Okazywanie emocji było czymś, co zdradzało naszą osobowość. Umiejętność ich ukrywania, sprawia że nie sposób dostrzec czego się po nas spodziewać. Być tajemniczym, zagadką to zaleta. Tak przynajmniej uważa Nicholas. Im ktoś wie mniej o Tobie tym lepiej. Jeżeli wie za dużo, wkracza w niebezpieczną ścieżkę z daną osobą. Nicholas z roku na rok zmieniał. Jakby bardziej oddalał od barw kierując ku zimnym odcieniom. Może że i w tym kierunku, gdzie zimne barwy ciemniały. Ciemność i mrok. Przemoc i ból. W tej chwili siedzieli obok siebie jak totalne przeciwieństwa. Światła i ciemności. Gdyby ktoś spojrzał na ich aury, dostrzegł mocną różnicę.
- Opowiedz.Mieli dużo czasu, aby pobyć razem. Nicholas chętnie pozna, bądź sobie przypomni bajkę, w której jest podobny do Królowej Śniegu. Bądź bohatera w niej występującego.
Yaxley zauważył, że młodzieniec spojrzał na przygotowane naczynie z winem. Było przygotowane dla Nicholasa. Nie upił jeszcze żadnego łyku. Nie spieszyło mu się moczyć w tym trunku ust i kosztować jego smak. Uwagę skupił bardziej na osobie mu dzisiaj towarzyszącej.
Spostrzeżenie w sprawie wyjmowania szkiełka z oka, aby móc dojrzeć więcej barw niż zimne, było interesujące. Ale jednocześnie nie zachęcające Nicholasa do zobaczenia więcej w kolorach. Słuszna była uwaga, że to była Nicholasa zasłona, bariera, mur czy zbroja. Niemal nikogo nie dopuszczał do swojego wnętrza. Zimne serce otoczone lodowym murem. O ile miał dobre dzieciństwo, ciepłe, to jego osobowość „marzła”. Nie ruszała go jakakolwiek i czyjakolwiek krzywda. A nawet chętnie on sam komuś ją zadawał. Jeżeli była taka potrzeba. Nikt poza jego ofiarami, wiedzieć o tym nie musiał. Magia wręcz potrafiła czynić cuda.
- Chcesz mi powiedzieć, że zrobiłbyś to, nie pytając mnie o zgodę?Nawiązał jeszcze do jego toku myślenia, na temat wyjmowania magicznego szkiełka w oku. Lodowego, które mrozi całą osobowość Yaxleya. Czarodziej starał się podtrzymywać temat rozmowy w stylu Lukrecji. Choć z drugiej strony, taka rozmowa zdawała się niczego nie dawać. Tylko przyjemnie zaliczać czas spędzany razem.
Zastanawiając się nad obecnym stanem umysłowym chłopaka, Nicholas ujął jego podbródek i spojrzał mu w oczy, zadając pytanie o to, czy jest poetą, czy coś brał. Jedna część wypowiedzi go rozbawiła, ale nie to było ważne. Yaxley zauważył, że chłopak czekał widocznie na jakikolwiek dotyk. Jego dłonie dotknęły jego męską, która raczej do delikatnych nie należała. Ta dłoń trzymała często jakąkolwiek broń. Nie tylko różdżkę. Był szermierzem.
Lukrecja był i jest sobą. Zapewniając to, przyznał nawet do brania czegoś co wywoływało i niego poetycki stan rzeczy. Może faktycznie tak miał? Yaxley nie zabierał swojej dłoni, czując dotyk delikatnych palców towarzysza. Pozwolił mu oswoić się z jego skórą, choć tylko dłonie miał odkryte. Resztę ręki pokrywały rękawy koszuli, którą musiałby Nicholas zdjąć. A może z pomocą młodszego od siebie blondyna?
Yaxley po chwili swoją dłoń przesunął na jego policzek, aby także wybadać jak bardzo jest on delikatny. Niczym porcelana, która boi się przemocy lub innych osób. Czy w tym przypadku, przyzwyczajał się do zimnej osobowości Nicholasa? Tej, która nie uśmiecha się ciepło? Która przyćmiewa barwy zimnem?