12.09.2023, 20:23 ✶
Parsknęła, nie kryjąc rozbawienia. Trzy psy, obsiadające Brennę – widok nie taki znowu rzadki, ale za każdym razem cieszący serce. I…
- W twoim przypadku nie ma żadnego „nadmiernie”, Brennie – oświadczyła, lekkim krokiem zmierzając ponownie do blatu, na którym postawiła tacę – I nie, to nie tylko kawa – wyszczerzyła się. Tak, okoliczności nie były najlepsze, nie dało się tego ukryć, co nie znaczyło, że ten dzień miał przejść całkiem bez echa.
- Przyłapana – przyznała, unosząc dłonie do góry w uniwersalnym geście. Tyle że jednak nie było to przyłapanie na gorącym uczynku, za które należało się skucie kajdankami i wsadzenie do aresztu. Nie zdążyła dobrze chwycić tacy, kiedy do pokoju wpadła sowa. Ki pieron…? Odprowadziła ją z lekkim zdumieniem i…
… śpiewający tort.
- Wygląda na to, że nie tylko ja spiskowałam – zachichotała, kiedy się okazało, iż panna Figg miała jeszcze jeden pomysł na prezent – Swoją drogą, Brennie, wychodzi na to, że łakoci dla nikogo nie zabraknie, bo w kuchni jest jeszcze jeden… wiesz, dla wszystkich, nie tylko dla ciebie – z tymi słowami w końcu wzięła tacę i przeniosła się z nią ostrożnie na łóżko kuzynki, przysiadając na jego brzegu. Psy, szczęściem, zakończyły już swoje pieszczoty i zeskoczyły wszystkie na podłodze; Ponurak nawet się wymknął, być może zwabiony smakowitymi zapachami dochodzącymi z kuchni – może i nie miało być organizowane żadne przyjęcie, ale jak to tak, bez jakichkolwiek smakołyków…?
Co zawierała taca, którą Mavelle opierała właśnie o swoje kolana? Kubek kawy, tak. Potrójnopączkowy tort – też. Pancakes na słodko i… zdobione pudełeczko. Niezbyt wielkie, przewiązane wstążką…
- Wszystkiego najlepszego, promyczku – uśmiechnęła się najcieplej, jak tylko potrafiła; nie był to uśmiech, który mógł zobaczyć każdy, kto tylko spotkał Bones.
- W twoim przypadku nie ma żadnego „nadmiernie”, Brennie – oświadczyła, lekkim krokiem zmierzając ponownie do blatu, na którym postawiła tacę – I nie, to nie tylko kawa – wyszczerzyła się. Tak, okoliczności nie były najlepsze, nie dało się tego ukryć, co nie znaczyło, że ten dzień miał przejść całkiem bez echa.
- Przyłapana – przyznała, unosząc dłonie do góry w uniwersalnym geście. Tyle że jednak nie było to przyłapanie na gorącym uczynku, za które należało się skucie kajdankami i wsadzenie do aresztu. Nie zdążyła dobrze chwycić tacy, kiedy do pokoju wpadła sowa. Ki pieron…? Odprowadziła ją z lekkim zdumieniem i…
… śpiewający tort.
- Wygląda na to, że nie tylko ja spiskowałam – zachichotała, kiedy się okazało, iż panna Figg miała jeszcze jeden pomysł na prezent – Swoją drogą, Brennie, wychodzi na to, że łakoci dla nikogo nie zabraknie, bo w kuchni jest jeszcze jeden… wiesz, dla wszystkich, nie tylko dla ciebie – z tymi słowami w końcu wzięła tacę i przeniosła się z nią ostrożnie na łóżko kuzynki, przysiadając na jego brzegu. Psy, szczęściem, zakończyły już swoje pieszczoty i zeskoczyły wszystkie na podłodze; Ponurak nawet się wymknął, być może zwabiony smakowitymi zapachami dochodzącymi z kuchni – może i nie miało być organizowane żadne przyjęcie, ale jak to tak, bez jakichkolwiek smakołyków…?
Co zawierała taca, którą Mavelle opierała właśnie o swoje kolana? Kubek kawy, tak. Potrójnopączkowy tort – też. Pancakes na słodko i… zdobione pudełeczko. Niezbyt wielkie, przewiązane wstążką…
- Wszystkiego najlepszego, promyczku – uśmiechnęła się najcieplej, jak tylko potrafiła; nie był to uśmiech, który mógł zobaczyć każdy, kto tylko spotkał Bones.