Hjalmar od samego ranka krzątał się to po kuźni, to po magazynie, który znajdował się za nią. Nie robił tego, aby uniknąć ciężkiej pracy, bo tej się nie imał. Robił to dlatego żeby przeprowadzić tak zwaną inwentaryzację tego co znajdowało się aktualnie w warsztacie, a czego im brakowało. Musieli mieć ciągły zapas materiałów czy surowców, aby praca mogła wrzeć. Drugim argumentem przemawiającym za zewidencjonowaniem wszystkiego na miejscu był fakt, że młodszy z Nordgersimów lubił mieć porządek w miejscu pracy.
Słysząc nawoływania ojca, odłożył to co w tym momencie robił i czym prędzej udał się w jego kierunku. Co by nie mówić miał do swojego starszego bardzo wiele szacunku i to była jedna z sytuacji kiedy mógł ją okazać poprzez przybycie na jego wezwanie. Po kilkunastu sekundach wyłonił się w kuźni, przejeżdżając po swojej brodzie. Hjalmar ubrany był w flanelową koszulę z podwiniętymi rękawami do łokci oraz spodnie dżinsowe. Na wierzch miał nałożoną ściśle zaciśnięty fartuch z tego samego materiału co Dagur. W porównaniu do głowy rodu Nordgersimów, nie miał trzech metrów wzrostu - a nieco metr mniej - oraz założonych rękawic, które na zapleczu nie są za bardzo potrzebne - Ojcze? - zapytał, zatrzymując się nieopodal kowadła przy którym mistrz akurat pracował - Klienta? - zdziwił się. Po raz pierwszy był chyba świadkiem, aby którykolwiek z klientów o tej porze przychodził odebrać swoje zamówienie albo złożyć nowe. Zazwyczaj przybywali tłumnie popołudniami czy późnymi wieczorami, na kilka chwil przed zamknięciem zakładu.
Hjalmar nie chciał przeszkadzać ojcu w pracy, więc postanowił ruszyć w kierunku osoby, która znajdowała się przed kuźnią. Ta w końcu została przecież zaproszona już do środka. Po krótkiej chwili, zaledwie kilku krokach, objął wzrokiem całe podwórko, nie przyglądając się w pierwszej kolejności osobie, która tam stała. Musiała minąć moment zanim zorientował się, że to nikt inny jak Prewett we własnej osobie - Laurent? - dopytał z niedowierzaniem jakby stojąca nieopodal osoba była kimś innym. Ze wszystkich osób we Wrotach Muspelheimu, tenże mężczyzna był chyba ostatnim, którego by się spodziewał.
Przyglądał mu się dobrą minutę bez słowa. Z powodu tej niespodziewanej wizyty nie bardzo wiedział co zrobić. Czy Pandora wysłała go, aby coś mu przekazać? Ale przecież bardzo dobrze wiedziała gdzie może go znaleźć - nie ruszał się z Doliny Godryka prawie wcale. A może zrobił coś złego ostatnim razem? Zapomniał o czymś? Nie bardzo był pewien. A może Laurent przyszedł bronić honoru siostry? To by jednak znaczyło, że jakoś musiał przesadzić. Na szczęście to były tylko domysły (a miał przynajmniej taką nadzieję), które mógłby snuć przez kolejne dni dlatego postanowił po prostu zapytać - Co Cię tutaj sprowadza? - podrapał się po głowie, a na jego twarzy dało się dojrzeć nieukrywane zaskoczenie - Wchodź do środka. Psa możesz uwiązać tutaj - wskazał mu miejsce gestem dłoni - Chyba, że jest grzeczny to niech sobie posiedzi, a ja mu zaraz jakiejś wody przyniosę - dodał, wyciągając w jego stronę rękę, aby się z nim przywitać. Zaraz po tym podstawił mu swój stołek, a sam zamierzał oprzeć się o jedną ze ścian warsztatu w późniejszym czasie. Co by nie mówić - "klient nasz pan" i Hjalmar świetnie o tym wiedział, dlatego właśnie oddał mu siedzisko.