11.09.2023, 22:44 ✶
Brenna szukała światła. I bardzo pilnowała, by po prostu cieszyć się chwilą, czerpać z życia na każdym kroku, szukać drobnych radości – jak spacer z psami, spotkanie z przyjaciółką czy karta z czekoladowej żaby. Paplała, uśmiechała się i to, co było ciemne, próbowała zamykać gdzieś na dnie duszy.
Ale to gdzieś tam tkwiło i cieszyła się, że tak nie jest w przypadku Nory, chociaż życie Figg wcale nie było usłane różami i na wszystko musiała ciężko pracować.
- Żebym jeszcze od nich zmądrzała, a nie tylko dużo myślała – stwierdziła Brenna, a w jej głosie pobrzmiewał śmiech. – Też tego dla niej chcę – westchnęła tylko, bo tak, wierzyła w możliwości Mabel, chciała, aby ta wiele osiągnęła – w czymkolwiek sobie zamarzy – ale w dzisiejszych czasach to było najważniejsze.
Żeby była żywa.
Żeby była bezpieczna.
I tak szczęśliwa, jak to tylko możliwe.
Gdy już zaczęły trzymać się ich te wszystkie rymowanki, Brenna przyjrzała się czekoladkom bardzo podejrzliwie. Gdyby to nie była bombonierka chyba robiona przez kogoś, nie kupiona w sklepie, Brenna zapewne zaczęłaby odczytywać umieszczone na opakowaniu napisy. Odetchnęła ze szczerą ulgą, kiedy Nora wspomniała o całej nocy – mogła porymować sobie przez jedną noc, ale nie chciała robić tego przez kolejny dzień czy o zgrozo, tydzień… Co by powiedział Bones, gdyby jedna z jego Brygadzistek zaczęła przesłuchiwać ludzi przy okazji rymując…?
- Myślę, że nie będzie łatwa ta rozmowa, kiedy rymuje się nasza mowa – powiedziała, uśmiechając się do Nory trochę przepraszająco. I tak przesiedziały tutaj prawie godzinę, chociaż Brenna planowała spędzić z nią początkowo jeszcze jedną. Ale w tej chwili… Po prostu trochę ciężko było rozmawiać, kiedy nagle obie próbowały rywalizować z Williamem Blake’m, ale żadna nie miała jego talentu. Trochę to Brennę bawiło, nie przejęła się więc jakoś szczególnie, nadeszła jednak pora, aby się zbierać.
Wyciągnęła z kieszeni sakiewkę, by zostawić zapłatę za ich napoje na stole, a potem podniosła rzeczy, przyniesione przez Norę. Chciała odprowadzić pannę Figg pod kawiarnię, a następnie aportować się do domu.
Ale to gdzieś tam tkwiło i cieszyła się, że tak nie jest w przypadku Nory, chociaż życie Figg wcale nie było usłane różami i na wszystko musiała ciężko pracować.
- Żebym jeszcze od nich zmądrzała, a nie tylko dużo myślała – stwierdziła Brenna, a w jej głosie pobrzmiewał śmiech. – Też tego dla niej chcę – westchnęła tylko, bo tak, wierzyła w możliwości Mabel, chciała, aby ta wiele osiągnęła – w czymkolwiek sobie zamarzy – ale w dzisiejszych czasach to było najważniejsze.
Żeby była żywa.
Żeby była bezpieczna.
I tak szczęśliwa, jak to tylko możliwe.
Gdy już zaczęły trzymać się ich te wszystkie rymowanki, Brenna przyjrzała się czekoladkom bardzo podejrzliwie. Gdyby to nie była bombonierka chyba robiona przez kogoś, nie kupiona w sklepie, Brenna zapewne zaczęłaby odczytywać umieszczone na opakowaniu napisy. Odetchnęła ze szczerą ulgą, kiedy Nora wspomniała o całej nocy – mogła porymować sobie przez jedną noc, ale nie chciała robić tego przez kolejny dzień czy o zgrozo, tydzień… Co by powiedział Bones, gdyby jedna z jego Brygadzistek zaczęła przesłuchiwać ludzi przy okazji rymując…?
- Myślę, że nie będzie łatwa ta rozmowa, kiedy rymuje się nasza mowa – powiedziała, uśmiechając się do Nory trochę przepraszająco. I tak przesiedziały tutaj prawie godzinę, chociaż Brenna planowała spędzić z nią początkowo jeszcze jedną. Ale w tej chwili… Po prostu trochę ciężko było rozmawiać, kiedy nagle obie próbowały rywalizować z Williamem Blake’m, ale żadna nie miała jego talentu. Trochę to Brennę bawiło, nie przejęła się więc jakoś szczególnie, nadeszła jednak pora, aby się zbierać.
Wyciągnęła z kieszeni sakiewkę, by zostawić zapłatę za ich napoje na stole, a potem podniosła rzeczy, przyniesione przez Norę. Chciała odprowadzić pannę Figg pod kawiarnię, a następnie aportować się do domu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.