12.09.2023, 23:47 ✶
– Skąd mam wiedzieć? Nie czytam ci w myślach. Tak jakby ciężko było nie uznać, że wyszło to od ciebie, skoro twój najlepszy przyjaciel przyszedł z prośbą, żeby dać ci spokój – stwierdziła. Sama niekiedy robiła rzeczy, które nie miały sensu, chociaż niekoniecznie była do tego pierwsza. Po prostu uznała, że wkurwił się o kolejną przygodę albo narzekał przyjaciołom. Nie znała go na tyle, by być pewną, jak postąpi w danej sytuacji, a jego rodzina, przynajmniej od strony matki… Brenna nie byłaby zdziwiona, gdyby taka Seraphina wymyśliła tego typu opowieść tylko dla czystej rozrywki, kto wie, czy nie było to rodzinne?
Zerknęła na niego z ukosa, kiedy zaczął nagle bardzo dyplomatycznie tłumaczyć postępowanie Anthony’ego. I tak, natychmiast zrobiła się podejrzliwa, chociaż niekoniecznie domyślała się pierwotnego źródła plotki. Chętnie zaczęłaby naciskać, próbując wyrwać prawdę, bo brzmiało to tak, jakby ostatecznie Bulstrode wiedział znacznie więcej od niej. Powstrzymało ją tylko jedno: obecność Mavelle, której rękę wreszcie puściła, pozwalając jej wreszcie zająć miejsce u swojego boku, zamiast być tak holowaną.
– Jesteś niemożliwy – podsumowała tylko, rezygnując z wykłócania się. Może dlatego, że nie, tak naprawdę nie miała nic przeciwko jego towarzystwu, wręcz przeciwnie. A może, bo po prostu zbliżali się do celu, do alejki, gdzie mieli zastąpić dwójkę Brygadzistów, a Brenna naprawdę nie chciała robić awantury na ich oczach. Miała przeczucie, że chyba żeby wykopać stąd Atreusa, trzeba by to naprawdę zrobić siłą, a takie przedstawienie nawet na Nokturnie wywołałoby zainteresowanie.
Zajmę się Borginami brzmiało prawie, jakby planował ich zamordować.
Nie to, że w to wierzyła, ale w gruncie rzeczy niewiele ją obchodziło, w jaki sposób miałby ich wyjaśniać. To w końcu byli Borginowie.
– Doprawdy? Jeśli życzysz sobie innej odległości, da się zmienić papiery – mruknęła, a potem przeniosła spojrzenie na Mavelle. Zawahała się, ale po tym, co tutaj odstawili na oczach Mavelle, nie było mowy o dalszym milczeniu.
- Beltane. Rytuał - rzuciła skrótowo. - Teraz ja czuję, kiedy on jest z kobietami, a on, kiedy ja nadstawiam karku.
Mavelle nie wiedziała o każdym "wybryku" Brenny, bo Brenna nie chciała jej niepotrzebnie martwić. Ale już zdawała sobie sprawę z wielu z nich - w niektórych brała udział - mogła więc zrozumieć, dlaczego Bulstrode zdaniem Brenny miałby zapragnąć się za coś mścić.
- A Borgin przyszedł mi dziś oznajmić, że całe ministerstwo huczy od plotek, że się za nim uganiam i go napastuję. I gdybyś się zastanawiała, to nie, nie robiłam tego.
Brenna ograniczyła się z wyjaśnieniami do minimum. Pominęła całą, żenującą resztę, czyli ten moment, gdy sądziła, że zgłupiała, bo zaczęła oglądać się za kimś zaręczonym, tylko dlatego, że dobrze walczył i jest przystojny. I że właściwie całe szczęście, że był zaręczony, a potem wiedziała już, że to magia, inaczej być może nawet jej charakter, nie powstrzymałby Brenny przed tym, by w pewnym momencie nie potwierdzić tych plotek i nie zrobić czegoś skrajnie głupiego, na przykład rzucić się mu na szyję. Chociaż chciała wierzyć, że zachowałaby minimum rozsądku, był w końcu kobieciarzem, dręczył kiedyś Cedrika, przyjaźnił się z Borginami, a ona była absolutnie nie w jego typie.
- Tylko nie mów mamie - poprosiła, wygłaszając to zdanie, które najczęściej mówiono w domu Longbottomów, czasem mamę zastępując ciocią albo Elise. - I Erikowi lepiej też nie. Właściwie to nikomu nie mów. Będę pisała do Macmillanów z prośbą o informacje.
Po czym… skierowała się do zaułka, gdzie mieli czekać Brygadziści.
Zerknęła na niego z ukosa, kiedy zaczął nagle bardzo dyplomatycznie tłumaczyć postępowanie Anthony’ego. I tak, natychmiast zrobiła się podejrzliwa, chociaż niekoniecznie domyślała się pierwotnego źródła plotki. Chętnie zaczęłaby naciskać, próbując wyrwać prawdę, bo brzmiało to tak, jakby ostatecznie Bulstrode wiedział znacznie więcej od niej. Powstrzymało ją tylko jedno: obecność Mavelle, której rękę wreszcie puściła, pozwalając jej wreszcie zająć miejsce u swojego boku, zamiast być tak holowaną.
– Jesteś niemożliwy – podsumowała tylko, rezygnując z wykłócania się. Może dlatego, że nie, tak naprawdę nie miała nic przeciwko jego towarzystwu, wręcz przeciwnie. A może, bo po prostu zbliżali się do celu, do alejki, gdzie mieli zastąpić dwójkę Brygadzistów, a Brenna naprawdę nie chciała robić awantury na ich oczach. Miała przeczucie, że chyba żeby wykopać stąd Atreusa, trzeba by to naprawdę zrobić siłą, a takie przedstawienie nawet na Nokturnie wywołałoby zainteresowanie.
Zajmę się Borginami brzmiało prawie, jakby planował ich zamordować.
Nie to, że w to wierzyła, ale w gruncie rzeczy niewiele ją obchodziło, w jaki sposób miałby ich wyjaśniać. To w końcu byli Borginowie.
– Doprawdy? Jeśli życzysz sobie innej odległości, da się zmienić papiery – mruknęła, a potem przeniosła spojrzenie na Mavelle. Zawahała się, ale po tym, co tutaj odstawili na oczach Mavelle, nie było mowy o dalszym milczeniu.
- Beltane. Rytuał - rzuciła skrótowo. - Teraz ja czuję, kiedy on jest z kobietami, a on, kiedy ja nadstawiam karku.
Mavelle nie wiedziała o każdym "wybryku" Brenny, bo Brenna nie chciała jej niepotrzebnie martwić. Ale już zdawała sobie sprawę z wielu z nich - w niektórych brała udział - mogła więc zrozumieć, dlaczego Bulstrode zdaniem Brenny miałby zapragnąć się za coś mścić.
- A Borgin przyszedł mi dziś oznajmić, że całe ministerstwo huczy od plotek, że się za nim uganiam i go napastuję. I gdybyś się zastanawiała, to nie, nie robiłam tego.
Brenna ograniczyła się z wyjaśnieniami do minimum. Pominęła całą, żenującą resztę, czyli ten moment, gdy sądziła, że zgłupiała, bo zaczęła oglądać się za kimś zaręczonym, tylko dlatego, że dobrze walczył i jest przystojny. I że właściwie całe szczęście, że był zaręczony, a potem wiedziała już, że to magia, inaczej być może nawet jej charakter, nie powstrzymałby Brenny przed tym, by w pewnym momencie nie potwierdzić tych plotek i nie zrobić czegoś skrajnie głupiego, na przykład rzucić się mu na szyję. Chociaż chciała wierzyć, że zachowałaby minimum rozsądku, był w końcu kobieciarzem, dręczył kiedyś Cedrika, przyjaźnił się z Borginami, a ona była absolutnie nie w jego typie.
- Tylko nie mów mamie - poprosiła, wygłaszając to zdanie, które najczęściej mówiono w domu Longbottomów, czasem mamę zastępując ciocią albo Elise. - I Erikowi lepiej też nie. Właściwie to nikomu nie mów. Będę pisała do Macmillanów z prośbą o informacje.
Po czym… skierowała się do zaułka, gdzie mieli czekać Brygadziści.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.