- Lody to jest najlepsze, co może być. To chyba mój ulubiony wyrób cukierniczy. - Odpowiedziała Brennie. Oczywiście, że nie zabraknie ich w cukierni. Już nie mogła doczekać się pracy nad najbardziej orzeźwiającymi smakami. Limonki, cytrynki, pietruszki, porzeczki - na pewno będzie w czym wybierać, już ona o to zadba. Lato było jej ulubionym czasem w roku, bo większość składników była dostępna od ręki - najważniejsze mogła je zebrać po prostu z ogrodu swoich rodziców.
- Wspaniale. - Powiedziała jeszcze do Brenny. Dobrze było spędzić więcej czasu z przyjaciółką. Wiedziała, że Longbottom ma sporo na głowie, nie chciała się po prostu narzucać, szczególnie, że była w stanie wszystko zrobić sama. Tyle, że Norka naprawdę lubiła mieć towarzystwo, lubiła sobie poplotkować i po prostu mieć świadomość, że ktoś jest tuż obok. Ostatnio jednak wszyscy byli tacy zabiegani... Zresztą ona sama nie do końca miała czas, żeby wyrwać się z cukierni. Rozumiała z czego to wynika i nie miała żadnych pretensji, tyle, że no cóż, czuła się przy tym coraz bardziej samotna, a była człowiekiem, który uwielbiał przebywać z innymi. Wtedy wypełniała ją pozytywna energia, gdy zbyt długo była sama, to zaczynała myśleć, za dużo myśleć o tym wszystkim, co działo się na świecie.
Kiedy Brenna rozpakowywała zakupy Figg nie zwlekała. Wyciągnęła wielki kocioł i postawiła go na palenisku. Ogień był niewielki, nie można było przesadzić z temperaturą. - Śluz gumochłona i sok z chrobotka. - Mruknęła pod nosem i udała się w stronę przyjaciółki. Wzięła wszystkie fiolki, które kupił właśnie z tymi składnikami. - Te chrobotki, jakbyś mogła, tutaj jest nożyk, ponacinać, musimy wycisnąć z nich jak najwięcej soku. - Wręczyła Brennie nóż, wcześniej jednak sama pokazała jej dokładnie jak sobie z tym poradzić. Sama udała się do kociołka z śluzem gumochłona, wlała zawartość wszystkich fiolek do niego. Miały tego sporo, nie rozpisywała sobie proporcji, bo bardzo dobrze je znała. W między czasie wróciła do składników, które podzieliła Longbottom i pochowała je do szafek. - Jak tam, gotowe? - Spojrzała na to, jak szło Brennie, w zasadzie nie było najgorzej. Rzuciła zaklęcie i przeniosła sok z chrobotka do kotła. - Teraz musi się gotować, później dorzucę zioła, jutro powinnam ci wysłać gotowe fiolki, z takiej ilości wyjdzie tego myślę ze dwadzieścia sztuk. - O ile dobrze oszacowała.
Odwróciła się jeszcze na pięcie, bo przypomniała sobie o czymś o co prosiła ją przyjaciółka. Zaczęła grzebać w niewielkiej szafce, wcześniej jednak rzuciła zaklęcie, aby ją otworzyć. Dbała o to, aby nikt nie miał do niej dostępu. - Jest. - Powiedziała do siebie, po czym ruszyła w stronę przyjaciółki. Miała w ręku niewielką fiolkę, którą bardzo mocno ściskała. - Mam coś dla Ciebie, tylko musisz mi obiecać, że nie użyjesz tego dopóki nie będziesz pewna, że to naprawdę koniec. - Nie tak łatwo było jej wręczyć Brennie truciznę, w końcu była jej bardzo bliska, ale rozumiała dlaczego tego potrzebuje. Wręczyła jej fiolkę, której zawartość była ciemna. Znajdował się w niej jad bazyliszka wymieszany z rozdrobnionym owocem cisu i tojadu. Nora wiedziała, że jeśli Brenna spożyje tą miksturę to odejdzie z tego świata w kilka sekund.
Pogawędziły jeszcze chwilę, po czym pożegnała przyjaciółkę wręczając jej przy tym karton pączków dla mieszkańców jej domu.