12.09.2023, 12:35 ✶
Florence byłaby rozczarowana, gdyby Patrick jej nie ufał – niezależnie od wszystkich rytuałów. W pewnym sensie zawsze był częścią jej życia, od tak dawna, że na pewno odczuwałaby brak, gdyby z niego znikł. Uważała go za przyjaciela, najlepszego, jakiego posiadała, a nigdy nie szafowała określeniem „przyjaźń”, bo nie należała do osób, które łatwo wchodziły w bliskie relacje. I wszystko w ich znajomości w jej oczach zmieniało się przez lata powoli, nieomal niezauważalnie, zacieśniając ją na tyle, że nie potrafiłaby wskazać, w którym momencie zaczęła tak o nim myśleć – po prostu tak go postrzegała. I może przez te powolne zmiany nie dostrzegła początkowo niczego nienaturalnego po Beltane. Aż do dziś.
Nie zwracała uwagi na chłód jego skóry, chociaż nie było to przyjemne odczucie i po prawdzie momentami zapominała, że Steward jest Zimnym. Ale to odczucie nie było jej obce, dotykała go w namiocie, dotykała Mavelle, a potem dotykała swojego brata. Pomyślała, że powinna go zbadać – i przyrównać wyniki do tych, które dotyczyły Atreusa – w tej chwili jednak pytanie o to zdawało się kobiecie nie na miejscu.
Cofnęła w końcu ręce, dała mu znak, by wypił miksturę, a sama machnęła różdżką, szepcąc inkantację Vulnera Sanentur. Rana zaczęła się powoli zasklepiać. Eliksir, który ofiarowała Patrickowi, miał zapewnić, że efekt będzie trwały i nie dojdzie do ponownego otwarcia.
– Oczywiście, że nie ucieknę – zapewniła, na moment zaciskając palce lewej dłoni na jego ręce. Było to pewne poświęcenie ze strony Florence, zważywszy na to, że ręce Stewarda były w tej chwili dalekie od czystości. Powinni porozmawiać, bo miała mu trochę do powiedzenia – choć to mogło poczekać, b najwyraźniej on miał jeszcze więcej do powiedzenia jej. A chociaż o Florence można było powiedzieć wiele negatywnych rzeczy, to na pewno nie tę, że nie była gotowa wysłuchać bliskich sobie osób. Mętlik w głowie Patricka ani trochę jej nie dziwił. Beltane. Limbo. Bycie Zimnym. A teraz ta rana, zadana przez potwora. I więź, jaka się między nimi zrodziła: Florence zaczęła wreszcie podejrzewać, co wyczuła, badając Mavelle… – Poczekam. Mam nastawić wodę na herbatę albo kawę?
Wyglądał, jakby bardzo potrzebował odpocząć i napić się czegoś ciepłego. Ale znów mogła ulegać tu złudzeniu, wiążąc ten chłód, jaki wyczuwała ledwo co pod palcami, z sięganiem po coś ciepłego, by się ogrzać.
Nie zwracała uwagi na chłód jego skóry, chociaż nie było to przyjemne odczucie i po prawdzie momentami zapominała, że Steward jest Zimnym. Ale to odczucie nie było jej obce, dotykała go w namiocie, dotykała Mavelle, a potem dotykała swojego brata. Pomyślała, że powinna go zbadać – i przyrównać wyniki do tych, które dotyczyły Atreusa – w tej chwili jednak pytanie o to zdawało się kobiecie nie na miejscu.
Cofnęła w końcu ręce, dała mu znak, by wypił miksturę, a sama machnęła różdżką, szepcąc inkantację Vulnera Sanentur. Rana zaczęła się powoli zasklepiać. Eliksir, który ofiarowała Patrickowi, miał zapewnić, że efekt będzie trwały i nie dojdzie do ponownego otwarcia.
– Oczywiście, że nie ucieknę – zapewniła, na moment zaciskając palce lewej dłoni na jego ręce. Było to pewne poświęcenie ze strony Florence, zważywszy na to, że ręce Stewarda były w tej chwili dalekie od czystości. Powinni porozmawiać, bo miała mu trochę do powiedzenia – choć to mogło poczekać, b najwyraźniej on miał jeszcze więcej do powiedzenia jej. A chociaż o Florence można było powiedzieć wiele negatywnych rzeczy, to na pewno nie tę, że nie była gotowa wysłuchać bliskich sobie osób. Mętlik w głowie Patricka ani trochę jej nie dziwił. Beltane. Limbo. Bycie Zimnym. A teraz ta rana, zadana przez potwora. I więź, jaka się między nimi zrodziła: Florence zaczęła wreszcie podejrzewać, co wyczuła, badając Mavelle… – Poczekam. Mam nastawić wodę na herbatę albo kawę?
Wyglądał, jakby bardzo potrzebował odpocząć i napić się czegoś ciepłego. Ale znów mogła ulegać tu złudzeniu, wiążąc ten chłód, jaki wyczuwała ledwo co pod palcami, z sięganiem po coś ciepłego, by się ogrzać.