Maski, mimo iż były niepotrzebne, były zabezpieczeniem tego, który przybył do tego miejsca. Wielu czarodziei czystej krwi szanowało swój ród, nazwisko, posadę w pracy, że nie chcieliby, aby prasa dowiedziała się o czymś jeszcze. Co może być gorsze? Gdy rodzina dowie się, gdzie przebywasz? Gdzie się udajesz i co robisz? W dodatku z kim? Podobno dziedzicom w rodzinach to nie przystoi. Powinni być przykładem i założyć rodziny. Czy może gorsze może okazać się bycie nakrytym przez dziennikarzy? Którzy wykorzystają sobie to co widzą, opisując tak jak widzą, aby artykuł dobrze się sprzedał. Po co to komu? Aby zawalić sobie karierę, którą się buduje od podstaw? Ta maska chroniła jego tożsamość przed tym wszystkim. Przed niewiadomym reakcji ze strony rodziny i pracodawcy. Już wystarczająco Yaxley ryzykował.
Oczywistym jest, że byłoby dobrze poczuć dotyk obcych, delikatnych dłoni na swojej twarzy. Ale tylko wtedy, jeżeli na wyrazi zgodę. Aby młodzieniec mógł ujrzeć jego twarz, musiałby na to zasłużyć. Nicholas preferował zasadę „coś za coś”.
Materiał szaty, jaką na sobie miał blondyn, zsunięta została z jego ramion na podłogę. Yaxley chciał go zobaczyć w pełnej odkrytej okazałości. Zadając mu pytanie, być może oczekiwał odpowiedzi od razu. Spotkał się jednak z rozmyślającą nad odpowiedzią istotą. Dał mu czas. Zdjął swoją marynarkę i dorzucił do swojej szaty wyjściowej. Był w koszuli, krawacie spodniach i obuwiu. Krawat poluzował. Schował dłonie do kieszeni spodni i od profilu, przyglądał się młodemu z góry. Yaxley był od Lukrecji znacznie wyższy. Bo aż około czternaście centymetrów. Plus minus. Mógł spoglądać na niego z góry, doczekawszy się odpowiedzi. Nie takiej jednak spodziewał się Nicholas. Lecz mógł domyślać się, że tak mógł tutaj zostać przeszkolony.
Dał mu chwilę do myślenia, ale nie o to pytał. Nie „dlaczego” tutaj jest, ale „jak długo”. Chłopak najwyraźniej inaczej zrozumiał jego pytanie, lub przekręcił słowa. Gdy Yaxley usłyszał wyjaśnienie, że słucha się intuicji. Szanował to. Ale chodziło mu bardziej o pobyt w tym miejscu. Ogólnie. W tym przybytku. Miesiące? Lata? A może dni? Trafił tutaj niedawno? Nicholas zrozumiał, że z nim będzie trzeba trochę inaczej i dokładniej rozmawiać.
Poprawił się, nim padły pytania w jego kierunku o to, dlaczego Nicholas tutaj jest. Być może po to, aby dobrze się zabawić? Na swoich zasadach? Czy może będzie ostrożniejszy, ze względu na anielskie ciało chłopaka? Mogłoby się wydawać, że stały naprzeciw siebie dwa różne światy. Dwie inne istoty. Jakby padł cień i magicznie ukształtował im skrzydła. Jednego byłyby białe, anielskie. Drugiego czarne diabelskie. Jakby wcielenie delikatnego anioła z zimnym demonem stały i rozmawiały.
- Jestem tutaj aby się zrelaksować, zaznać przyjemności z Tobą. Skoro już tutaj jesteś.
Odpowiedział bez emocjonalnie. Nicholas nie przywiązywał się do nikogo. Miał również problemy ze snem. Być może i z tego względu, pojawiał w takich miejscach?
Yaxley skierował się na sofę i usiadł na niej. Gestem ręki przywołał Lukrecję do siebie.
- Podejdź.