nie miała czasu ani energii szukać właścicieli sakiewek. Musiałaby to zepchnąć na jakiegoś stażystę, i pogodzić się z myślą, że biedny Michael pewnie nigdy nie ustali właścicieli, a potem by ją to gryzło, i w końcu znowu nie poszłaby spać, bo uznałaby, że jednak musi się tym zająć… Teraz, po Beltane, kieszonkowcy byli po prostu najmniejszym problemem.
Mimowolnie zacisnęła mocniej dłoń na przedramieniu chłopaka, kiedy Daisy zaczęła mówić, po czym na moment zwróciła na nią spojrzenie. Wiedziała, że ten dzieciak nie był lubiany w Hogwarcie, że nie osiągał sukcesów, bo gdyby było inaczej, nie kradłby teraz na Pokątnej. Poza tym ktoś, kto przyłapany zachowywał się w ten sposób po prostu nie mógłby być popularny. Chyba że byłby bardzo przystojny albo bardzo bogaty, a Edgar po prostu nie był.
– Wystarczy. To nie jest dobry moment na takie wspominki – oświadczyła Brenna. Ton dalej miała spokojny, chociaż zachowanie Daisy nie podobało się jej tylko trochę mniej niż to, jakie przejawiał chłopak. Wsunęła sobie sakiewkę do kieszeni, a chwilę później odruchowo spróbowała osłonić chłopaka przed monetami. Jedna trafiła go w czoło, druga jednak walnęła w wyciągnięte przedramię Brygadzistki. Tego jednak Detektyw już nie skomentowała.
Edgar był, jak zdawało się Brennie, nietypowo milczący. Może dlatego, że tuż obok była koleżanka ze szkoły? Że obawiał się, jaki jeszcze jad może wysączyć się z jej ust? A może zrozumiał wreszcie, że tym razem przesadził? Czekała go rozprawa po ostatnim wybryku, gdy już nie dało się tego załatwić ot tak… a teraz prawdopodobnie miał już zostać w areszcie, skoro była to recydywa. Czekał go Azkaban.
– Jesteś aresztowany za kradzież w warunkach recydywy. Masz prawo zachować milczenie, ale jeżeli masz coś na swoją obronę i nie powiesz tego teraz, może to zaszkodzić później twojej sytuacji. Panią… Zapraszam za mną, jeżeli życzy sobie złożyć zawiadomienie. Musimy iść do punktu Fiuu i do Ministerstwa Magii.
Ona sama potrafiła się teleportować, ale Edgar nie, a nie była w stanie zabrać go za sobą. Pchnęła lekko chłopaka, zmuszając do tego, aby zaczął iść. W stronę Pokątnej. Wcześniej jeszcze rozejrzała się, ale choć to był Nokturn, wszyscy jakby się rozpierzchli. Najwyraźniej ze względu na porę nikt nie chciał od razu napadać na Brennę dokonującą aresztowania. Może dlatego, że uznali Daisy nie za przypadkową osobę, a także kogoś z Brygady?
Brenna stłumiła westchnienie i ruszyła ulicą.
To był naprawdę długi dzień.
– Jeżeli sprawdzę ci kieszenie, znajdę kolejne sakiewki? – spytała, niemalże łagodnym tonem.
– Nie!
– Wiesz, że i tak je potem sprawdzę, prawda?
Edgar jakby oklapł.
– Nie. Były tylko te dwie – wymamrotał, a Brenna odetchnęła. Po prostu nie miała czasu ani energii szukać właścicieli sakiewek. Musiałaby to zepchnąć na jakiegoś stażystę, i pogodzić się z myślą, że biedny Michael pewnie nigdy nie ustali właścicieli, a potem by ją to gryzło, i w końcu znowu nie poszłaby spać, bo uznałaby, że jednak musi się tym zająć… Teraz, po Beltane, kieszonkowcy byli po prostu najmniejszym problemem.
Mimowolnie zacisnęła mocniej dłoń na przedramieniu chłopaka, kiedy Daisy zaczęła mówić, po czym na moment zwróciła na nią spojrzenie. Wiedziała, że ten dzieciak nie był lubiany w Hogwarcie, że nie osiągał sukcesów, bo gdyby było inaczej, nie kradłby teraz na Pokątnej. Poza tym ktoś, kto przyłapany zachowywał się w ten sposób po prostu nie mógłby być popularny. Chyba że byłby bardzo przystojny albo bardzo bogaty, a Edgar po prostu nie był.
– Wystarczy. To nie jest dobry moment na takie wspominki – oświadczyła Brenna. Ton dalej miała spokojny, chociaż zachowanie Daisy nie podobało się jej tylko trochę mniej niż to, jakie przejawiał chłopak. Wsunęła sobie sakiewkę do kieszeni, a chwilę później odruchowo spróbowała osłonić chłopaka przed monetami. Jedna trafiła go w czoło, druga jednak walnęła w wyciągnięte przedramię Brygadzistki. Tego jednak Detektyw już nie skomentowała.
Edgar był, jak zdawało się Brennie, nietypowo milczący. Może dlatego, że tuż obok była koleżanka ze szkoły? Że obawiał się, jaki jeszcze jad może wysączyć się z jej ust? A może zrozumiał wreszcie, że tym razem przesadził? Czekała go rozprawa po ostatnim wybryku, gdy już nie dało się tego załatwić ot tak… a teraz prawdopodobnie miał już zostać w areszcie, skoro była to recydywa. Czekał go Azkaban.
– Jesteś aresztowany za kradzież w warunkach recydywy. Masz prawo zachować milczenie, ale jeżeli masz coś na swoją obronę i nie powiesz tego teraz, może to zaszkodzić później twojej sytuacji. Panią… Zapraszam za mną, jeżeli życzy sobie złożyć zawiadomienie. Musimy iść do punktu Fiuu i do Ministerstwa Magii.
Ona sama potrafiła się teleportować, ale Edgar nie, a nie była w stanie zabrać go za sobą. Pchnęła lekko chłopaka, zmuszając do tego, aby zaczął iść. W stronę Pokątnej. Wcześniej jeszcze rozejrzała się, ale choć to był Nokturn, wszyscy jakby się rozpierzchli. Najwyraźniej ze względu na porę nikt nie chciał od razu napadać na Brennę dokonującą aresztowania. Może dlatego, że uznali Daisy nie za przypadkową osobę, a także kogoś z Brygady?
Brenna stłumiła westchnienie i ruszyła ulicą.
To był naprawdę długi dzień.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.