Gdyby zdarzyło się tak, że podczas tych zamieszek sam zostałby ciężko ranny i potrzebowałby pilnej pomocy uzdrowiciela to istniałoby prawdopodobieństwo, że zanim ten pośpieszyłby ku niemu zdążyłby zejść z tego świata. W tym przypadku nie chodziło jednak o niego, tylko o nieprzytomnego mężczyznę, którego przeciągnął w względnie bezpieczne miejsce. Dla niego to była kwestia organizacji pracy magomedyków.
Jeśli było coś, czego chciał to wrócić do swojego domu, który w chwili obecnej wydawał mu się istnym bastionem pod względem bezpieczeństwa. Na dłuższą metę było to bardzo złudne przeświadczenie, jednak tego dnia nie musiałby się martwić, że stanie się przypadkowym celem ataku takich fanatyków. Było mu trudno inaczej postrzegać tych konserwatywnych czarodziejów, niż jako fanatyków.
Największą trudność sprawiało mu przejście nad tym do porządku dziennego. Takich czynów nie dopuszczali się dobrzy, a tym bardziej zdrowi na umysłach ludzie. to było nieakceptowalne. Dotąd zmartwieniem Philipa byli wchodzący w mu życie psychofani i sporadycznie napotykani partnerzy niektórych jego kochanek, przyłapujący ich w niedwuznacznej sytuacji. Teraz sytuacja była znacznie poważniejsza, gdyż w grę wchodziło ludzkie życie.
— Właśnie wzywałem uzdrowiciela... tylko co tak długo? Wysłali tylko jednego do udzielania pomocy ofiarom zamieszek? Pana godność? — Philip słynął ze swojej bezpośredniości. Za okazywaniem własnego zniecierpliwienia albo nawet niezadowolenia łatwiej było ukryć odczuwane przez siebie przerażenie. Miał przekazać hojną dotację na rzecz służby zdrowia albo odpowiedniego departamentu Ministerstwa, aby cywile nie cierpieli przez niedobór odpowiednio wykwalifikowanego personelu magomedycznego? Powinien to rozważyć. Przywykł do tego, że osoby pracujące w służbach publicznych mu się przedstawiają i zdają sobie sprawę z tego, kim jest.
— To pan jest uzdrowicielem, proszę mi powiedzieć co się dzieje... ja mogę tylko stwierdzić, że ten człowiek jest nieprzytomny. — Rozłożył ręce. Zrobił co w jego mocy aby uratować tego mężczyznę przed stratowaniem przez uciekający tłum, na czym teoretycznie kończyła się jego rola i mógłby wrócić do domu. Philip lubił mieć styczność z kompetentnymi specjalistami w swojej dziedzinie i był gotów sporo zapłacić za to korzystanie z ich usług. W przypadku uzdrowicieli preferował wizyty prywatne, na które było go stać.
— Powiedzmy. — Mruknął. Fizycznie nic mu nie dolegało. Natomiast jeśli chodzi o odczuwane przez niego przerażenie to była zupełnie inna sprawa i czuł, że nie zaszkodziłaby mu odrobina eliksiru na uspokojenie przepisana przez jednego ze znanych mu uzdrowicieli.