Geraldine wyciągnęła paczkę papierosów z kieszeni. Sięgnęła po jednego i zaczeła rolować go w dłoni. - Rozumiem, tylko póki co nie mamy pomysłu, jak ich pokonać. - Jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności uznała, że są w tym razem, chociaż Brenna pewnie nie to miała na myśli, kiedy się tutaj z nią spotykała. Gerry jednak nie zamierzała odpuścić, skoro już zaangażowała się w sprawę to doprowadzi ją do końca. Wsadziła papierosa do ust i odpaliła go swoją srebrną, mugolską zapalniczką Zippo. Zaciągnęła się dymem głęboko. Nie ma nic przyjemniejszego od fajki na świeżym powietrzu.
- Całe ciało, mimo słońca, które świeciło, jakby nie reagował na nic ten chłód. - Nie umiała nawet sobie wyobrazić tego, jak to jest. Nie rozumiała również do końca tego procesu. Słyszała, że stworzenia pojawiły się kiedy Voldemort namieszał podczas Beltane. Musiały się zjawić z zupełnie nieznanego im miejsca, może z innego wymiaru? O ile taki istniał, to było tylko gdybanie.
- Nie wiadomo do końca jakie piętno to na nim odcisnęło. Na pewno ogromne. Dziecko zostało uwięzione w ciele dorosłego. Zostało mu zabrane kilkadziesiąt lat życia, to takie niesprawiedliwe. - Od zawsze bardzo przeżywała krzywdę, która przytrafiała się dzieciakom. Dorosłych jeszcze jakoś mogła znieść, jednak dzieci... były takie niewinne, nie zdołały poznać świata praktycznie wcale, niczym nie zawiniły. No, ale mógł skończyć gorzej, przynajmniej żył. Nie widziała reakcji rodziców tego biednego chłopca na to, jak został do nich przyprowadzony. Musiało to być dla nich dramatyczne przeżycie. Nie przypominał już tej twarzy z plakatów.
- Może wcale nie potrzebują duszy? - Podzieliła się z Brenną swoimi przemyśleniami. Skoro czerpały energię z tej części materialnej, to może głównie ona im była potrzebna? - Może jest jakiś duch, na Beltane zginęło tyle ludzie, bardzo drastycznie, może ktoś wie coś więcej. - Nie, żeby wątpiła w sposób w jaki śladów szukała Brenna, ona przecież była funkcjonariuszem BUMu, ale może musieli poszukać jeszcze jakiegoś innego punktu zaczepienia.