12.09.2023, 14:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2023, 14:04 przez Brenna Longbottom.)
- Bardzo chciałabym się ich pozbyć, ale obawiam się, że do tego daleka droga - powiedziała Brenna, opadając na trawę. Tak, mogła potrenować z Geraldine - lubiła to, bo Yaxley, skupiająca się głównie na aktywności fizycznej, była trudnym przeciwnikiem, a nie walczyły dość często, by znać na wylot wszystkie swoje sztuczki. Rozmowa o Charliem i Kniei była jednak w tej chwili ważniejsza. - Są w tym lesie, Ger. Jeśli ktoś wpadnie na nie w pojedynkę, jest praktycznie pewne, że nie wyjdzie z tego cały i zdrowy, nieważne, jak dobrym jest czarodziejem. Magia może co najwyżej je odstraszyć. Ataki fizyczne, jak sądzę, w ogóle ich nie sięgną. Zanim chociaż pomyślimy o likwidacji... musimy zebrać wszystkie informacje.
Wyjaśniała to z dwóch powodów.
Po pierwsze, nie chciała, aby Yaxley w swoim uporze postanowiła przypadkiem wbrew zakazom i patrolom Brygady sama wejść znowu do Kniei, ot z myślą, że zdoła pokonać jakieś widmo sama. Lubiła ją. Nawet jeżeli nie ufała rodzinie kobiety, a jej bliźniaczy brat stał się jedną z zadr w sercu Brenny, i podchodziła do niej z pewną ostrożnością, chciała wierzyć, że Geraldine jest inna i że pobyt w Gryffindorze pchnął ją w inną stronę. Nie chciała, aby spotkało Yaxleyównę coś złego.
Po drugie, wolała wytłumaczyć, dlaczego pyta. Bo nie, to nie było żadne oficjalne przesłuchanie. Brenna oficjalnie nawet nie zajmowała się tą sprawą. Ale nie umiała tego zostawić innym. Nie, gdy chodziło o jej dom.
– Wiem, że Charlie wyjechał na rowerku jako dziecko, a wrócił jako stary mężczyzna. Na wpół oszalały i pozbawiony młodości – dodała cicho. Jej uśmiech znikł bez śladu, ton brzmiał monotonnie, w oczach pojawił się jakiś chłód. To było dziecko. Te potwory dorwały dziecko. Byłoby może lepiej dla niego i dla jego rodziny, gdyby zginął. Teraz był uwięziony w tym starym, schorowanym ciele. Ukradziono mu całe życie, a rodzicom nałożono na ramiona nieznośne brzemię. – Chciałabym, żebyś mi opowiedziała, co dokładnie zobaczyliście. Co mówił. Mogłabym isć do jego rodziny, ale…
Urwała.
Nie chciała rozdrapywać tych ran jeszcze bardziej.
Wyjaśniała to z dwóch powodów.
Po pierwsze, nie chciała, aby Yaxley w swoim uporze postanowiła przypadkiem wbrew zakazom i patrolom Brygady sama wejść znowu do Kniei, ot z myślą, że zdoła pokonać jakieś widmo sama. Lubiła ją. Nawet jeżeli nie ufała rodzinie kobiety, a jej bliźniaczy brat stał się jedną z zadr w sercu Brenny, i podchodziła do niej z pewną ostrożnością, chciała wierzyć, że Geraldine jest inna i że pobyt w Gryffindorze pchnął ją w inną stronę. Nie chciała, aby spotkało Yaxleyównę coś złego.
Po drugie, wolała wytłumaczyć, dlaczego pyta. Bo nie, to nie było żadne oficjalne przesłuchanie. Brenna oficjalnie nawet nie zajmowała się tą sprawą. Ale nie umiała tego zostawić innym. Nie, gdy chodziło o jej dom.
– Wiem, że Charlie wyjechał na rowerku jako dziecko, a wrócił jako stary mężczyzna. Na wpół oszalały i pozbawiony młodości – dodała cicho. Jej uśmiech znikł bez śladu, ton brzmiał monotonnie, w oczach pojawił się jakiś chłód. To było dziecko. Te potwory dorwały dziecko. Byłoby może lepiej dla niego i dla jego rodziny, gdyby zginął. Teraz był uwięziony w tym starym, schorowanym ciele. Ukradziono mu całe życie, a rodzicom nałożono na ramiona nieznośne brzemię. – Chciałabym, żebyś mi opowiedziała, co dokładnie zobaczyliście. Co mówił. Mogłabym isć do jego rodziny, ale…
Urwała.
Nie chciała rozdrapywać tych ran jeszcze bardziej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.