12.09.2023, 14:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2023, 14:36 przez Brenna Longbottom.)
– Gdybym uważała, że nie da się ich pokonać, nie pytałabym – odparła Brenna w zamyśleniu, spoglądając na majaczące w oddali zabudowania Little Hangleton. Wszystko dało się pokonać. Zawsze istniał jakiś sposób.
Ale czasem, zanim udało się go znaleźć, ginęli ludzie. Wielu ludzi. Być może ona miała być jednym z tych, których właśnie to spotka. Wcale nie chciała, ale się z tym liczyła. I szukała. Może jeżeli będzie szukać dostatecznie wiele osób, ktoś w końcu coś znajdzie.
– Zimno, które wypełnia całe ciało… – powtórzyła bezwiednie. Myślała o chłodzie, jaki sama czuła, kiedy spotkała te stworzenia. I o tym, że Mavelle zawędrowała aż do Limbo, a potem wróciła, wypełniona zimnem.
Może miała rację i te stworzenia wciąż tkwiły częściowo w Limbo? Próbowały wykradać energię żywych… by się ogrzać? Albo przejść tutaj w całości? Od tego wszystkiego Brennę aż bolała głowa. Ne znała się na nekromancji i to wszystko ją przerastało.
– Miałam nadzieję. Ale chyba nie wiarę – westchnęła, kiedy Yaxley przyznała, że oczekiwali znaleźć trupa. Tak, Brenna miała nadzieję, że znajdą żywego chłopca, ale gdzieś w jej głowie tkwiła myśl, że natkną się raczej na kości. To, że był żywy… nie była pewna, czy to lepiej, czy gorzej. A to, że psychicznie pozostał dzieckiem też nie było zaskakujące. Dorastanie to skomplikowany proces, wymagał brania od otoczenia, zmian, a te widma przecież tylko zabierały. Charlie nigdy już nie dorośnie. Nie zdąży. – Może więc w przeciwieństwie do dementorów nie dotykają duszy, a przynajmniej nie od razu. Zaczynają od ciała. Jeżeli zabierają coś więcej, to na samym końcu – mruknęła i potarła skronie, bo aż zaczynała ją boleć głowa, kiedy o tym rozmyślała.
– Nie, nie chcę do nich iść. To byłoby okrutne z mojej strony. Dlatego pozwalam sobie męczyć siebie. Zauważyłaś coś jeszcze? Tam na miejscu? Jakieś nieprawidłowości? Cokolwiek, co mogłoby być kolejnym tropem? – dodała.
Ale czasem, zanim udało się go znaleźć, ginęli ludzie. Wielu ludzi. Być może ona miała być jednym z tych, których właśnie to spotka. Wcale nie chciała, ale się z tym liczyła. I szukała. Może jeżeli będzie szukać dostatecznie wiele osób, ktoś w końcu coś znajdzie.
– Zimno, które wypełnia całe ciało… – powtórzyła bezwiednie. Myślała o chłodzie, jaki sama czuła, kiedy spotkała te stworzenia. I o tym, że Mavelle zawędrowała aż do Limbo, a potem wróciła, wypełniona zimnem.
Może miała rację i te stworzenia wciąż tkwiły częściowo w Limbo? Próbowały wykradać energię żywych… by się ogrzać? Albo przejść tutaj w całości? Od tego wszystkiego Brennę aż bolała głowa. Ne znała się na nekromancji i to wszystko ją przerastało.
– Miałam nadzieję. Ale chyba nie wiarę – westchnęła, kiedy Yaxley przyznała, że oczekiwali znaleźć trupa. Tak, Brenna miała nadzieję, że znajdą żywego chłopca, ale gdzieś w jej głowie tkwiła myśl, że natkną się raczej na kości. To, że był żywy… nie była pewna, czy to lepiej, czy gorzej. A to, że psychicznie pozostał dzieckiem też nie było zaskakujące. Dorastanie to skomplikowany proces, wymagał brania od otoczenia, zmian, a te widma przecież tylko zabierały. Charlie nigdy już nie dorośnie. Nie zdąży. – Może więc w przeciwieństwie do dementorów nie dotykają duszy, a przynajmniej nie od razu. Zaczynają od ciała. Jeżeli zabierają coś więcej, to na samym końcu – mruknęła i potarła skronie, bo aż zaczynała ją boleć głowa, kiedy o tym rozmyślała.
– Nie, nie chcę do nich iść. To byłoby okrutne z mojej strony. Dlatego pozwalam sobie męczyć siebie. Zauważyłaś coś jeszcze? Tam na miejscu? Jakieś nieprawidłowości? Cokolwiek, co mogłoby być kolejnym tropem? – dodała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.