11.09.2023, 16:08 ✶
Brenna... Brenna nie ufała prawie nikomu. Wielu ludzi kochała, jeszcze większej ilości pragnęła pomóc, ale zaufanie umierało w niej systematycznie, choć powoli. Gorycz, gniew i nieufność kłębiły się gdzieś w jej duszy wraz z każdą kolejną ofiarą śmierciożerców.
Ale była na to gotowa, jeżeli dzięki temu Nora nie musiała się zmieniać. Takie osoby jak panna Figg, jak Danielle, jak Fergus, nie powinny patrzeć w ciemność i ktoś musiał robić to za nich.
- Nie popieram jego poglądów. Zastanawiam się, co sprawiło, że tak się zradykalizował. Czy może zawsze był taki, a reszta Założycieli przymykała na to oka? - zastanowiła się Brenna. Oczywiście, że nie zgadzała się z Salazarem i miała go za niezbyt przyjemną postać. Ale czasem zastanawiała się, co do tego doprowadziło. Przecież nie mógł być taki zawsze. Musiał istnieć powód, dla którego Godryk kochał go jak brata. – Ale nie zwracaj na mnie uwagi, chyba mugolskie książki absolutnie zepsuły mój umysł. I to już dawno, przynajmniej tak pewnie myśli moja mama… Och, sprytna mała, wie, kiedy milczeć. Na pewno daleko zajdzie. I jestem absolutnie pewna, że by zauważyła. Erik kiedyś zabrał mi jedną kartę i zapewniam, że nie uszło to mojej uwadze. Nie prowokuj dziecka, Norka!
Brenna patrzyła na Mabel trochę przez różowe okulary. Uważała ją za najmądrzejszą i najładniejszą dziewczynkę pod słońcem i szczerze wierzyła we własne słowa. Chociaż gdyby Mabel została po prostu gospodynią domową, to Brenna i to by zaakceptowała i nie kochała jej ani trochę mniej.
Inna sprawa, że nie sądziła, że przeżyje dość długo, aby to zobaczyć.
Szerzej otworzyła oczy, gdy Nora zaczęła wypowiadać kolejne słowa. Rymowanką. Poskładanie tu faktów nie było specjalnie trudne, głównie dlatego, że kiedyś jeden z wypieków panny Figg już sprawił, że Brenna zaczęła rymować jak szalona.
- Na tego, co zje czekoladkę, dziwny czar spada, i tylko rymami potem gada - oświadczyła, a potem zachichotała mimowolnie, tak durnie to brzmiało. Spojrzała na Nora pytająco. Zastanawiała się, jak długo to potrwa. Bo jeżeli dłużej, to wolała iść do specjalisty, nie mogła rymować jutro w pracy. Figg znała się na eliksirach jakieś dziesięć razy lepiej niż Brenna, być może więc rozumiała lepiej, co tutaj się stało…
Ale była na to gotowa, jeżeli dzięki temu Nora nie musiała się zmieniać. Takie osoby jak panna Figg, jak Danielle, jak Fergus, nie powinny patrzeć w ciemność i ktoś musiał robić to za nich.
- Nie popieram jego poglądów. Zastanawiam się, co sprawiło, że tak się zradykalizował. Czy może zawsze był taki, a reszta Założycieli przymykała na to oka? - zastanowiła się Brenna. Oczywiście, że nie zgadzała się z Salazarem i miała go za niezbyt przyjemną postać. Ale czasem zastanawiała się, co do tego doprowadziło. Przecież nie mógł być taki zawsze. Musiał istnieć powód, dla którego Godryk kochał go jak brata. – Ale nie zwracaj na mnie uwagi, chyba mugolskie książki absolutnie zepsuły mój umysł. I to już dawno, przynajmniej tak pewnie myśli moja mama… Och, sprytna mała, wie, kiedy milczeć. Na pewno daleko zajdzie. I jestem absolutnie pewna, że by zauważyła. Erik kiedyś zabrał mi jedną kartę i zapewniam, że nie uszło to mojej uwadze. Nie prowokuj dziecka, Norka!
Brenna patrzyła na Mabel trochę przez różowe okulary. Uważała ją za najmądrzejszą i najładniejszą dziewczynkę pod słońcem i szczerze wierzyła we własne słowa. Chociaż gdyby Mabel została po prostu gospodynią domową, to Brenna i to by zaakceptowała i nie kochała jej ani trochę mniej.
Inna sprawa, że nie sądziła, że przeżyje dość długo, aby to zobaczyć.
Szerzej otworzyła oczy, gdy Nora zaczęła wypowiadać kolejne słowa. Rymowanką. Poskładanie tu faktów nie było specjalnie trudne, głównie dlatego, że kiedyś jeden z wypieków panny Figg już sprawił, że Brenna zaczęła rymować jak szalona.
- Na tego, co zje czekoladkę, dziwny czar spada, i tylko rymami potem gada - oświadczyła, a potem zachichotała mimowolnie, tak durnie to brzmiało. Spojrzała na Nora pytająco. Zastanawiała się, jak długo to potrwa. Bo jeżeli dłużej, to wolała iść do specjalisty, nie mogła rymować jutro w pracy. Figg znała się na eliksirach jakieś dziesięć razy lepiej niż Brenna, być może więc rozumiała lepiej, co tutaj się stało…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.