10.09.2023, 23:30 ✶
Roześmiana, z biodrami wciąż rozkołysanymi po roli, w jakiej wejście zadała sobie trud by utrzeć nosa niemalże obcej jej kobiecie, podeszła do Desmonda i pochyliła się nad nim, tak blisko, że pojedyncze kosmyki jasnych włosów spłynęły na twarz młodzieńca, którą tak rozpaczliwie pocierał chusteczką. Jakaś część jej duszy wiła się w dzikiej satysfakcji, widząc w jakim stanie jest młody Malfoy (w pierwszej chwili chciała zapytać, czy aby na pewno jest synem swego ojca) oraz mile połechtana faktem, że niejako ma nad nim w tej sytuacji władzę.
— Nie musiałeś od razu mi się zwierzać z tego, że jesteś prawiczkiem — odparła, patrząc mu przy tym prosto w oczy, jakby to w nich starała się znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytania — Chyba, że... — umilkła, marszcząc brwi — Nieważne.
Zostawiła zestresowanego chłopaka w spokoju i zajęła miejsce na kanapie naprzeciwko - tym razem jak przystało - i w milczeniu co kilka chwil unosiła swój kieliszek do ust, zostawiając na szkle karminowe odbicie swoich ust.
— Tu nie chodzi o ciebie, a o całe nasze... środowisko — odparła, z niezadowoleniem stwierdzając, że jej kieliszek w zawrotnym tempie stał się pusty. Odstawiła go na stolik kawowy — Zdziwiłbyś się, jak wielu twoich kolegów - synów czystokrwistych rodów, z rodzicami zajmującymi wysokie ministerialne stanowiska - wpadło w tarapaty, bo dojrzewali w przekonaniu, że wszystko im się należy. Naszym zadaniem, to znaczy prawników, są dyskretne działania, mające na celu, by wszystko rozeszło się po kościach.
Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, ilu cynicznych chłopców w szytych na miarę włoskich garniturach broniła już w ramach swojej krótkiej pracy w kancelarii Crouchów, ile spraw zamieciono pod dywan, ile krzywd nie doczekało się sprawiedliwości. Z drugiej jednak strony, zarobiła na tym mnóstwo pieniędzy, a te były jej niezwykle potrzebne, zwłaszcza teraz, gdy chciała się wyrwać spod surowej miłości rodziców i odzyskać syna, którego istnienie zostało skrzętnie ukryte przed światem.
Pochyliła się do przodu, a jej brew mimowolnie uniosła się ku górze. Skoro nie przyszedł do niej z żadnym ze standardowych kłopotów, to w takim razie z czym? Ciekawość rozdzierała ją od środka, łącząc się jednocześnie z nieprzyjemnym uczuciem, jakim był lęk o Oleandra. W końcu obaj się przyjaźnili...
— Jeśli chcesz, żebym cię upiła, to trzeba było tak od razu — uśmiechnęła się, starając się zachowywać naturalnie, ale jakiś głos z tyłu głowy nadal krzyczał, że powinna zapytać Desmonda o swojego brata. Zignorowała go i podeszła do barku, nalewając dwie pełne szklanki ginu, po czym podała jedną z nich swojemu gościowi. Chwilę potem o mało nie udławiła się trunkiem, gdy poważna propozycja wyrwała się z jego ust. Przyglądała mu się przez chwilę, nie wiedząc, jak powinna odebrać jego słowa, lecz ten wzrok, to przeklęte przenikliwe spojrzenie utwierdzało ją w przekonaniu, że Malfoy mówi poważnie.
— Nie chcę, abyś cokolwiek z tym robił — wyprostowała się — To moja sprawa.
— Nie musiałeś od razu mi się zwierzać z tego, że jesteś prawiczkiem — odparła, patrząc mu przy tym prosto w oczy, jakby to w nich starała się znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytania — Chyba, że... — umilkła, marszcząc brwi — Nieważne.
Zostawiła zestresowanego chłopaka w spokoju i zajęła miejsce na kanapie naprzeciwko - tym razem jak przystało - i w milczeniu co kilka chwil unosiła swój kieliszek do ust, zostawiając na szkle karminowe odbicie swoich ust.
— Tu nie chodzi o ciebie, a o całe nasze... środowisko — odparła, z niezadowoleniem stwierdzając, że jej kieliszek w zawrotnym tempie stał się pusty. Odstawiła go na stolik kawowy — Zdziwiłbyś się, jak wielu twoich kolegów - synów czystokrwistych rodów, z rodzicami zajmującymi wysokie ministerialne stanowiska - wpadło w tarapaty, bo dojrzewali w przekonaniu, że wszystko im się należy. Naszym zadaniem, to znaczy prawników, są dyskretne działania, mające na celu, by wszystko rozeszło się po kościach.
Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, ilu cynicznych chłopców w szytych na miarę włoskich garniturach broniła już w ramach swojej krótkiej pracy w kancelarii Crouchów, ile spraw zamieciono pod dywan, ile krzywd nie doczekało się sprawiedliwości. Z drugiej jednak strony, zarobiła na tym mnóstwo pieniędzy, a te były jej niezwykle potrzebne, zwłaszcza teraz, gdy chciała się wyrwać spod surowej miłości rodziców i odzyskać syna, którego istnienie zostało skrzętnie ukryte przed światem.
Pochyliła się do przodu, a jej brew mimowolnie uniosła się ku górze. Skoro nie przyszedł do niej z żadnym ze standardowych kłopotów, to w takim razie z czym? Ciekawość rozdzierała ją od środka, łącząc się jednocześnie z nieprzyjemnym uczuciem, jakim był lęk o Oleandra. W końcu obaj się przyjaźnili...
— Jeśli chcesz, żebym cię upiła, to trzeba było tak od razu — uśmiechnęła się, starając się zachowywać naturalnie, ale jakiś głos z tyłu głowy nadal krzyczał, że powinna zapytać Desmonda o swojego brata. Zignorowała go i podeszła do barku, nalewając dwie pełne szklanki ginu, po czym podała jedną z nich swojemu gościowi. Chwilę potem o mało nie udławiła się trunkiem, gdy poważna propozycja wyrwała się z jego ust. Przyglądała mu się przez chwilę, nie wiedząc, jak powinna odebrać jego słowa, lecz ten wzrok, to przeklęte przenikliwe spojrzenie utwierdzało ją w przekonaniu, że Malfoy mówi poważnie.
— Nie chcę, abyś cokolwiek z tym robił — wyprostowała się — To moja sprawa.