Gerry była bardzo ciekawska. Nie mogła się doczekać, kiedy sama trafi do Hogwartu. Brat zawsze z taką pasją opowiadał jej o Szkole Magii Czarodziejstwa, że bardzo chciała się tam znaleźć. W końcu dostała wyczekiwany list i sama mogła sprawdzić, czy faktycznie jest to takie niesamowite miejsce, jak mówił. Była zachwycona. Zamek był ogromny, wierzyła w to, że w ciągu kilku najbliższych lat zdoła poznać jego wszystkie tajemnice.
- Oby się pogodził. Nie sądziłam, że tak się stanie, ale przecież nic w tym złego. - Spoglądała na brata, żeby dostrzec jego minę. Miała nadzieję, że faktycznie tak myśli, a nie że po prostu próbuje ją pocieszyć. Ktoś, kiedyś musiał być przecież przydzielony gdzieś indziej. W końcu i w ich rodzinie mogli znaleźć się tacy, którzy byli inni od reszty. Dlaczego to musiała być właśnie Gerry? Nie miała pojęcia, wiedziała jedynie, że będzie godnie reprezentować ich familię w Gryffindorze. Co by się nie działo. Będą z niej dumni.
- Uwielbiam wyzwania! - Taki już miała charakter. Im trudniej było osiągnąć sukces, tym większa satysfakcję przynosił. Nie miała zamiaru osiąść na laurach, zamierzała pokazać braciom, że jest godnym przeciwnikiem. Jak zawsze. Ger kochała rywalizację.
- Oczywiście, że wam powiem. - Odparła z uśmiechem, chociaż nigdy by tego nie zrobiła. Nie przyszłaby do nich ze swoimi problemami, była zdania, że swoje sprawy powinna załatwiać sama. Nie chciała być uznana za słabszą, uważała, że zawsze sobie poradzi, z każdym problemem.
Pogawędzili sobie jeszcze chwilę, a później musieli wrócić na lekcję. Była spokojniejsza po tej krótkiej pogawędce z bratem.