Być może ktoś inny na jego miejscu od razu uwierzyłby w słowa tego mężczyzny, jednak on nie dawał temu wiary. Podczas Beltane wszyscy uczestnicy sabatu poddają się całej magii tego święta, które w tym roku zostało zrujnowane przez bestialski zamach. Philip nie należał do grona najtęższych umysłów świata czarodziejów, aby wskazać korelację pomiędzy tym aktem terroryzmu a obecną sytuacją, w której obaj się znaleźli. Giovanni/Jonathan trafili znacznie lepiej od niego pod tym względem, że doświadczali pozytywnych emocji, jednak podejmowali niewłaściwe decyzje. Takie, które miały dalekosiężne konsekwencje - w jego wyobrażeniu wyłącznie negatywne. One mogą dosięgnąć jego przyjaciela.
— Nadal nie jestem przekonany. — Zamiast wypowiedzieć te właśnie słowa, Philip wolałby podchodzić do tego bez cienia wątpliwości i uwierzyć swojemu przyjacielowi na słowo i życzyć mu jak najlepiej.
— Trudno mi powiedzieć, bo nigdy nie podawałem nikomu amortencji. Nie za bardzo pamiętam co napisano o tej miksturze w książce do eliksirów. Jedynym, który mnie teraz interesuje, to ten który mam w szklance. Możesz się upić herbatą z rumem, jeśli wypijesz więcej, niż jedną. Ten ostatni argument ma najwięcej sensu. — Philip jest osobą zdolną do zrobienia naprawdę wiele aby osiągnąć postawione sobie cele, jednak nie dopuściłby się podawania komuś amortencji z tego względu, że to oznaczałoby chęć zatrzymania drugiego człowieka dla siebie. Pozostawał przekonany, nawet pomimo tego, co już odczuwał i z czym się zmagał, że to nie byłoby dobre przede wszystkim dla niego. Ostatnie czego potrzebował to kochanka ogarnięta obsesyjną miłością do niego.
Mógłby posłać Błyska na strych po wspomniany przez siebie podręcznik. Powinien tam być. Oczywiście, mógł być w błędzie i tego typu przedmioty z czasów jego edukacji w Hogwarcie były pochowane na strychu jego domu rodzinnego w Puddlemere. Jako dorosły i bardzo zajęty czarodziej nie miał czasu i chęci na warzenie mikstur, skoro mógł iść do najbliższej apteki na Ulicy Pokątnej. W tym momencie miał na myśli wyłącznie ognistą whisky, której znów się napił. Jak to mówią... lekarstwo od trucizny odróżniała tylko dawka. Po jednej herbacie z rumem zrobi się miło, natomiast wypicie kolejnych gwarantowało ciężki poranek. Jak widać ten ostatni argument do niego jakoś przemówił.
— W sumie jak teraz myślę... macie jedno ciało... tobie podoba się twoja prawie siostra Geraldine, natomiast Giovanniemu Kim... jeśli teraz oświadczysz się Geraldine i ona przyjmie twoje oświadczyny to weźmiecie ślub. Jeśli Giovanni postanowi się oświadczyć Kim i ona się zgodzi to w pewnym sensie weźmiesz drugi. Będziecie żyli z dwoma kobietami pod jednym dachem i one będą się musiały dzielić tym, co akurat macie wspólne? — Postanowił rozważyć bardzo istotną w swoim mniemaniu kwestię, oczywiście na głos. Pomijając fakt, że bardzo go to ciekawiło, tak poruszanie takiej właśnie kwestii stanowiło całkiem udane narzędzie do dogryzania swojemu przyjacielowi. Potencjalnie było to możliwe do osiągnięcia, jeśli oni by się dogadali i znaleźli dostatecznie oderwanego od rzeczywistości kapłana jakiegokolwiek kowenu, który udzieliłby jednemu czarodziejowi ślubów z dwiema kobietami. Jednak to mówią... z babą źle, ale baby jeszcze gorzej. Dwie baby w jednym domu to podwójny kłopot, ale bez nich dwa razy gorzej.