W takich miejscach, jak "Rose Noire", Nicholas nie pojawiał się zbyt często. Jedynie wtedy, kiedy nachodziła go taka potrzeba. Zrelaksowania się i doznania innego towarzystwa. Nie posiadał jeszcze żony, nie musiał przejmować się niczym. Jedynie może tym, żeby nikt z rodziny czy innych znanych mu osób, nie zobaczyły go tutaj. Uprzyjemniającego sobie czas nie z kobietami, ale z mężczyznami.
Aż tak bogaty nie był, lecz mógł pozwolić sobie raz na jakiś czas, na pobyt w tym miejscu. Pojawiał się tutaj najczęściej o późnych porach. Gdzie na ulicach coraz mniej ludzi przemieszczało się. Odziany w tradycyjną czerń, garnitur i szata, z narzuconym kapturem na głowę, wszedł do wnętrza "Rose Noire". Od razu skierował do pracownika, życząc sobie rozmowę z właścicielem. Yaxley dobrze zapłacił, oczekując czegoś wyjątkowego, nic zwyczajnego. Lubił nowości i wyzwania. A ów Dante, jak go zwano, miał coś do zaoferowania. Jak to mówi słynne stare powiedzenie „Klient nasz Pan”.
Yaxley zaprowadzony został do odpowiedniego pomieszczenia. Otrzymał maskę, która mogła skrywać jego tożsamość, dla bezpieczeństwa. Podziękował skinieniem głowy. Pomieszczenie przygotowywało w między czasie dwie panny, gdzie jedna przygotowała wino a druga zajęła kadzidłem jego amortencji - sosny. Miał się zrelaksować, uspokoić. Dzięki temu wszystkie napięcia i nerwy mogły zejść na bok. Zostawiony sam w pomieszczeniu, rozejrzał się badając teren. Co w nim znajduje, co może wykorzystać, czego brakowało. To miejsce jednak miało swoje zasady, którym nawet on jako klient musiał przestrzegać. Znał je. To nie był jego pierwszy raz tutaj. Jedno z tajemniczych miejsc, do których samotnie się udaje.
Na jeden z foteli postawił torbę i rzucił na niego swoją szatę. Założył maskę i rozpiął marynarkę. Pracował do późna, nie myślał o tym, aby najpierw ogarnąć sobie posiłek. Miał inną potrzebę. A późna kolacja może jeszcze poczekać. Usiadł na sofie, gdzie obok na stoliku był przygotowany napój.
Długo nie kazano mu czekać. Drzwi się otworzyły, a do środka wręcz wprowadzono interesującą osobę. O ile Yaxleyowie słynęli z wiedzy i badaniu magicznych zwierząt, Nicholas nie spodziewał się dostać na ten wieczór - Selkie.
Biel kontrastująca się z otoczeniem. Magiczne morskie oczy, mogły napotkać chłodne i zimne siedzącego na sofie czarodzieja, któremu będzie towarzyszyć.
Przywitał się i wstał. Ton Nicholasa nie należał do ciepłych. Był bez emocji, chłodny i poważny. Rzadko kiedy się uśmiechał. Schował ręce do kieszeni i na początek postanowił sobie obejrzeć młodzieńca z każdej strony. Jasne włosy, może nawet i jaśniejsze od Yaxleya. Niczym Syrena mógł hipnotyzować głosem lub wzrokiem. A jego ciało, aż pragnęło się go dotknąć. Nicholas po zrobieniu okrążenia, stanął za nim i pomógł zdjąć mu szatę. Chciał ujrzeć więcej.
- Długo tutaj jesteś?
Zapytał go z czystej ciekawości.