Brenna szukała światła, a Nora była takim światłem. Mimo tego, co przeżyła, mimo, że musiała szybko dorosnąć, to nadal można było w niej dostrzec coś z dziecka. Patrzyła na świat szukając jedynie dobra. Wszystko, co złe jej umykało. Jak w każdej bajcie, dobro musiało zwyciężyć. Nie umiała sobie wyobrazić, że będzie inaczej. Może było to dosyć naiwne, cóż, takie już miała podejście. Nie zamierzała pozwolić, żeby Voldemort i jego poplecznicy je zmienili.
- Wiesz, dużo myślenia niesie ze sobą inne skutki, może jakiś procent idzie na zmądrzenie? - Humor jej dopisywał. Bardzo cieszyła się z tego spotkania ze swoją przyjaciółką, zresztą jak z każdego, do którego dochodziło. Naprawdę miło jej było, że o niej nie zapomina, mimo, że nie mogła jej poświęcić tyle czasu, co kiedyś. Doceniała te rzadkie spotkania jeszcze bardziej. Miała nadzieję, że kiedy się to skończy wszystko wróci do normy. Trochę brakowało jej najbliższych, którzy musieli gonić, wiecznie pędzić, bo tak wiele się działo. Nie miała im tego za złe, wiedziała, że tak po prostu teraz wygląda świat, ale wróci do normy. Wkrótce - tego się trzymała. Jeszcze będzie przepięknie.
- Ma niezłe wsparcie, myślę, że faktycznie może jej się to udać. - Mimo tego, że Mabel nie miała ojca otaczało ją naprawdę spore grono osób, które życzyło jej bardzo dobrze. Dbali o nią, dawali to, czego potrzebowała, przede wszystkim ciepło. Naprawdę mogła czuć się kochana, a to było to, co Nora uważała za najistotniejsze, chociaż nie mogła też narzekać na dobra materialne, którymi mała była zasypywana.
To musiała być Wendy. Norka opracowywała kilka nowych receptur, żeby dorzucić coś specjalnego do swojej oferty, jednak sama nie zamierzała tego testować. Niestety wyszło jak zawsze... jeśli czegoś sama nie dopilnowała, to nie mogło się udać. Będzie musiała porozmawiać z dziewczyną, aby ta była bardziej uważna. Kto wie, co jeszcze do czego mogła dorzucić. Może lepiej, żeby Nora nie wiedziała...
- Rymy, czy nie, wcale nie jest źle. - Zachichotała, bo efekt nadal się utrzymywał. Najwyraźniej, jak przewidywała będzie im to towarzyszyło do nocy. Na pewno zniknie o poranku, eliksir, który przygotowała nie był specjalnie trwały. - Chodźmy więc dalej towarzyszu niedoli, niech nas los zadowoli. - Gdyby jeszcze te rymy miały jakiś sens... Miała jednak wrażenie, że nie mają żadnego, musiała się z tym pogodzić, póki co. Powinna zamknąć się na zapleczu i nie pokazywać klientom, bo jeszcze pomyślą, że zwariowała do reszty.
Powoli zaczęły zbierać się do wyjścia. Brenna zaoferowała Norce podwózkę, znaczy odprowadzkę, także zamierzała z niej skorzystać. Ceniła sobie każdą wspólną chwilę spędzoną razem, nie było ich ostatnio zbyt wiele. Gawędziły jeszcze po drodze rymując, chociaż gawędzenie to chyba zbyt dużo powiedziane, próbowały skleić słowa.