Racja, niuchacze nie występowały naturalnie na terenach pustynnych. Tam mieli inne stworzenia, równie bogatą faunę jak i florę, tylko nie była widoczna gołym okiem, kiedy przeglądałeś się w morzu złota. Ale jeśli wiesz, na co patrzeć... Tak i przebywając tam - Laurent spoglądał. Bo w końcu, korzystając z wycieczki, zamierzał zobaczyć coś więcej niż tylko konie arabskie. Nie żeby to samo w sobie nie było warte wycieczki, ale trochę szkoda zmarnować cały zachód związany z podróżą. Nie znał też zupełnie tego, czego uczyli w ichniejszej szkole. Podejrzewał, że jeśli nawet chodziło o opiekę nad magicznymi stworzeniami to mieli do czynienia raczej z ichniejszymi, a nie z... no na przykład z niuchaczami. Oprócz tego, że były niektóre zwierzęta, które znano wszędzie i o których się chyba wszędzie też mówiło. Jak abraksany chociażby.
- Jeśli - podkreślił to słowo - wierzyć badaniom to cała magia kryje się rzeczywiście w ich zmyśle powonienia. Co jest niesamowite, bo nie przeszkadzają im jednocześnie bodźce zapachowe w bardziej intensywnej ilości. Jak na przykład pranie, pod którym zanurkował. - Magiczne Stworzenia ogólnie były niesamowite. Nie bez powodu zresztą były właśnie określane mianem magicznych, takich, które nie pasują do świata mugoli, ponieważ miały w sobie coś, co wyróżniało je na tle zwykłych zwierząt. Potrafiły rzeczy, które nie były wytłumaczalne prostą nauką - albo i tą nauką bardziej skomplikowaną. Kobieta wydawała się zainteresowana tematem, dlatego nie miał oporów, żeby jej trochę o niuchaczach opowiedzieć. Kim był, żeby odmawiać wiedzy kobiecie, która ją łaknęła! Czasami po prostu należało uważać wychodząc z takimi tematami, bo nie każdy musiał zainteresowany być. Niektórzy zaś tylko ciekawość udawali. Ludzie po prostu nie byli zero jedynkowi w swoich reakcjach, a szczerość to... szczerość zamieniła się w słowo-pułapkę przez politykę.
- Kiedyś ją bardzo chętnie zobaczę, lub chociaż część z kolekcji, która brzmi dość pokaźnie. - Owszem, kobieta nie była jeszcze babcią, żeby mówić, że ma nazbierane CAŁE ŻYCIE w swojej gablotce, ale brzmiało to tak, jakby rzeczywiście miała już sporo rzeczy. Czy posiadała na to faktycznie gablotkę? Trzymała w skrzynce? Albo może w ogóle jakoś sobie przygotowała ich wystawę w pokoju? Już sam fakt tego, jak ludzie takie rzeczy trzymali mógł wiele powiedzieć o drugiej osobie. - Dla jednego kamyk może być śmieciem, dla innego przypomina o przeżytej miłości. - Sentymentalność więc miała różne podłoża, a tutaj była więcej niż zrozumiała. Nawet jeśli Laurent nie miał skłonności do wielkiego zbieractwa to też miał rzeczy, które zachowywał na pamiątkę BO COŚ TAM. Ewentualnie: bo ktoś tam.
Czasami najprostsze pytania potrafiły sprawić najwięcej problemu. Bardzo dużo osób mu mówiło, albo pytało, czy kocha to co robi. Zazwyczaj pytali, czy to jego pasja. I niby odpowiedź wydawała się oczywista, ale dla niego jakoś nie była. Pytanie padało, a on sobie je powtarzał w duchu. I myślał, czy to co mówi, jest prawdą. Czy to naprawdę TA droga życia, jaką chciał. I były te wątpliwości - czy to po prostu nie była ucieczka? Czy to wszystko nie było podyktowane koniecznością bycia "wystarczająco dobrym"? One były zawsze. Dźwięczały, kiedy tylko padało to nieszczęsne pytanie. Ale Laurent nie zmieniał nawet przy tym swojej mimiki. Nic się nie zmieniało i nie było wielkiego zastanowienia w jego odpowiedzi.
- Na szczęście mogę powiedzieć, że tak. Choć dociera do mnie, że potrzebuję pomocy w tej pracy. Wszystko robię sam i, ach... co rusz słyszę, żebym więcej odpoczywał. - Zaśmiał się cicho i lekko pokręcił głową sam do siebie, do swoich wspomnień, do osób, które o niego dbały. I o których sama myśl przywoływała odrobinę ciepła i uśmiechu. - Na długo przyjechałaś? Bardzo mnie zaintrygowała ta decyzja, chociaż wspominałaś, że to za pracą. Mimo wszystko to naprawdę daleko od domu, a nie wydajesz się zagubiona. - W zasadzie przyjeżdżała do Anglii, wspominała o tym, zagaił jednak nie dlatego, że nie pamiętał, tylko chciał zobaczyć pełniejszy obraz tej sytuacji. Poznać świat widziany jej oczami i z jej doświadczeniami. Bo na pewno był inny niż ten, który znał i widział on.
Niestety. Niestety nie wszyscy potrafili docenić, jak życie cenne było. W tych czasach było to aż za bardzo widoczne.
- Prawie jak dziecko, które próbuje przekonać matkę, że jeszcze tylko pięć minut. - Uśmiechnął się ciepło na ten widok, że niuchacz wcale niekoniecznie chciał wracać do domu. Lepiej mu było z Ginny. - Nie można mu się dziwić. - Słowa "również bym nie puścił" prawie zatańczyły w powietrzu.