12.09.2023, 02:53 ✶
Patrick wzruszył ramionami. Popatrzył na Florence dłużej. W zmęczonych oczach pojawił się jakiś drobny błysk.
- Tak naprawdę to nie – przyznał się szczerze. – Z dnia na dzień mam w głowie tylko coraz większy mętlik.
Zwilżył językiem wargi, tym razem naprawdę bijąc się z myślami, czy nie powiedzieć uzdrowicielce o wszystkim. Nie tylko o tym, jak wyglądało limbo i co się w nim stało. Chciał jej też powiedzieć o tym jak znalazł w gabinecie wuja list, jak dowiedział się o tym kim byli jego rodzice. I o tym, że babcia zabierała go dwa razy do roku na cmentarz, gdzie był ich symboliczny grób i opowiadała mu głupoty o tym, że go kochali. I o tym, że wrócił z limbo z ojcem, że ten może siedzieć w jego głowie nawet teraz. I, że wiedział o zaręczynach Clare z Martinem, ale mimo ich ciągle przy niej był, bo wierzył, że je zerwie. I, że wspomnienia ojca nawiedziły go nawet dzisiaj i to chwilę przed walką z wampirzycą. Zastanawiał się, jakby zareagowała, gdyby dowiedziała się o tym wszystkim.
Parsknął. Nie miał pojęcia jak źle było z jego brzuchem, ale nie czuł, żeby było aż tak źle. Raczej to tylko tak nieprzyjemnie wyglądało. No chyba, że jednak miał pecha i wampirze pazury jednak były jadowite. Usiadł posłusznie na łóżku. Dobrze, że tym razem przynajmniej je zaścielił. Gdy wpadła tu Mavelle wyglądało jakby stoczył na nim jakiś wyjątkowo ciężki bój i przegrał.
- Dobrze – zgodził się. Bez sprzeciwu wykonywał polecenia Florence. Ufał jej. Ufał jak uzdrowicielce i jak przyjaciółce. Może ona uznałaby, że to wszystko była kwestia rytuału, ale tak naprawdę pozostawała jedną z najistotniejszych osób w jego życiu. I było tak już przed Beltane.
Zaciskał zęby w momentach, gdy czuł silniejszy ból. Starał się ani nie syczeć, ani nie reagować w żaden widoczny sposób. Pomyślał nawet, że to dla niej też musiało być przykre. Czy czuła się tak, jakby właśnie uzdrawiała żywego trupa?
- Kiedy skończysz a ja pójdę pod prysznic, nie uciekniesz? – zapytał cicho. – Chciałbym z tobą porozmawiać.
- Tak naprawdę to nie – przyznał się szczerze. – Z dnia na dzień mam w głowie tylko coraz większy mętlik.
Zwilżył językiem wargi, tym razem naprawdę bijąc się z myślami, czy nie powiedzieć uzdrowicielce o wszystkim. Nie tylko o tym, jak wyglądało limbo i co się w nim stało. Chciał jej też powiedzieć o tym jak znalazł w gabinecie wuja list, jak dowiedział się o tym kim byli jego rodzice. I o tym, że babcia zabierała go dwa razy do roku na cmentarz, gdzie był ich symboliczny grób i opowiadała mu głupoty o tym, że go kochali. I o tym, że wrócił z limbo z ojcem, że ten może siedzieć w jego głowie nawet teraz. I, że wiedział o zaręczynach Clare z Martinem, ale mimo ich ciągle przy niej był, bo wierzył, że je zerwie. I, że wspomnienia ojca nawiedziły go nawet dzisiaj i to chwilę przed walką z wampirzycą. Zastanawiał się, jakby zareagowała, gdyby dowiedziała się o tym wszystkim.
Parsknął. Nie miał pojęcia jak źle było z jego brzuchem, ale nie czuł, żeby było aż tak źle. Raczej to tylko tak nieprzyjemnie wyglądało. No chyba, że jednak miał pecha i wampirze pazury jednak były jadowite. Usiadł posłusznie na łóżku. Dobrze, że tym razem przynajmniej je zaścielił. Gdy wpadła tu Mavelle wyglądało jakby stoczył na nim jakiś wyjątkowo ciężki bój i przegrał.
- Dobrze – zgodził się. Bez sprzeciwu wykonywał polecenia Florence. Ufał jej. Ufał jak uzdrowicielce i jak przyjaciółce. Może ona uznałaby, że to wszystko była kwestia rytuału, ale tak naprawdę pozostawała jedną z najistotniejszych osób w jego życiu. I było tak już przed Beltane.
Zaciskał zęby w momentach, gdy czuł silniejszy ból. Starał się ani nie syczeć, ani nie reagować w żaden widoczny sposób. Pomyślał nawet, że to dla niej też musiało być przykre. Czy czuła się tak, jakby właśnie uzdrawiała żywego trupa?
- Kiedy skończysz a ja pójdę pod prysznic, nie uciekniesz? – zapytał cicho. – Chciałbym z tobą porozmawiać.