11.09.2023, 20:07 ✶
– Specjalnie dla ciebie rozstawimy wszędzie jeszcze świeczki. A może sprowadzimy też kilka nietoperzy i… – paplała Brenna z rozbawieniem, ale tak naprawdę to, że szła przez Nokturn obejmując kuzynkę i zaśmiewając się w głos, przez co zapewne wyglądały równie wariacko, jak sam Bulstrode, nie znaczyło, że straciła czujność. Kiedy zdała sobie sprawę z tego, że ktoś idzie prosto w ich stronę, błyskawicznie wyciągnęła różdżkę, jednocześnie puszczając Mavelle.
A jakieś dwie sekundy później opuściła ją, przepełniona absolutnym niedowierzaniem.
Nie zrobił tego. Nie przyszedł za nią na ten cholerny Nokturn.
Może to przez zaskoczenie, może paskudne pokłosie rytuału, ale przez moment nie pamiętała, że była na niego zła. Na całe szczęście, Atreus postanowił się odezwać i przypomniał jej, że powinna być zirytowana. Może nie wściekła już – jej gniew zwykle był ukierunkowany na śmierciożerców i osoby raniące jej bliskich – ale na pewno zirytowana. Mimo tego, że jakaś jej część głupio cieszyła się na jego widok, ale złość jednak to przyćmiewała. Nie wiedziała, że zaczęło się od głupiego liściku. Ani że Anthony nie powtarzał plotek, które chodziły po całym Ministerstwie, i które mogły zmusić ją do bardzo wielu tłumaczeń przed matką – nie przed ojcem, on pewnie udawałby, że o niczym nie wie, a matką właśnie – a to, co naopowiadał mu kuzyn.
Albo przed bratem. O zgrozo.
Właściwie nawet gdyby wiedziała, to pewnie i tak załamałaby ręce nad tym, co napisał do Stanleya.
- Zabawne, że to akurat ty mówisz o robieniu na złość. W ogóle, co ty tu robisz, Bulstrode? Ja, ty, ciemna ulica, nie boisz się, że się nie powstrzymam i rzucę się na ciebie w jakimś ciemnym zaułku? – palnęła, jednocześnie lewą dłonią tak na wszelki wypadek chwytając kuzynkę za rękę. Ścisnęła jej palce w niemym komunikacie „później”. Wyjaśni to wszystko później. Wybitnie nie pasowała jej taka publika, bo Brenna wolała absolutnie nikomu nie wspominać o całej tej sytuacji, ale z dwojga złego lepiej, że była tutaj z Mavelle niż z Heather, Erikiem albo kimś obcym. – Czekaj, niech sobie przypomnę, jak to szło. „Mówią, że się do niego przykleiłaś i nie dajesz mu spokoju, jak taka wiesz” – wyrecytowała mniej więcej to, co powiedział Borgin. Było tam też chyba coś o upatrzeniu sobie kogoś, ale tego fragmentu nie zapamiętała, bo w uszach dzwoniło jej ze złości.
– Nie, nie mam, kocham patrole na Nokturnie, właśnie to chcę dzisiaj robić. Z drogi, spieszymy się – oświadczyła i pociągnęła kuzynkę, chcąc po prostu go wyminąć.
Bo ona też była słowna, i mógł sobie, kurwa, próbować, tak jak napisała – nie było mowy, żeby nie poszła pod ten budynek, skoro obiecała to Rhyndzie.
A jakieś dwie sekundy później opuściła ją, przepełniona absolutnym niedowierzaniem.
Nie zrobił tego. Nie przyszedł za nią na ten cholerny Nokturn.
Może to przez zaskoczenie, może paskudne pokłosie rytuału, ale przez moment nie pamiętała, że była na niego zła. Na całe szczęście, Atreus postanowił się odezwać i przypomniał jej, że powinna być zirytowana. Może nie wściekła już – jej gniew zwykle był ukierunkowany na śmierciożerców i osoby raniące jej bliskich – ale na pewno zirytowana. Mimo tego, że jakaś jej część głupio cieszyła się na jego widok, ale złość jednak to przyćmiewała. Nie wiedziała, że zaczęło się od głupiego liściku. Ani że Anthony nie powtarzał plotek, które chodziły po całym Ministerstwie, i które mogły zmusić ją do bardzo wielu tłumaczeń przed matką – nie przed ojcem, on pewnie udawałby, że o niczym nie wie, a matką właśnie – a to, co naopowiadał mu kuzyn.
Albo przed bratem. O zgrozo.
Właściwie nawet gdyby wiedziała, to pewnie i tak załamałaby ręce nad tym, co napisał do Stanleya.
- Zabawne, że to akurat ty mówisz o robieniu na złość. W ogóle, co ty tu robisz, Bulstrode? Ja, ty, ciemna ulica, nie boisz się, że się nie powstrzymam i rzucę się na ciebie w jakimś ciemnym zaułku? – palnęła, jednocześnie lewą dłonią tak na wszelki wypadek chwytając kuzynkę za rękę. Ścisnęła jej palce w niemym komunikacie „później”. Wyjaśni to wszystko później. Wybitnie nie pasowała jej taka publika, bo Brenna wolała absolutnie nikomu nie wspominać o całej tej sytuacji, ale z dwojga złego lepiej, że była tutaj z Mavelle niż z Heather, Erikiem albo kimś obcym. – Czekaj, niech sobie przypomnę, jak to szło. „Mówią, że się do niego przykleiłaś i nie dajesz mu spokoju, jak taka wiesz” – wyrecytowała mniej więcej to, co powiedział Borgin. Było tam też chyba coś o upatrzeniu sobie kogoś, ale tego fragmentu nie zapamiętała, bo w uszach dzwoniło jej ze złości.
– Nie, nie mam, kocham patrole na Nokturnie, właśnie to chcę dzisiaj robić. Z drogi, spieszymy się – oświadczyła i pociągnęła kuzynkę, chcąc po prostu go wyminąć.
Bo ona też była słowna, i mógł sobie, kurwa, próbować, tak jak napisała – nie było mowy, żeby nie poszła pod ten budynek, skoro obiecała to Rhyndzie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.