12.09.2023, 01:29 ✶
Gdyby Atreus wiedział, co chodziło po głowie Oriona, na bank patrzyłby na niego niezwykle krzywo. Byli braćmi, ale Orion nie musiał mu ojcować. Nie musiał obwiniać się o to, że go nie obronił. Nawet jeśli jako aurorzy współpracowali chętnie i często, to Atreus nie posiadał złudzeń, ze obecność Oriona niewiele by zmieniła. Nie zostawiłby go, owszem, ale jego umiejętności ani nie przewyższały jego własnych, ani tych towarzyszących mu wtedy aurorów i brygadzistów. Ktoś musiał oberwać i padło na niego, ot wielkie mu halo i nawet jeśli dramatyzował i narzekał, to zwyczajnie nie widział sensu w obwinianiu się Oriona.
Teoretycznie powinien jeszcze odpoczywać. Po wycieczce do Limbo i wyleczeniu obrażeń otrzymanych podczas walk, powinien sobie dłużej poleżeć, ale nawet jeśli paranie się lenistwem na pokaz zaliczało się do jego hobby, to zwyczajnie nie potrafił siedzieć na miejscu. Dlatego teraz też stał razem z bratem na tym okropnym polu.
- Kiedy leżałem w Kowenie, poprosiłem Borgina, żeby podrzucił mi raporty z Beltane - zaczął, po czym zrobił krótką przerwę, by odpalić papierosa, a potem zaciągnął się z lubością. Tak, czytał raporty. Wolał to o wiele bardziej od ich pisania. A między odwiedzinami kapłanek, rodziny i przyjaciół, miał aż nadto dużo wolnego czasu. - Kojarzysz tego Longbottoma co go znaleźli po Beltane w lesie? - spojrzał na brata, drapiąc się kciukiem po skroni. - On też był w podobnym stanie, przynajmniej z opisu. Może to co dopadło jego, dopadło także tych tutaj - wzruszył ramionami, podobnie jak Orion, rozglądając się dookoła. Zrobił to jednak bez większego przekonania.
- Może był to jakiś nieużytek? Nie jestem specjalistą, ale chyba nie wszystkie pola się orze co roku? - zapytał, wyraźnie wahając się. Nie był niestety, albo na szczęście, specjalistą od rolnictwa. Kości jednak zostały zagrzebane, jakby ktoś faktycznie liczył na to, że nie zostaną tak łatwo odnalezione. A przynajmniej tak zakładał - to byłoby chociaż odrobinę logiczne, niż zostawienie ich zwyczajnie na widoku.
Czy współczuł staruszkowi? Niekoniecznie. Utrapienie dla jednego, było skarbem dla drugiego, a tak właśnie Atreus podchodził do tych znalezionych przypadkowo zwłok. Opowiadały historię, która wciąż jeszcze była tajemnicą, a on bardzo lubił rozwiązywać zagadki, kiedy nie mógł biegać za przestępcami i machać na nich zaklęciami.
- Zapytać, co to za zaginiona - rzucił krótko, podążając za bratem i powstrzymując się, by nie zatrzeć dłoni. Zatrzymał się obok niego, kiedy ten zaczął się przedstawiać. - Atreus Bulstrode - rzucił krótko, kiwając głową na powitanie.
- Och, tak. Dzień był jak zwykle, raczej spokojny, akurat do pracy. Zaprzągłem kobyłę, ruszyliśmy i... - pan Yale rozłożył ręce bezradnie. Było jednak widać, że wciąż był w szoku. Ręce mu drżały i wydawał się nerwowy, szczególnie kiedy zerkał w stronę gdzie znajdowały się zwłoki, jakby zaraz miały wziąć i wstać.
Atreus oderwał od niego spojrzenie i spojrzał na brygadzistę, a zaraz potem na trzymane przez niego zdjęcie. Wskazał na nie palcem, pytając niemo, czy może je sobie pożyczyć, a potem wziął je do ręki i przyjrzał mu się uważnie.
- Martha Appleby. Zgłoszono jej zaginięcie, ale to świeża sprawa. Ubranie które miała na sobie w dniu zaginięcia, zgadza się z tym, które znaleziono przy zwłokach. - poinformował rzeczowym tonem, odbierając od Bulstrode'a zwróconą fotografię.
Teoretycznie powinien jeszcze odpoczywać. Po wycieczce do Limbo i wyleczeniu obrażeń otrzymanych podczas walk, powinien sobie dłużej poleżeć, ale nawet jeśli paranie się lenistwem na pokaz zaliczało się do jego hobby, to zwyczajnie nie potrafił siedzieć na miejscu. Dlatego teraz też stał razem z bratem na tym okropnym polu.
- Kiedy leżałem w Kowenie, poprosiłem Borgina, żeby podrzucił mi raporty z Beltane - zaczął, po czym zrobił krótką przerwę, by odpalić papierosa, a potem zaciągnął się z lubością. Tak, czytał raporty. Wolał to o wiele bardziej od ich pisania. A między odwiedzinami kapłanek, rodziny i przyjaciół, miał aż nadto dużo wolnego czasu. - Kojarzysz tego Longbottoma co go znaleźli po Beltane w lesie? - spojrzał na brata, drapiąc się kciukiem po skroni. - On też był w podobnym stanie, przynajmniej z opisu. Może to co dopadło jego, dopadło także tych tutaj - wzruszył ramionami, podobnie jak Orion, rozglądając się dookoła. Zrobił to jednak bez większego przekonania.
- Może był to jakiś nieużytek? Nie jestem specjalistą, ale chyba nie wszystkie pola się orze co roku? - zapytał, wyraźnie wahając się. Nie był niestety, albo na szczęście, specjalistą od rolnictwa. Kości jednak zostały zagrzebane, jakby ktoś faktycznie liczył na to, że nie zostaną tak łatwo odnalezione. A przynajmniej tak zakładał - to byłoby chociaż odrobinę logiczne, niż zostawienie ich zwyczajnie na widoku.
Czy współczuł staruszkowi? Niekoniecznie. Utrapienie dla jednego, było skarbem dla drugiego, a tak właśnie Atreus podchodził do tych znalezionych przypadkowo zwłok. Opowiadały historię, która wciąż jeszcze była tajemnicą, a on bardzo lubił rozwiązywać zagadki, kiedy nie mógł biegać za przestępcami i machać na nich zaklęciami.
- Zapytać, co to za zaginiona - rzucił krótko, podążając za bratem i powstrzymując się, by nie zatrzeć dłoni. Zatrzymał się obok niego, kiedy ten zaczął się przedstawiać. - Atreus Bulstrode - rzucił krótko, kiwając głową na powitanie.
- Och, tak. Dzień był jak zwykle, raczej spokojny, akurat do pracy. Zaprzągłem kobyłę, ruszyliśmy i... - pan Yale rozłożył ręce bezradnie. Było jednak widać, że wciąż był w szoku. Ręce mu drżały i wydawał się nerwowy, szczególnie kiedy zerkał w stronę gdzie znajdowały się zwłoki, jakby zaraz miały wziąć i wstać.
Atreus oderwał od niego spojrzenie i spojrzał na brygadzistę, a zaraz potem na trzymane przez niego zdjęcie. Wskazał na nie palcem, pytając niemo, czy może je sobie pożyczyć, a potem wziął je do ręki i przyjrzał mu się uważnie.
- Martha Appleby. Zgłoszono jej zaginięcie, ale to świeża sprawa. Ubranie które miała na sobie w dniu zaginięcia, zgadza się z tym, które znaleziono przy zwłokach. - poinformował rzeczowym tonem, odbierając od Bulstrode'a zwróconą fotografię.