- Rowena była bardzo mądrą czarownicą, zawsze chciałam być w jej domu, najwyraźniej jednak nie byłam zbyt bystra. Trafiłam tam, gdzie przyjmowano wszystkich. - Odparła z uśmiechem, bo nie miała nic złego na myśli. Lata nauki w Hogwarcie w domu Helgi Hufflepuff wzbudzały w niej tylko i wyłącznie pozytywne wspomnienia, chociaż często ich dom był odbierany jako ten najmniej prestiżowy. Norka, jak Norka, nie szukała w tym głębszego dna, najwyraźniej tak się miało wydarzyć. Nie uważała się za jakąś specjalnie uzdolnioną czarownicę, zaklęcia gospodarcze jej wychodziły, a to było najważniejsze. Zdecydowanie dużo bardziej lubiła łączyć różne składniki i tworzyć z nich inne rzeczy.
- Wiesz, dają najwięcej tych kart, których nikt nie chce mieć. Taki Slytherin, jego poglądy były kontrowersyjne, mało kto się z nimi zgadza... - Nie uważała, że Salazar był czarodziejem, którego warto było naśladować, nie, żeby negowała jego umiejętności magiczne, tyle że poglądy miał parszywe i temu nie potrafiła pozostać obojętna.
- Zwrócę większą uwagę na to, co Mabel znajduje w kartach, nie znam się na tym specjalnie, ale jak ktoś zwróci moją uwagę to ci podeślę, myślę, że nie będzie miała nic przeciwko, jej raczej obojętne kto jest na obrazku. - Wiedziała, że Brenn kolekcjonuje karty, może uda jej się dorzucić coś ciekawego do tego zbioru.
Norka sięgnęła do torby, którą ze sobą przyniosła. Miała niewielką dostawę dla Zakonu Feniksa oraz coś specjalnego. Bombonierkę w ślicznym różowym kartonie, w kształcie piwonii. W środku znajdowały się czekoladki, w różnych kolorach - były bowiem zrobione z odmiennych rodzajów czekolady. - Po pierwsze, w tej torbie na dole są eliksiry, udało mi się uwarzyć veritaserum, masz tam jedną fiolkę, może się przydać. Trzy fiolki eliksiru niewidzialności i pięć fiolek eliksiru powodującego kurczenie się ludzi i zwierząt. - Powoli zaopatrywała Zakon w mikstury, które mogły im się przydać w najróżniejszych sytuacjach.
- Bombonierka na osłodę. - Dodała jeszcze, po czym sama sięgnęła po jedną czekoladkę. Tą ciemną, lubiła bowiem smak gorzkiej czekolady. Zjadła ją jednym gryzem.
Spoglądała na przyjaciółkę, kiedy ta zapytała ją o Erika. Faktycznie dziwnie się czuła po Beltane, ale przecież zawsze się o niego martwiła. Tak już miała, był jej najbliższym przyjacielem. Tęskniła też za nim bardziej, jednak wiedziała, że nie do końca ma czas, żeby się z nią spotykać. - Nie czuję się specjalnie przez Erika zaniedbana, wiem, że to osoba bardzo zapracowana...