Ururu myślał o kolejnych pytaniach dziewczyny. W głowie tworzył potężną sieć możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy. Mózg się jednak przegrzewał szybko po wieloletnim stanie śpiączki. Najlepszą opcją było skupienie się na ekscytacji związanej z poznawaniem nowości, jakie oferował współczesny świat. Już miał ruszyć w stronę biblioteki, ale zakręciło mu się w głowie. Zbyt dużo naraz.
— Wampirem... — Wybiórczo skupił się na tej hipotezie. — Wampiry nie mogą przebywać na słońcu... — Spojrzał w górę na rzadki okaz błękitnego nieba w Londynie. Pojedyncze promienie wbijały się między kamienice. — Nie sądzę. Na myśl o krwi nie czuję, jakbym chciał jej się napić... Co jeszcze... Nie pamiętam... Paznokcie? Hm, wyglądają inaczej, ale wampiry mają prawie szpony... Nie pamiętam... Nie, nie sądzę... Sugeruje panienka, że mój wygląd wynika z jakiejś przemiany? Z przemiany w istotę martwą? Nie pamiętam, żebym umarł... Nie wiem, czy takie coś się pamięta... Hm... Interesujące... Oh, ale nie możemy tu stać.
Postawił kilka kroków w stronę ulicy Pokątnej. Była bardziej ruchliwa niż Nokturn, ale najpewniej uda im się zniknąć w tłumie. Zdał sobie też sprawę, że do biblioteki nie może się udać nagi. Płaszcz uszedłby w tłumie, ale bose stopy to już inna sprawa. Poza tym, to smutne, że kodeks tajności nadal miał się dobrze. Czy aby na pewno warto zostać w tej przyszłości?
Ta myśl coś mu podsunęła. Nie jest możliwym, aby przez ostatnie 50 lat kodeks wciąż istniał. Do tego czasu na pewno zrobiłby coś w tej sprawie. Tą niesamowicie optymistyczną myślą stwierdził, że jednak nie był podróżnikiem w czasie.
— Ktoś mnie porwał i przetrzymywał przez ostatnie 50 lat, a skoro niczego nie pamiętam, to albo usunięto mi pamięć niedawno, albo byłem nieprzytomny. Skoro wciąż wyglądam jak wyglądam, mam kolejne hipotezy... Och, czy to Prorok Codzienny?
Ururu wskazał na zmiętą gazetę leżącą przy kamienicy naprzeciwko. Nagłówek nie był widoczny z tej odległości, ale zdjęcie bardzo nieprzyjaznego mężczyzny już tak. Lord Voldemort. Ururu puścił ramię dziewczyny i doczłapał do gazety zafascynowany złowrogością bijącą z oczu czarodzieja.
— To z listopada 1970 roku. Niesamowite — Ururu posłał dziewczynie szeroki uśmiech, po czym wrócił do artykułu. — "Lord Voldemort ogłosił się Czarnym Panem..." — Wydał dźwięk przypominający parsknięcie śmiechem. — To jakiś muzyk?