12.09.2023, 00:17 ✶
Nawet okiem nie mrugnął na te dwie różdżki, które jak na zawołanie podniosły się w jego stronę. I tak to chyba był cud, że w ogóle w tym całym chichocie zorientowały się, że ktoś w ogóle do nich podszedł. Nie wspominając już o tym, że wcale nie przyszedł tutaj żeby machać kijami, albo porównywać kto miał dłuższy.
- Co ja...?! - obruszył się wyraźnie, marszcząc na nią brwi. - Co ja tu robię? Dokładnie to samo co ty, robię na złość - obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów, jakby się z kimś na rozumy pozamieniała właśnie, albo robiła sobie z niego nieprzyjemne żarty. - Oh, uwierz mi, jesteśmy już w takim momencie, że wolałbym żebyś to właśnie zrobiła. Mam wrażenie, że byłoby to o wiele prostsze - odpowiedział kwaśno, mimowolnie podążając spojrzeniem za jej gestem, którym wstrzymała Mavelle. Poświęcił jednak drugiej kobiecie zaledwie ułamek sekundy, szybko wracając do wbijania rozgorączkowanego spojrzenia w powód, dla którego się tu w ogóle dzisiaj znalazł.
Niby czego się spodziewała? Że będzie siedział w domu i czekał, aż coś ją na tym nokturnie postanowi zadźgać? Aż coś, tak jak sama powiedziała, rzuci się na nią w ciemnym zaułku, bo nie będzie mogło się powstrzymać. Sama powiedziała, a przynajmniej brzmiała, jakby doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że miał tendencję do robię na przekór innym, specjalnie tylko żeby pograć im na nerwach. No więc teraz byli oboje, na śmierdzącym Nokturnie, odgrywając istną symfonię.
- O czym ty w ogóle...? - spojrzał na nią znowu tak samo, jakby nie wiedział skąd się urwała, ani co miała na myśli. Ale potem zębatki w jego głowie poruszyły się, jakby z ociąganiem, ale dość szybko nabrały rozpędu. - Ty naprawdę uważasz, że mnie bawi coś takiego? - fuknął, bardziej w tym momencie zły nie na nią, a na Borgina. Jednego i drugiego. Idioci, jeden z drugim się dobrali. Dobre dusze. Najlepsi przyjaciele.
Kiedy ruszyła, ciągnąc za sobą w Bones, automatycznie zrobił krok w bok, chcąc im zagrodzić ścieżkę. Szybko jednak uświadomił sobie, że to błąd - i przez wzgląd na Brennę i przez towarzyszącą jej Mavelle. Mógł się przepychać z tą pierwszą, ale towarzystwo drugiej nieco wszystko utrudniało. Rozumiał też, że nawet jeśli Longbottom sama zgłosiła się na patrol, to wciąż faktycznie musiała go odbyć. Zaczął więc iść do tyłu.
- Że bawi mnie robienie sobie pod górkę i sobie i tobie? - podniósł ręce do góry, gestykulując między nimi. Bones zwyczajnie ignorował kiedy tylko mógł. Tak było łatwiej. Łatwiej skoncentrować się na sobie i na tym, by cokolwiek znajdowało się między nim i Brenną, nie rozproszyło. Z resztą... to też nie było tak, że Mavelle się w tę całą rozmowę wtrącała. - Otóż, dla twojej informacji, nie. I cokolwiek Borgin ci powiedział, nie mam bladego pojęcia skąd wytrzasnął pomysł, że są takie plotki. Mavelle - zwrócił się do Bones, nagle przerzucając na nią spojrzenie. Zniecierpliwione i rozdrażnione. - Słyszałaś coś? Ktoś coś mówił? O mnie i Brennie? - czuł się dziwnie, nazywając ją po imieniu. Robił to... w sumie nigdy. Zawsze, wręcz z uporem maniaka zwracał się do niej tylko i wyłącznie po nazwisku, teraz jednak jej imię wydało mu się o wiele bardziej naturalne. O wiele bardziej na miejscu. I o wiele przyjemniejsze w brzmieniu.
- Co ja...?! - obruszył się wyraźnie, marszcząc na nią brwi. - Co ja tu robię? Dokładnie to samo co ty, robię na złość - obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów, jakby się z kimś na rozumy pozamieniała właśnie, albo robiła sobie z niego nieprzyjemne żarty. - Oh, uwierz mi, jesteśmy już w takim momencie, że wolałbym żebyś to właśnie zrobiła. Mam wrażenie, że byłoby to o wiele prostsze - odpowiedział kwaśno, mimowolnie podążając spojrzeniem za jej gestem, którym wstrzymała Mavelle. Poświęcił jednak drugiej kobiecie zaledwie ułamek sekundy, szybko wracając do wbijania rozgorączkowanego spojrzenia w powód, dla którego się tu w ogóle dzisiaj znalazł.
Niby czego się spodziewała? Że będzie siedział w domu i czekał, aż coś ją na tym nokturnie postanowi zadźgać? Aż coś, tak jak sama powiedziała, rzuci się na nią w ciemnym zaułku, bo nie będzie mogło się powstrzymać. Sama powiedziała, a przynajmniej brzmiała, jakby doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że miał tendencję do robię na przekór innym, specjalnie tylko żeby pograć im na nerwach. No więc teraz byli oboje, na śmierdzącym Nokturnie, odgrywając istną symfonię.
- O czym ty w ogóle...? - spojrzał na nią znowu tak samo, jakby nie wiedział skąd się urwała, ani co miała na myśli. Ale potem zębatki w jego głowie poruszyły się, jakby z ociąganiem, ale dość szybko nabrały rozpędu. - Ty naprawdę uważasz, że mnie bawi coś takiego? - fuknął, bardziej w tym momencie zły nie na nią, a na Borgina. Jednego i drugiego. Idioci, jeden z drugim się dobrali. Dobre dusze. Najlepsi przyjaciele.
Kiedy ruszyła, ciągnąc za sobą w Bones, automatycznie zrobił krok w bok, chcąc im zagrodzić ścieżkę. Szybko jednak uświadomił sobie, że to błąd - i przez wzgląd na Brennę i przez towarzyszącą jej Mavelle. Mógł się przepychać z tą pierwszą, ale towarzystwo drugiej nieco wszystko utrudniało. Rozumiał też, że nawet jeśli Longbottom sama zgłosiła się na patrol, to wciąż faktycznie musiała go odbyć. Zaczął więc iść do tyłu.
- Że bawi mnie robienie sobie pod górkę i sobie i tobie? - podniósł ręce do góry, gestykulując między nimi. Bones zwyczajnie ignorował kiedy tylko mógł. Tak było łatwiej. Łatwiej skoncentrować się na sobie i na tym, by cokolwiek znajdowało się między nim i Brenną, nie rozproszyło. Z resztą... to też nie było tak, że Mavelle się w tę całą rozmowę wtrącała. - Otóż, dla twojej informacji, nie. I cokolwiek Borgin ci powiedział, nie mam bladego pojęcia skąd wytrzasnął pomysł, że są takie plotki. Mavelle - zwrócił się do Bones, nagle przerzucając na nią spojrzenie. Zniecierpliwione i rozdrażnione. - Słyszałaś coś? Ktoś coś mówił? O mnie i Brennie? - czuł się dziwnie, nazywając ją po imieniu. Robił to... w sumie nigdy. Zawsze, wręcz z uporem maniaka zwracał się do niej tylko i wyłącznie po nazwisku, teraz jednak jej imię wydało mu się o wiele bardziej naturalne. O wiele bardziej na miejscu. I o wiele przyjemniejsze w brzmieniu.