— Oczywiście, że to jest prawdziwe! — parsknął, nawet się nad tym nie zastanawiając. Jo mało kiedy zastanawiał się nad czymkolwiek, ale też życie nie zmuszało go do takiego wyboru. Gdy zamawiał jedzenie, stać go było na wszystko. Nie musiał wybierać koloru nowej szaty, bo mógł kupić dwie. Jeśli już naprawdę trzeba było się zdecydować — zrzucał to na Gio.
— Też myślałem, że to amortencja, ale przecież ona nie działa tak długo, co nie? Szczególnie, że na pewno nie spożyłem konkretnej porcji... No na pewno nie dawaliby tego w śladowych ilościach na tak dużym wydarzeniu. Może trochę dla podkręcenia klimatu i tyle. Tak jak się dodaje rum do ciasta, ale przecież takim ciastem się nie upijesz, co nie? Poza tym — przeszedł do argumentu, który wydawał mu się nie do obalenia. — Amortencja zadziałałaby również na Giovanniego. Wydaje mi się, że to on zaczął pić herbatkę... Hm...
Jo starał się wrócić pamięcią do Beltane, ale pamiętał tylko moment z wiankiem, a potem tragedię i ucieczkę. A o tym nie chciał myśleć. Przetarł skroń.
— Wiem, że to dziwne i nie do pomyślenia, ale gdybym nie uznał tego za poważne, nie powiedziałbym ci.