Yaxley sięgnęła po szkło, które udało jej się znaleźć. Nie zastanawiała się szczególnie nad tym, że jest brudne, że nie powinna nim dotykać swojego ciała, mogło wdać się jakieś zakażenie. Miała to gdzieś, ważne było tylko to, żeby opuścić ten sen. Nie mogła być dłużej Price, musiała wrócić do ciała Geraldine Yaxley - którą była.
Nagle oczy, jakby zaczęły jej uciekać w głąb czaszki, czy właściwie mogło się coś takiego wydarzyć? Raczej nie, nie było to teraz jednak ważne. Zranienie podziałało, spowodowało, że mogła opuścić ten sen, mogła wrócić do rzeczywistości.
Ocknęła się. Nie było to przyjemne uczucie, bo nadal w głowie tlił się lekki ból. Nie zniknął. Zaczęła powoli podnosić się na nogi. Dotarło do niej, że nadal jest na pokładzie, w miejscu, w którym wcześniej zemdlała. Nie miała pojęcia ile czasu minęło. Czy długo byli nieprzytomni? Spojrzała obok, gdzie dostrzegła budzącego się Erika i Victorię.
Dopadło ją ponownie to uczucie, to samo, które pojawiło się na samym początku. Nie zniknęło. Nie miała czasu, żeby z nimi dyskutować, o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Nie, kiedy czuła, że wokół nich do życia zaczynają budzić się potwory. Prawdziwe potwory, które mogły nadejść z każdej strony.
- Erik, Victoria. - Krzyknęła głośno do tych, którzy znajdowali się obok. - Potwory, one zaraz się obudzą. - Była tego pewna. Rzuciła jeszcze okiem, żeby zobaczyć, czy jej kuzyni też się tutaj znajdują. Musieli dalej śnić, tak jak ona wcześniej.
- Chodźmy na samą górę, tam będą na pewno, zresztą nie tylko na górze, na piętrze, na samym dole i pod pokładem, one będą wszędzie! - Musieli zacząć likwidować je po kolei, takie było jej zdanie. Najlepiej było zacząć od góry, ciekawe, co powiedzą na to towarzysze niedoli.