12.09.2023, 22:01 ✶
- Chyba powinnam uznawać się za szczęściarę - powiedziała Brenna, kiedy Bones wspomniała, że nie ona jedna spiskowała. Ale było jej jakoś ciepło na sercu, gdy wiedziała, że zarówno kuzynka, jak i przyjaciółka, pamiętały o jej urodzinach i starały się, mimo tego, że sama Brenna zważywszy na okoliczności nie chciała robić żadnego zamieszania. Nigdy zresztą nie robiła wielkich przyjęć, ale gdyby nie Beltane, pewnie zaserwowałaby paru bliskim sobie dziewczętom dwa dni wyprawy z dala od Anglii i tutejszych problemów.
A tort śpiewał, i śpiewał, i śpiewał...
[b]- Wiesz co? Chyba muszę zacząć od niego, inaczej będziemy miały tutaj prywatny koncert - oświadczyła, sięgając po różdżkę, aby wyczarować nóż. Oczywiście, miał za chwilę zniknąć, ale wystarczył, aby Brenna odkroiła kawałek tęczowego tortu. Ten umilkł, kiedy tylko wzięła pierwszy kęs.
Nie było to na pewno najzdrowsze śniadanie, a podobno to stanowiło najważniejszy posiłek dnia. Na całe szczęście, Brenna była dorosła i jeżeli miała ochotę jeść rano słodycze, nikt nie mógł jej tego zabronić. Poza tym, ostatecznie to były jej urodziny.
– Całe szczęście, bo sama znasz moje możliwości. A nie wypadałoby nie poczęstować innych – dodała żartobliwie, odkrajając kolejny kawałek tęczowego, śpiewającego tortu, by podać go Mavelle. Niezbyt wielki, żeby ta mogła bez większych problemów szybko go zjeść i przy okazji cała się nie ubabrać. A chociaż oczywiste, nie zjadłaby takich wypieków sama, by innych poczęstować, to w domu mieszkało jednak kilkanaście osób – więc i nie istniało coś takiego, jak „za wiele tortu”. – Dzięki, słońce – powiedziała czule, dostrzegając pudełeczko, a potem podniosła się i uściskała kuzynkę, jeszcze zanim sprawdziła, co jest w środku. Bo to tak naprawdę nie miało wielkiego znaczenia. Dla Brenny liczyło się coś zupełnie innego. Może był to luksus kogoś, kto materialnie miał wszystko, czego potrzebował, ale wystarczyło, że Mavelle chciała ją ucieszyć.
Dopiero kiedy puściła Bones, wciąż w piżamie, przysiadła na łóżku i zajrzała do pudełeczka, chcąc przekonać się, jaki prezent sprawiła jej kuzynka.
A tort śpiewał, i śpiewał, i śpiewał...
[b]- Wiesz co? Chyba muszę zacząć od niego, inaczej będziemy miały tutaj prywatny koncert - oświadczyła, sięgając po różdżkę, aby wyczarować nóż. Oczywiście, miał za chwilę zniknąć, ale wystarczył, aby Brenna odkroiła kawałek tęczowego tortu. Ten umilkł, kiedy tylko wzięła pierwszy kęs.
Nie było to na pewno najzdrowsze śniadanie, a podobno to stanowiło najważniejszy posiłek dnia. Na całe szczęście, Brenna była dorosła i jeżeli miała ochotę jeść rano słodycze, nikt nie mógł jej tego zabronić. Poza tym, ostatecznie to były jej urodziny.
– Całe szczęście, bo sama znasz moje możliwości. A nie wypadałoby nie poczęstować innych – dodała żartobliwie, odkrajając kolejny kawałek tęczowego, śpiewającego tortu, by podać go Mavelle. Niezbyt wielki, żeby ta mogła bez większych problemów szybko go zjeść i przy okazji cała się nie ubabrać. A chociaż oczywiste, nie zjadłaby takich wypieków sama, by innych poczęstować, to w domu mieszkało jednak kilkanaście osób – więc i nie istniało coś takiego, jak „za wiele tortu”. – Dzięki, słońce – powiedziała czule, dostrzegając pudełeczko, a potem podniosła się i uściskała kuzynkę, jeszcze zanim sprawdziła, co jest w środku. Bo to tak naprawdę nie miało wielkiego znaczenia. Dla Brenny liczyło się coś zupełnie innego. Może był to luksus kogoś, kto materialnie miał wszystko, czego potrzebował, ale wystarczyło, że Mavelle chciała ją ucieszyć.
Dopiero kiedy puściła Bones, wciąż w piżamie, przysiadła na łóżku i zajrzała do pudełeczka, chcąc przekonać się, jaki prezent sprawiła jej kuzynka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.