- Daleka, czy też nie, myślę, że mogę wam się przydać. - Odparła jeszcze. Wiedziała, że mało kto odnajdywał się w lasach tak jak ona. Była świetnym łowcą, i miała tego świadomość. Usiadła obok Brenny, miały trochę do przegadania i wypadałoby, aby załatwiły te wszystkie naglące sprawy. Widziała, że Longbottom to trapi, zamierzała więc jej pomóc.
- Wiem, zdaje sobie z tego sprawę. Nie będzie łatwo pokonać te stwory, ale nie ma rzeczy niemożliwych. - Jej ciekawość powodowała, że ogromnie zaczęło ją interesować, jak się tego pozbyć. Było to wyzwanie nawet dla niej, która miała ogromne doświadczenie w łapaniu magicznych stworzeń. Wiedziała, że są potężniejsze od tego, z czym już się mierzyła. Większość stworzeń mogła zabić przy pomocy miecza, tutaj jednak nie był on przydatny - wcale.
Geraldine potrafiła ocenić umiejętności przeciwnika. Nie zamierzała pakować się do Kniei w pojedynkę, miała przecież jeszcze całe życie przed sobą. Nie o to w tym wszystkim chodziło. Liczyła na to, że będzie miała jakiś wkład w pokonaniu tych istot. Po ludzku chciała pomóc, bo te stwory nie dawały żyć ludziom w Dolinie.
- Tak, szukaliśmy go dwa dni. - Dopowiedziała jeszcze. - Myślałam, że znajdziemy trupa, po tym, co słyszałam. - Wolała być szczera. Tamtego dnia nie miała nadziei, wydawało jej się, że szukają ciała chłopca, bo jakim cudem by przetrwał w Kniei tak dużo czasu, kiedy czaiły się tam najprawdziwsze potwory? - Znaleźliśmy ten rowerek, rzucony w krzaki, później Charliego, tyle, że właśnie, było tak jak mówisz. Postarzał się, ale tylko cieleśnie. Jego dusza dalej była młoda, jakby zmieniło się tylko to, co było na zewnątrz, środek pozostał nietknięty. - Może nie do końca, bo na pewno odcisnęło to nami piętno, jednak w środku nadal był małym chłopcem. - Chciał znaleźć się przy matce, on chyba nie wiedział, że się zmienił, aż tak. Opowiadał o tym strachu, strachu który pojawił się, gdy potwory się zjawiły. Mówił, że wypełnił całe jego ciało. - Miała wrażenie, że podobnie zachowywali się dementorzy. - Coś jak dementorzy, wiesz, gdy oni pojawiają się w pobliżu, to nagle wysysają całą radość z życia. Te stwory przyniosły ze sobą strach i zimno, wspominał o tym, że bardzo mu jest zimno, mimo, że pogoda nie była najgorsza. - Promienie słońca skutecznie przebijały się tego dnia, gdy go znaleźli przez chmury.
- Nie, nie idź do nich, to nie ma sensu. Nic więcej ci nie powiedzą, nie było ich na miejscu, a nie sądzę, żeby on chciał opowiadać o tym, co mu się przydarzyło. Mówił też, że one go obserwowały. - Próbowała sobie przypomnieć wszystko, o czym wspomniał chłopiec, nie było jednak tego zbyt wiele. Nie specjalnie chciał opowiadać o minionych wydarzeniach.