Ururu ucieszył się, że spotkał kogoś z Ministerstwa. Ten mężczyzna na pewno miał kompetencje do szukania bestii z Kniei. Jak ekscytująco! Jednak po chwili radość zamieniła się w strach. Odkąd powrócił, Ururu unikał Ministerstwa, Munga i wszelkich innych rządowych organizacji. Przecież jeśli ten czarodziej zna się na potworach, w mig odgadnie, co kryje się pod tą szarą czupryną!
Nie wiedział co zrobić ze sobą, ale mężczyzna był już zajęty konwersacją z duchem.
Kobieta załkała na wspomnienie ostatnich minut życia. Wzdychając po każdym zdaniu, opowiedziała o tym, jak uciekając z Beltane straciła życie z rąk przerażających potworów.
— Gerald... on był ze mną... Dobrze pamiętam, jak trzymaliśmy się za ręce... A potem... Potem odeszłam... A gdy go szukałam w zaświatach, nie było go! Nie było go tam! I wtedy wróciłam... Wróciłam tutaj... Do t-tego... — Wskazała dłonią kupkę popiołu i skorupy. — Dokładnie tu umarliśmy... Moje ciało zostało już zabrane... Ale Gerald... On skończył gorzej... Oh, Merlinie, gdzie on jest!? Przecież jego dusza musi gdzieś być!
Ururu przekrzywił głowę, zastanawiając się nad tym fascynującym przypadkiem. Czyli po śmierci może sobie od tak latać po świecie umarłych i ewentualnie wrócić do świata żywych? W Hogwarcie wiele razy wypytywał duchy o te sprawy, ale wiele z nich nie pamiętało momentu śmierci tak dobrze, jak obecna tu Mary Tennant. W głowie pojawiło mu się wiele pytań, ale nie wiedział, od czego zacząć.